51 obserwujących
361 notek
392k odsłony
333 odsłony

Marek Marian Piekarski,13-ta rocznica śmierci. Wspomnienie…

Wykop Skomentuj1

Słowa i wspomnienia o ludziach ulatują, ale ich świadectwa pozostają. Śmierć bliskich jest poważnym ostrzeżeniem dla żyjących, pozostających poza brzegiem trumny ze swoją bezsilnością i zarazem szansą na smutne zmierzenie się z własną kruchością i tymczasowością. Śmierć jest więc tragiczną lekcją, ale też okazją dla zrozumienia, aby pełniej, mądrzej i rozumnej żyć i szanować życie swoje i innych.image

Marka poznałem dopiero w północnej Kalifornii, w rejonie San Francisco w II połowie 1984 roku. Napływający Polacy z solidarnościowej i ekonomicznej emigracji nawiązywali między sobą kontakty i spotykali się w grupach dzieląc się nowymi doświadczeniami w nowym miejscu osiedlenia. Niektórzy kultywowali istniejące jeszcze z Polski przyjaźnie i znajomości.

Polonia w rejonie wschodniej zatoki Świętego Franciszka w każdą niedzielę spotykała się na Mszach Świętych w Walnut Creek, gościnie w kościele prowadzonym przez Polaka, byłego więźnia obozów koncentracyjnych ks. Leona Degnera. Zawiązywaliśmy też znajomości z tzw. starą Polonią, na którą składali się głównie byli żołnierze II korpusu gen. Wł. Andersa, I Dywizji Pancernej gen. Maczka i uwolnieni przez aliantów warszawscy powstańcy. Niektórzy z nich żyją tu wśród nas do dziś.

Marek z Jolą należeli do silnej grupy tczewskiej, do której należał również jego szwagier inż. Andrzej Kaszuba (niestety już nie żyje), Jerzy Bandrowski (dziś w Polsce) i Leszek Lamkiewicz (również w Polsce) z rodzinami. Marek utrzymywał też intensywne kontakty z osiadłym w Bawarii swoim druhem z zakładowej „Solidarności”, fotografikiem i aktywistą Kazimierzem Maciejewskim (już nie żyje). Wszyscy oni znali się nie tylko z Tczewa, ale z działalności (w mniejszym gronie K. Maciejewski, A. Kaszuba jeszcze w nielegalnych WZZW) w „Solidarności”, a następnie ze wspólnego losu w więzieniu (tzw. internacie, najpierw w ZK w Iławie, a następnie w ZK Kwidzynie), gdzie komuna ich zapuszkowała. Jak wiemy samo uwięzienie i powstałe piekło niepewności i codziennych trudności połączone było szczególnie dla rodzin internowanych z naciskami na wyjazd z Kraju na emigrację. Stopniowo ta polityka zaczęła przynosić pewne rezultaty…

Po ogłoszonej quasi amnestii 22 lipca uwalniano internowanych i zamykano szereg Ośrodków Odosobnienia (internowania) w więzieniach. Wtedy zostałem przewieziony 2-go sierpnia z likwidowanego O.O. w więzieniu w Łowiczu na północ, do ZK Kwidzyn (gdzie siedziałem do 4-go grudnia). Właśnie z tego więzienia zwolniono wcześniej pod warunkiem opuszczenia Kraju z paszportem w jedną stronę Marka i część grupy tczewskiej, wyjechali oni do USA (Kalifornia) już późnym latem 1982 roku.

W Polsce Marek (ur. w Chełmie) mieszkając w Tczewie pracował w Pruszczu Gdańskim i już od 1978 r. związał się z tajnymi Wolnymi Związkami Zawodowymi Wybrzeża utrzymując konspiracyjne kontakty z Andrzejem Gwiazdą, Joanną Dudą-Gwiazdą i Bogdanem Borusewiczem. W swoim domu (w piwnicy) przy ogłuszającej muzyce drukował podziemne pismo „Robotnik Wybrzeża”. Opowiadał nam rozmaite podbramkowe sytuacje zagrożenia i bliskie spotkania III stopnia z węszącymi SB-kami. Kiedy raz w ostatniej chwili dostał sygnał, że SB idzie do niego na rewizję uciekł przez okno na piętrze i dalej po dachach sąsiednich domów taszcząc uratowany cenny powielacz.

     image   Kiedy nadszedł wielki strajk w stoczni gdańskiej im. Lenina, Marek stał tam na czele delegatów swojego zakładu pracy (Techmet) wchodząc do Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. Oczywiście później podkreślił, że 16-to miesięczny czas festiwalu „Solidarności” to był najlepszy, najbogatszy okres jego życia. Choć bywały i zgrzyty. Marek zrezygnował z mandatu delegata zakładów „Solidarności” Pruszcza Gdańskiego w strukturach Regionu Gdańskiego NSZZ „S”, podając jako powód niemożność współpracy z irracjonalnym, dyktatorskim Lechem Wałęsą. Marek był delegatem na I Krajowy Zjazd „Solidarności” w Gdańsku.

    image                                                                         Na 25 lecie powstania „Solidarności” Marek wrócił do swojego gniazda i wziął udział w uroczystościach. Później w Kalifornii przy oglądaniu wspólnie relacji filmowej i zdjęciowej cieszył się, że na tablicy pamiątkowej w Tczewie wygrawerowano jego imię, jak również z wyróżnienia na posiedzeniu Rady Miasta w Pruszczu Gdańskim.

Marka poznałem jako rzutkiego organizatora prawdopodobnie podczas organizowania miejscowego oddziału Związku Narodowego Polskiego w San Francisco, czy też spotkań organizowanych przez inż. Zdzisława Zakrzewskiego (ze Lwowa), twórcę polskiego banku POLAM. Mała patriotycznie nastawiona grupka agitowana przez stoczniowca Janka Karandzieja (który dziś mieszka w Kudowie Zdrój) wiedząc o moich “redaktorskich doświadczeniach” wciągnęła mnie do redakcji razem z Markiem Piekarskim, Zdzisławem Krowickim, Gabrielem Michtą i innymi.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura