33 obserwujących
310 notek
249k odsłon
1256 odsłon

Świat Trumpa przed wyborami...

Wykop Skomentuj2

Na arenie świata dziś o dominację walczą dwie siły: bezbożny międzynarodowy socjalizm z socjalizmem lokalnym, patriotycznym. Gdzie podział się stary świat, w którym aby niszczyć twoją kulturę, tożsamość i wolność wróg musiał wpierw najechać kraj i krwawo zniszczyć opłacane z twoich podatków państwo. Dziś to już anachronizm, twoje historycznie ukształtowane wartości są bezlitośnie atakowane przez wielkie międzynarodowe korporacje bez granic i co dziwniejsze, za tę demolkę płacisz ty! Żyjemy w okresie podbojów bez wojen, w świecie w którym najeżdżający barbarzyńcy zmieniają twoje myślenie w twoim salonie, twoim samochodzie, w twoim własnym komputerze i telefonie. Biorą cię w jasyr, uśmiechniętą, zadowoloną z siebie i uprowadzają w kierunku obcej twoim przodkom kulturze, a ty z satysfakcją uiszczasz podniesioną miesięczną opłatę, aby czasem nie wypaść z “gównego” nurtu... 

image

Nowo tworzone imperium Unii Europejskiej (przecież było już w średniowieczu Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego) w myśl starego przysłowia (ryba psuje się od głowy) pogrąża się w początkowych drgawkach w synchronicznej projekcji ilustrowanej przez Angelę Merkel (niestety z rodziny Kaźmierczak z Poznania). Dotychczasowy porządek światowy (z lat 40-tych ub. stulecia) powoli odchodzi w czeluść Historii, tym samym stwarzając niebezpieczne podciśnienie dla nowych aspirantów do dominacji. Jednocześnie w perspektywie polskiej roli jako wycieraczki Europy obok zagrożeń wybuchła nadzieja na pomyślną przyszłość.         

 

Wojnę ze światem chrześcijańskich wartości prowadzi chyba sam diabeł, gdyż walka idzie tu o ludzką duszę i wolność jednostki. Lewacy zawłaszczają kolejne obszary ludzkiej aktywności i jakiś czas temu połknęli nawet liberalizm, który przez nich uwłaszczony ”cieszy się” licznymi ograniczeniami wolności człowieka. Dla siebie w trakcie podboju żądają tolerancji, o której zaraz zapominają kiedy uda im się wstawić nogę w uchylone przez ciebie drzwi. Totalitaryzmy (niezgrabnie kopiując religię) zawsze ograniczały wolność jednostki w imię dobra ogółu, bądź jakiejś utopii, której wspaniałości szary człowiek zwykle nie jest w stanie zrozumieć (dlatego jego szare komórki np. komuniści usiłowali farbować na czerwono).


Widzowie zapowiadanego spektaklu zmagań o hegemonię między Ameryką i Chinami krzątają się ustawiając krzesła raz to po prawej, raz to po lewej stronie geografii ogromnej teatralnej sali, jednak na tym etapie najbardziej tłoczno jest w samym środku niezdecydowania. Widzowie wyczekują licząc na drobne i większe podarunki, wsłuchani w groźby i “gwarancje” każdej ze stron. Wśród znakomitych gości są Rosja, Unia Europejska, Indie i szereg regionalnych potęg, oraz reszta planktonu. Reżyserzy groźnie pomrukując próbują rozdawać klapsy, bonusy, zachęty i ostrzeżenia zapowiadając, że w tym nowocześnie zaprojektowanym przedstawieniu wezmą udział właściwie wszyscy obecni na widowni, czy tego chcą czy nie. Problem w tym, że uczestnicy nie mają pojęcia, czy przedstawienie już się rozpoczęło (i w nim uczestniczą), czy też wszystko może rozejdzie się po przysłowiowych kościach (bez ich łamania).


Nie mam tu miejsca na charakteryzowanie hegemona (USA) i rzucającego wyzwanie (Chiny), ale sama inscenizacja już mówi nam o słabnięciu jednego i umacnianiu się drugiego. W sumie można uogólnić mówiąc, że jeśli chcemy wiedzieć w jakim kierunku pójdą zmiany na świecie wystarczy przestudiować historię starożytnych Aten, czy nawet Rzymu. Mimo upływów kilku tysięcy lat człowiek tak naprawdę niewiele się zmienił, zmieniły się tylko gadżety i narzędzia, którymi operujemy w naszym świecie. Tak jak w przyrodzie, tak i w ludzkiej historii mamy do czynienia z cyklami i odpowiednio ich konsekwencjami. Oczywiście ten “blueprint” czy logiczny plan może mieć odbicia jak śnieg w maju, czy Hitler w Europie, ale generalnie wszystko i tak (po kłopotach) wróci do planu. 


Tyle atramentu ciśnie się na klawiaturę pióra, ale pisząc przeciętnie co dwa tygodnie muszę się zawężać i ograniczać do zagadnień w moim odczuciu najważniejszych, więc ściągnę lejce moich szalonych koni, aby znaleźć jakąś w miarę prostą drogę do naszych spraw. Polska w tym coraz bardziej otwartym, globalnym świecie ma swoje tradycyjne problemy. Z jednej strony jesteśmy braćmi Słowianami, czyli winniśmy rozważać opcję rosyjską, ale my jesteśmy łacinnikami, oni z Bizancjum, ortodoksi, więc dla nich jesteśmy zbyt blisko z zachodem i jesteśmy zdrajcami słowiańszczyzny (nawet tej post mongolskiej).  


Tacy już jesteśmy nie chcieliśmy przyjąć chrześcijaństwa od Niemiec, przyjęliśmy bezpośrednio od Rzymu. Przed II wojną światową sprzymierzyliśmy się z Francją i Anglią, odrzucając ofertę niemiecką, czy jakąkolwiek propozycję współdziałania z Rosja Sowiecką. Podobnie jest i dzisiaj, broń Boże z Putinem, tym razem Wanda “chciała” Niemca, jesteśmy w UE, ale trzymamy się rękawa Ameryki (za który musimy zapłacić), która ciągle przystojna, ale idzie do krawca, aby uszyć sobie tańsze ubranie, nie chce już być rozrzutna, bo ją na to nie stać!

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka