68 obserwujących
398 notek
514k odsłon
  304   1

Narodziny wojny. Czy Beck miał rację? Cz.1

Nie ustają dyskusje historyków i publicystów obwiniajacych ówczesne elity II Rzeczypospolitej (z min. płk Józefem Beckiem na czele), za kataklizm, który dzięki zdradzie źle dobranych sojuszników, kosztował nas życie ok. 6 mln obywateli, wymordowanie elit, zniszczenie gospodarki i długoletnią sowiecką okupację. Prawdą jest, że jesteśmy "wycieraczką" Europy rzuconą przez Boga w strefę zgniotu, między dużymi narodami Rosją i Niemcami i żadne cudowne koncepcje tego nie zmienią. Nie mamy zasobów i możliwości, aby przeciwstawić się Niemcom, czy Rosji Sowieckiej, a już na pewno ich połączonym siłom. Sojusznicy nasi uchodzili za mocarstwa światowe i tak jak my graliśmy ich kartą na odstraszenie Hitlera, tak i oni nieprzygotowani do wojny, dbali głównie o swoje interesy (potrzebując sił Armii Czerwonej). Zachód z ulgą obserwował zwyciestwa Stalina, aby opóźniać lądowanie we Francji na niecały rok przed zakończeniem wojny w Europie. Stalin zaś brał we władanie te ziemie na których stanął but sowieckiego sołdata (co prawda dopiero w 1955 r., ale wycofał się z Austrii). Rozważanie sojuszu z Hitlerem jest bajkopisarstwem i nie bierze pod uwagę tak rasistowskich i rewizjonistycznych (względem polskich ziem "poniemieckich") planów Hitlera jak i nastawienia tak polskiego społeczeństwa jak i jego wojskowych elit (zwycięskich w wojnie bolszewickiej 1920 r.) w stosunku do Niemiec (z czasów zaborów).

image     https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQtGVEQMoS6XYh4AZjpfrktfq56MtCffCO9ZaM1EpEPHtWE81U

Wielu publicystów ostatnio wsiada na modny “roller coaster” (kolejka górska) zachwycając się uroczyskami odjętej im przez min. J. Becka wizji sojuszu polsko-niemieckiego, zupełnie pomijając szczegóły ówczesnej geopolitycznej układanki. Zapominają, że Gdańsk i autostrada z dwutorową eksterytorialną koleją to były tylko wejściowe propozycje do negocjacji. Dalej w kolejce były plebiscyty na obszarach z niemiecką “mniejszością”, czyli inaczej mówiąc: żegnaj Pomorze, Poznań i Śląsk (tak na początek, według czeskiego doświadczenia "salami"). Hitler był nienasyconą bestią i układanie się z nim byłoby skrajną pogardą do realizmu tamtych dni. Ktoś powiedział, że byłby to sojusz głodnego z kromką chleba...

Ostatnimi laty bujnie kwitnie fantastyka historyczna, której zwolennicy przyjęli kilka założeń będących pobożnymi życzeniami niekoniecznie spójnymi z historycznymi realiami. Wydaje się, że śp. prof. P. Wieczorkiewicz (i jego następcy) opierają swoje myślenie na przedwojennej książce Adolfa Bocheńskiego “Między

Rosją, a Niemcami”, w której publicysta “Polityki” (nowa nazwa “Buntu Młodych”) snuje właśnie takie koncepcje (równie życzeniowe).

Jeśli jednak cofniemy się do osławionej Konferencji Hossbacha z 5 listopada 1937 r. (adiutant Hitlera płk Friedrich Hossbach, protokólant) to zrozumiemy, że w swoim “testamencie” Hitler (konferencja określała cele wojenne III Rzeszy na wypadek śmierci Hitlera) zakładał istotnie najpierw wojnę na zachodzie, konkretnie z Francją. Odprawa, która była “tajna” obejmowała ministra wojny i naczelnego dowódcę Wehrmachtu feldmarszałka von Blomberga, dowódcę sił lądowych generała von Fritscha, dowódcę lotnictwa marszałka Goeringa, dowódcę marynarki wojennej admirała Raedera i ministra spraw zagranicznych von Neuratha. Pamiętajmy jednak, że głównym celem i misją życiową Hitlera było pozyskanie przestrzeni życiowej na wschodzie dla Wielkiego Narodu Niemieckiego (Grossdeutschland) za pomocą pokojowych, czy też wojennych posunięć, to właśnie mimo rozmaitych taktycznych sojuszy się u niego nigdy nie zmieniło.

 Ustalmy najpierw dlaczego Hitler przewidywał najpierw wojnę na zachodzie? To jest ten moment, który pominęli zwolennicy sojuszu polsko-niemieckiego argumentując, że zachód zmanipulował Polskę, aby zmusić Hitlera do uderzenia na wschód. Otóż celem Hitlera było najpierw wchłonięcie Austrii, a następnie zagarnięcie Czechosłowacji w drodze na wschód. Dlatego był on zdania, że Francuzi i Anglicy nie zgodzą się na zmiany naruszające równowagę sił na kontynencie i wywiąże się wojna Niemiec z zachodem. Polska w tym czasie nie była w konflikcie z Niemcami mając tylko ograniczone interesy, które w przypadku rozpadu Czechosłowacji, można sprowadzić do odebrania zdradziecko zagarniętego przez Czechów (w styczniu 1919 r. mimo prośby o negocjacje J. Piłsudskiego nastąpił brutalna czeska agresja na Śląsk Cieszyński) polskiego Zaolzia.   

Dlaczego dla Becka zajęcie Zaolzia miało aż takie znaczenie, że zgodził się zepsuć tym wizerunek Polski na zachodzie, jako biorącej udział przy boku Hitlera w rozbiorze Czechosłowacji ? Oczywiście ziemie “za Olzą” zamieszkiwane były w przeważającej mierze przez Polaków, których opór Czesi brutalną siłą pokonali i  wcielili do swojego państwa. Jednak Beck obawiał się, że gdyby pozwolił Hitlerowi zająć Zaolzie, to mógłby wpaść w pułapkę. Otóż Hitler mógłby wspaniałomyślnie zaproponować powrót Zaolzia do polskiej Macierzy w zamian za powrót do niemieckiej Macierzy Gdańska (na zasadzie polityki etnicznej jeszcze prezydenta Wilsona). W okresie Monachium (Sudetenland) byłoby to bardzo zrozumiałe. I tu był “pies pogrzebany”...

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura