Od jutra wchodzi nowelizacja przepisów dla kierowców zwiększająca wysokość mandatów i zwiększająca penalizację (zamiana pewnych karalnych zachowań z wykroczenia w przestępstwa). Jak wczoraj o tym przepisałem to musiałem wyjść na 2 godziny na spacer.
Temat jest mi o tyle bliski że sam straciłem prawo jazdy kilka lat temu w przedziwnych okolicznościach. Potem podchodziłem czterokrotnie do egzaminu. Za pierwszym razem nagrałem egzaminatora, sprawa jest w prokuraturze (od 2 lat). Przy trzech kolejnych podejściach dostawałem jeszcze kontrolera z WORD, który siedział z tyłu i kierował. Był duet z egzaminatorem, tu za szybko tu za wolno. Dałem sobie spokój bo po co mi to. Mandaty, punkty itp idt. I sobie jeżdżę i nie ma stresu.
Tak się zastanawiam czy jutro nie zatrzymać się przy jakiejś kontroli i dokonać samo-denuncjacji żeby sprawa jak najszybciej, trafiła do Trybunału (pewnie ze dwa lata to zajmie więc im wcześniej tym lepiej). Chodzi o penalizację czynu polegającego na tym, że kierowca który stracił uprawnienia, ale zakaz prowadzenia pojazdów zdjęto jeździ bez uprawnień. To jest karalne jako przestępstwo od jutra karą do dwóch lat plus jakieś astronomiczne grzywny i nawiązki.
Od dłuższego czasu widzę psucie prawa karnego polegającego na wprowadzaniu przepisów karnych tzw. przestępstw formalnych. Z grubsza należało by je zdefiniować w ten sposób, że w wyniku takiego przestępstwa nikomu nie dzieje się krzywda natomiast karalny jest pewien stan stwierdzony przez organy ścigania. Praktycznie nie ma żadnej możliwości obrony przed czymś takim bo stan był a nikt nie chce wnikać dlaczego i po co.
No i mamy kolejny przykład takiego zabiegu ponieważ karana jest osoba, która wcześniej straciła uprawnienia i sobie samochodem jechała, z przepisu tego zostały wyjęte osoby, które nigdy się o uprawnienia nie starały (art. 180a k.k.).
Jako praktyk prawa twierdzę, że przepis ten nie może się uchować chociażby ze względu na instytucję zatarcia skazania (art. 106 k.k.), instytucję równości wobec prawa (art. 32 konstytucji), i ze względu na art. 1 k.k. mówiący o tym że nie jest przestępstwem czyn którego szkodliwość społeczna jest znikoma. Pewnie jeszcze z kilka argumentów by się znalazło.
No ale po co tego potworka wprowadzono? Bo unia kazała? Bo to sprawa istotna dla bezpieczeństwa publicznego? Nie. Jest to odpowiedź na zapotrzebowanie ze strony dwóch instytucji: Ośrodków Ruchu Drogowego (WORD'y) oraz Centrów Medycyny Pracy.
Obie te instytucje mają monopol na wydawanie zgód o przywróceniu uprawnień dla osób, które uprawnienia te utraciły. Jak robiłem sobie badania żeby przystąpić do egzaminu (ważne oczywiście pół roku) to musiałem zapłacić 350,00 zł za pobranie krwi i trzy dni w plecy bo badania robili na raty: krew jednego dnia, psycho-testy drugi i za kilka dni odbiór to trzeci. Średnio takich baranów jak ja jest po 100 dziennie co razy 350,00 zł daje 35 000,00 zł zysku dziennego niezły biznes co?
WORD to jeszcze lepsza zabawa. jak pamiętam chyba 200,00 zł za egzamin praktyczny gdzie naprawdę bardzo wiele zależy od egzaminatora, a jeżdżę bez wypadkowo od 18-go roku życia (pamiętam że zdawałem w dniu 18 urodzin). Po prostu polityka jest taka żeby osoby nie zdawały bo to więcej przychodu dla WORD – wystarczy pomnożyć te 200,00 zł średnio razy pięć. No ba... można nawet pisać skargi na egzamin, co też uczyniłem załączając nagranie z egzaminatorem. Sprawa trafiła do Kolegium Odwoławczego bo do sądu nie wolno (co jest bzdurą), otrzymałem odpowiedź że moje nagranie nie może stanowić dowodu w sprawie. No i właśnie tak to wygląda.
Dlaczego twierdzę, że takie było ratio legis tego przepisu? A no dlatego, że chodzi wyłącznie o kierowców, którym uprawnienia zabrano. Jaki z tego wniosek? Są to osoby, które wcześniej jeździły samochodem w mniejszym lub większym stopniu korzystanie z samochodu jest im niezbędne. A tych którzy dopiero je stracą najpierw muszą je uzyskać i przekonać się o niezbędności posiadania własnego środka transportu, więc też muszą WORD zaliczyć. Radzę, niech lepiej już jeżdżą bez - mniej stresu (przynajmniej do dziś).
Jeśli ktoś jest w sytuacji takiej jak ja (przed tą nowelizacją), pewnie doszedł do podobnego wniosku, tzn. po co mi to prawo jazdy, jeżdżę ostrożnie, a nawet jak mnie złapie jakiś przypadkowy policjant to 50,00 zł mnie nie zaboli. No, przecież tak nie mogło być bo obroty w WORD i Centrach Medycyny Pracy spadają na potęgę. Są jakieś inne racjonalne argumenty tego stanu rzeczy? Nie widzę.
Piraci drogowi i debile eliminują się sami: mandatami, zniszczonymi samochodami, wyrokami, recydywą. Tak było i to jest jakaś racjonalność. A wypadki były są i będą chyba że zamienię mój wehikuł na ten od gogle ale pewnie też coś wymyślą.
Jeśli nawet by przyjąć, że jest jakaś tendencja społeczna, jakaś myśl ogólnonarodowa o tym, że należy bardziej karać kierowców i ograniczać dostęp do uprawnień dla kierowców, to mam do tego zasadnicze zastrzeżenie. Jeśli osoby czynnie jeżdżące samochodem to dajmy na to 20% społeczeństwa (wątpię żeby było ich więcej), to jakim prawem do tego chóru włączają się osoby które samochodu nie użytkują. Co ich to obchodzi? Żal im że ktoś inny jeździ? I jeszcze pouczać jak jeździć? Polska Demokracja - Chryste, ja nie jeżdżę to dlaczego ty masz jeździć :)
Dodatkowo, ta nowelizacja zwiększy i tak już nie małą patologię w wymiarze sprawiedliwości. Pewnie słyszeliście państwo, że po kilku latach jednak się zreflektowano, że pomyłką było karanie jak za przestępstwo pijanych rowerzystów i alimenciarzy. Może było może nie było. Ale do momentu kiedy ktoś się nie zreflektował że należy zmniejszać wskaźnik przestępczości szkodliwość społeczna tych przestępstw była kolosalna.
Patologią natomiast są dwie rzeczy. Po pierwsze, że funkcjonariusze policji są rozliczani z wykrywalności przestępstw i obecna nowelizacja w łatwy sposób wykrywalność tę podniesie. Po drugie, interes kraju wymaga by pompować budżet, wyższe mandaty pomogą... będą nagrody ordery i awanse. Nie jestem jednak za bardzo przekonany o tym że policja powinna świadczyć usługi para-fiskalne, co się dzieje już od kilku lat, kosztem ochrony obywatela przed przestępcą.
Tak dla smaczku tylko podam, że przepisy analizowałem na podstawie druku sejmowego pod którym podpisany jest nasz ukochany przywódca PBK, któremu życzę mu wygranej w wyborach.
Epilog:
Będzie tak. Ktoś pewnie nie odpuści i sprawa wyląduje w Trybunale Konstytucyjnym. Pewnie zajmie to z dwa lata, no ale przez dwa lata będą żniwa. No potem Trybunał orzeknie o niekonstytucyjności. Trzeba będzie wnosić o wznowienie postępowań, a grzywny zostaną. No i jeszcze przez dwa lata nikt nie wymyśli co zrobić z WORD. A myśleć to nie ma co bo rozwiązania już od wielu lat funkcjonują w cywilizowanych krajach.
W zależności od jakości komentarzy może naprawdę jutro się podłożę, zobaczymy :)


Komentarze
Pokaż komentarze (16)