13 obserwujących
63 notki
77k odsłon
  688   0

Ustawa o IPN - bilans

Niestety nie dysponuję żadnym twardymi danymi na ten temat, ale stawiam tezę, że w tym zakresie raczej bilans jest na plus, niż na minus.

Natomiast jeśli chodzi o odczucia z prywatnych rozmów - jeszcze trudniej je kwantyfikować. To wiedza raczej anegdotyczna. Każdy z nas wie, że jak w ciągu roku dwa razy ktoś nam coś na jakiś temat powie, to łatwo ulec złudzeniu, że "każdym mi o tym mówi". Tony książek z psychologii społecznej doskonale pokazują, jak bardzo podatna na zaburzenia jest w takich sytuacjach nasza zdolność percepcji. Tym niemniej załóżmy, że w tej kategorii mamy bilans na minus.

ad. 3 - tutaj mam kompletnie odmienne zdanie. Nie było żadnej rejterady ani żadnego padnięcia na kolana. Proszę sobie wyobrazić, jak to wygląda z perspektywy nie publicysty, tylko zawodowego dyplomaty, np. z Niemiec, Hiszpanii czy innej Szwecji. On to widzi tak "Polska coś zrobiła; następnie największe mocarstwo świata i mały, ale bardzo wpływowy kraj zażądały od Polski zmian w trybie natychmiastowym, zagroziły szeregiem różnych niemiłych działań, sankcji itd.; a Polska przyjęła ustawę, prezydent ją podpisał i dopiero po tym Polska zaczęła spokojne, trwające prawie pół roku negocjacje, w wyniku których uzyskała ustępstwo Izrealea, którego w żaden sposób w innych warunkach by nie uzyskała; to są twardziele i zawodowcy, nie jest ich łatwo złamać; wiedzą czego chcą i potrafią nawet trudną sytuację obrócić na swoją korzyść". Tak to moim zdaniem widzi każdy obiektywny, patrzący z dystansu dyplomata na tym świecie, na którym polityka międzynarodowa to Hobbesowska wojna wszystkich ze wszystkimi. Bardzo duży punkt na plus.

ad. 4 - znowu - w tej sprawie deklaracja podpisana przez premiera Izreala (i to nie jakiegoś miękiszona, tylko komandosa Netanjahu) jest potężnym narzędziem. Bardzo duży punkt na plus.

ad. 5 - to już jest w ogóle niezwykle spektakularny pokaz polskich kompleksów; ciekaw jestem, czy gdybyśmy mieli taką rzeczywistość alternatywną, w której nie ma ustawy o IPN i jednocześni między styczniem 2018 a czerwcem 2018 Trump nie zaprasza Dudy do Białego Domu - czy w ogóle ktoś by na to zwrócił uwagę?

W tym samym czasie ministrowie obrony narodowej PL i USA spotkali się kilkukrotnie, wszystkie istotne sprawy posunęły się do przodu. Gdybyśmy zastosowali do stosunków PL-USA podobną metodlogię porównania stanów faktycznych w punkcie A i B, to mamy taki wynik:

przed wyborami w 2015 - żołnierze US Army w PL - niemal brak, ciężki sprzęt US Army - brak, gaz z USA - brak, wsparcie w sprawie NS2 - brak, wsparcie dla jakiejkolwiek polskiej inicjatywy geopolitycznej - brak, kontrakty na unikalne technologie wojskowe - brak (wcześniej był kontrakt na F16 - stara technologia i na JASSM - nowa technologia, ale już dawno nie unikalna)

stan na dzień dzisiejszy, po 2 latach rządów PiS - żołnierze US Army - są, ciężki sprzęt - jest, gaz - jest, wsparcie w sprawie NS2 - jest, wsparcie dla pierwszej polskiej poważnej inicjatywy geopolitycznej od tak lekko licząc XVI wieku (Trójmorze) - jest, kontrakt na unikalną technologię wojskową - jest; a w bonusie coraz bardziej otwarta dyskusja o przeniesieniu stałych baz do Polski

Czym przy tym jest chwilowe nieporozumienie w sprawie ustawy, która nawet USA bezpośrednio nie dotyczy? Niczym. Słyszę od lemingów, że wszyscy poprzedni prezydenci RP szybko dostawali zaproszenie do Białego Domu. Ja śledzę te stosunki od dawna i mam takie poczucie, że kiedyś to były takie spotkania, jak po latach spotyka się dwóch znajomych ze szkoły i ten, co odniósł większy sukces stara się być miły, ale nawet nie bardzo pamięta, jak ten mniejszy się nazywa. Dzisiaj to są stosunki wypełnione mięsem po brzegi. Relacja jak w rodzinie, w której pojawiła się drobna sprzeczka. Jak to w rodzinie. Zaraz po inauguracji Trump długo nie mógł się dogadać z Theresą May w sprawie spotkania. Czy UK się od tego załamała?

Podsumowując - mały minusik, ale bez realnego znaczenia w długiej perspektywie. A kto wie, czy realnie nie plus - nawet Amerykanie muszą czasem poczuć, że imperium nie może dostać wszystkiego od razu. To buduje szacunek.

ad. 6 - tu już wchodzimy w obszar spekulacji; moim zdaniem zupełnie nie do zweryfikowania i jeśli czytacie o takich rzeczach, pamietajcie, że żyjemy w erze fejk niusów


Na koniec odniosę się do samej zmiany ustawy. Polega ona na wykreśleniu penalizacji wiadomych zachowań poprzez zagrożenie karą więzienia. Im dłużej myślę na ten temat, tym bardziej zgadzam się z podejściem anglosaskim - karanie więzieniem za słowa jest bez sensu. Nawet za najbardziej debilne, nienawistne, kłamliwe oszczerstwa. Więzienie zostawmy dla sprawców twardych przestępstw - dla złodziei, morderców, gwałcicieli, malwersantów, pedofili, mafiozów, oszustów podatkowych. W przypadku oszczerstw i kłamstw pozwy cywilne to dużo lepsze rozwiązanie. Niech płacą.

W tym sensie zmiana ustawy sama w sobie była zamianą złego rozwiązania na lepsze rozwiązanie.

Podsumowując - widzę szereg korzyści i niewielkie koszty. Zrobiliśmy trzy kroki do przodu, następnie cofnęliśmy się o krok. Nawet wyborca Nowoczesnej powinien dać sobie radę z rozwiązaniem tego prostego działania matematycznego.




Lubię to! Skomentuj18 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka