foros foros
185
BLOG

Donald Tusk

foros foros Polityka Obserwuj notkę 15

Donald Tusk, to chyba jeden z najbardziej tajemniczych współczesnych polskich polityków. Cóż przeciętny Polak może powiedzieć o swoim premierze? Człowiek młody, wysportowany, elegancki, miły, nieco może niefrasobliwy. Taki trochę przerośnięty chłopak, a to zagra z kolegami w piłkę, a to wyskoczy do Peru pochodzić w gustownej czapeczce po górach czy też na narty w Dolomity, orędzia robi przy grillu, ot figlarz. Niezbyt się przepracowuje, dodają krytyczne, „prawicowe” media; „nie zależy mu na władzy”, wynika z przecieków z rozmów ze związkowcami.
Jest też inna prawda o Donaldzie Tusku. Otóż dzisiejszy premier to jeden z bardzo nielicznych polityków, którzy od niemal 20 lat utrzymują się na ścisłym topie polskiej polityki. W tym czasie poległy takie tuzy jak Wałęsa, Mazowiecki, Kwaśniewski, Balcerowicz, Geremek, Miller, Oleksy, Cimoszewicz, Krzaklewski itd. Z rozgrywających sejmu I kadencji w ścisłej czołówce przetrwali jedynie Kaczyńscy, Tusk i Pawlak. Z nich wszystkich to chyba właśnie Tusk utrzymywał przez cały ten okres najbardziej stabilną pozycję.
Na pierwszy plan w wizerunku dzisiejszego premiera wybija się to, że jest człowiekiem miłym, przyjacielskim, spolegliwym. Jak wyglądała droga polityczna premiera?
Kongres Liberalno – Demokratyczny ma trzech liderów: J. Lewandowski, J.K. Bielecki i D. Tusk. Z nich trzech Lewandowski jest dziś gdzieś w Parlamencie Europejskim, Bielecki po dłuższym pobycie zagranicą został ponoć ministrem finansów w rządzie Tuska.
Po krachu wyborczym z połączenia UD i KLD powstała Unia Wolności. Partia ta występuje pod marką partii inteligenckiej, reprezentacji polskiej elity intelektualnej. Donald Tusk jest jej wiceprzewodniczącym. Gdy przegrywa walkę o władzę odchodzi wraz ze swoimi ludźmi. Wkrótce potem UW, wraz całą swoją intelektualną czołówką, dowodzoną przez Bronisława Geremka, uznawanego nawet przez bardzo wobec niego krytycznego W. Łysiaka za osobę realnie rządzącą Polską, tonie.
Donald Tusk tworzy nową partię. Partia ta ma trzech przywódców: medialną gwiazdę A. Olechowskiego, poważnego polityka z zapleczem i bardzo dobrego urzędnika M. Płażyńskiego i liberała D. Tuska. Wkrótce przewodniczący Platformy Obywatelskiej, Maciej Płażyński odchodzi, a A. Olechowski, na popularności którego PO powstaje, zostaje zmarginalizowany. Platformą rządzi D. Tusk mający u boku błyskotliwego inteligenta, i sprawnego polityka, gwiazdę komisji śledczej ds. Rywina Jana Rokitę. Coraz głośniej jest też o jednym z najzdolniejszych polityków młodego pokolenia, prezydencie Warszawy i współtwórcy struktur PO Pawle Piskorskim. Jan Rokita jest dziś publicystą, a Piskorski z Olechowskim, obaj poza PO, próbują coś stworzyć na bazie majątku skamieliny z czasów PRL Stronnictwa Demokratycznego.
W wyborach 2005, PO największa partia opozycyjna i pewniak do zwycięstwa ponosi dotkliwą porażkę. Przegrywa wszystko co mogła przegrać. Nie narusza to w niczym pozycji jej przewodniczącego Donalda Tuska, mimo jego osobistej porażki w debacie prezydenckiej z L. Kaczyńskim. Więcej, pozycja Tuska wewnątrz partii systematycznie rośnie. W tym celu wykorzystuje on okres pobytu w opozycji. To wówczas Donald Tusk „wycina” niemal wszystkich ewentualnych kontrkandydatów do władzy w partii. Być może też wówczas zawarte zostają sojusze które uczynią z Donalda Tuska kogoś więcej niż szefa partii. Tusk zostaje przywódcą (w wymiarze partii politycznych) wielkiego antykaczystowskiego ruchu społecznego skupiającego niemal wszystkie elity III RP. Ruchu którego fundamentem jest utrzymanie status quo, ze szczególnym uwzględnieniem zaprzestania lustracji i braku wyjaśnienia jak doszło do powstania wielkich majątków w pierwszych latach III RP. Co ciekawe nie oznacza to, by sam Tusk jednoznacznie i trwale wypowiadał się czy to przeciw lustracji, czy przeciw korupcji albo rozliczaniu. Wysoka pozycja w wymiarze ponadpartyjnym idzie w parze ze wzrostem pozycji Tuska wewnątrz Platformy. Wg słów P. Zaręby, analityka o uznanych kwalifikacjach, PO staje się wówczas jedną z dwu najbardziej wodzowskich partii w Polsce, rządzi nią Tusk i jego dwór. Warto przypomnieć, że o pierwszych nominacjach na kandydatów do parlamentu PO decydować miały prawybory.
Doprowadzenie do wyborów 2007 r. było dużym sukcesem ruchu „antykaczystowskiego”. Jeszcze większym zaś zwycięstwo wyborcze Platformy. Po wyborach elektorat otrzymał od swoich pasterzy wyraźne przesłanie: „cuda cudami, ważne by było normalnie”. Jeśli przeanalizujemy skład gabinetu Donalda Tuska jasnym wydaje się jego główny cel: rewindykacja (głównie prezydentury). Jednakże działania operacyjne rządu już nie bardzo idą z tym celem w parze. Chodzi tu głównie o utrzymanie Mariusza Kamińskiego na stanowisku szefa CBA i w ogóle o istnienie tej służby. W ogóle analizując działania Donalda Tuska jako premiera na pierwszy plan wybija się słowo ostrożność. Premier najchętniej nie wypowiada się jednoznacznie. (wyjątkiem są słowne ataki na „Kaczorów” ale to jest tak powszechne, że raczej ich brak uchodzi za postawę jednoznaczną). Pozostaje cały czas w głównym nurcie, ale nie odcina się zupełnie od elektoratu niepodległościowego, a ostatnio (m.in. nominacja Czumy) obserwujemy nawet próbę jego przejęcia. Być może też mamy do czynienia z próbą urealniania władzy nad ponadpartyjną koalicją mającą na celu utrzymanie status quo (Ćwiąkalski – Czuma, atak Polityki, ruchy Tuska na prawo byłyby tu próbą pokazania, że jest alternatywa).
Szefowanie gabinetowi, i to w okresie kryzysu gospodarczego, to chyba najpoważniejsza próba przed jaką stanął Donald Tusk jako polityk. Stąd i zowąd w szeroko rozumianym obozie protuskowym, słychać nieśmiałe głosy, że premier w tej czy w innej niby drobnej sprawie nie postępuje tak jak należy. Mogą się one okazać ruchami korników podgryzających z zewnątrz okazałe i niewzruszone fundamenty władzy Donalda Tuska. Zastanawia m.in. medialna ruchliwość niewidocznego do niedawna Andrzeja Olechowskiego, siła przebicia prywatnego biznesmena związanego z partią o poparciu niższym niż błąd statystyczny. Oznaki te prowokują atmosferę, w której podążenie przez Donalda Tuska szlakiem wyznaczonym przez Leszka Millera, czy Mariana Krzaklewskiego nie będzie niespodzianką. Z drugiej strony całą swą biografią polityczną w III RP Donald Tusk pokazał, że jego konkurenci wcale nie mają łatwego życia. Na plakacie promującym Platformę w zwycięskich wyborach 2007 r. Tusk występował w towarzystwie sprawnego menedżera i swej prawej ręki Grzegorza Schetyny, bankowca, dobrego organizatora, prezydenta Warszawy Hanny Gronkiewicz Waltz, godnego zaufania, nobliwego Bronisława Komorowskiego oraz szeryfa Julii Pitery. Przykładami sprawnego zarządzania byli prezydenci Wrocławia Zdrojewski i Dutkiewicz, zaczynało być głośno o J. Palikocie, który wcześniej wygryzł inną twarz PO Zytę Gilowską. Dziś Dutkiewicz tworzy nową partię, minister kultury, jak się nazywa ten człowiek? Palikot z biznesmena intelektualisty przedzierzgnął się w błazna, Julia Pitera (i tak import do PO) straciła swój podstawowy kapitał polityczny jakim była wiarygodność, kompetencja, niezależność (ryba za 8 zł, słynny raport). Marszałkowi Komorowskiem przytrafiła się brzydka przygoda ze służbami specjalnymi, efekt rządów pani Hani to 0,5 miliarda zł dla tvn i korki w Warszawie. Grzegorz Schetyna jest zaś, póki co, następcą Tuska,.
Gdy człowiek przypomni sobie te wszystkie fakty rodzi się naturalne pytanie. Czy to Tusk taki sprytny, czy może po prostu ma szczęście, albo możnych przyjaciół? Zapewne odpowiedź nie jest jednoznaczna. Nie mniej jedno wydaje mi się oczywiste. Donald Tusk (a „tusk” znaczy psi, czy drapieżny kieł) nie jest 50-letnim chłopcem w krótkich majtkach, czy też takimże bon vivat. To twardy polityczny gracz. Nie jest może tytanem intelektu (przypominają mi się tu obrady sejmu z początków rządu PiS, gdy Tusk unikał bezpośredniego starcia z Kaczyńskim z mównicy sejmowej), jego główne walory to spryt i umiejętność współżycia z ludźmi, zna też swoje słabe strony i potrafi się uczyć (w końcu wygrał debatę z Kaczyńskim). Ku temu poglądowi skłaniają mnie też słowa Tomasza Wołka, który w okresie kampanii wyborczej opisywał młode lata Tuska. Młody Donald miał być komandirem grupy chłopców z podwórka, a potem szefem kiboli drużyny piłkarskiej z wybrzeża. Jeżeli szef kiboli zostaje premierem 40-milionowego państwa to jest to albo postać nietuzinkowa albo manekin. Wolę wierzyć, że moim państwem nie rządzi manekin.

 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj15 Obserwuj notkę
foros
O mnie foros

</ script> WAU_small ('33nm7mbknmq3 ") </ script > a counter

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka