Free Your Mind Free Your Mind
329
BLOG

Miałem sen...

Free Your Mind Free Your Mind Polityka Obserwuj notkę 54

 

...i wyśniłem, że znowu istnieje PZPR. Nie chce mi się szukać postu, w którym prorokowałem, iż wnet dojdzie do „zjazdu zjednoczeniowego” i co? I już się zaczęło, niemalże jak PPR z PPS w pradawnych latach odgruzowywania, w latach walki z bandami leśnymi, w latach budowania świetlanej przyszłości z Soso na czele, w sercu i na ustach. No więc stało się. Radośnie zakwilił zbawca lewicy, czyli Ole-Olek, że i Leszek-Mężczyzna-Kanclerz „wraca na łono”, i Józek – no i wszyscy chwyciliśmy się za serce, wierząc, że to chyba tylko początek, jeszcze sporo zostało byłych towarzyszy, choćby z innych odłamów „socjaldemokracji”, jest jeszcze młodzież skupiona w redakcji „Krytyki Politycznej”, jest jeszcze wiele rąk do pracy.
 
Kandydat czerwonych na prezydenta stwierdził, Jerzy Szmajdziński, o którym kiedyś Brzytwa się wyrażał w nieco mniej elegancki niż dziś (porównania do Kennedy'ego), oznajmił, że nie będzie „robił liftingu życiorysu”, bo też i nie ma „niczego do ukrycia”. I dodał, że „będzie ciężko, będzie twardo, damy radę”. Oczywiście, że tak. Do trzech razy sztuka. Komuna w III RP, czyli neopeerelu, wygrała już raz wszystko w pierwszej połowie lat 90., potem wygrała wszystko po tragikomicznych rządach AWS-UW, a teraz serce się rwie, by znowu wziąć całą wygraną, choć przecież, co sobie ta komuna chciwie przeżarła, przetrawiła, przepiła i zwróciła przez te wszystkie lata, tego jej już żadna siła nie odbierze. Może na mękach piekielnych będzie zachodzić jakaś u komuny szersza retrospektywa, ale do piekła jeszcze daleko, zresztą, jak doskonale wiemy, żaden komunista w piekło nie wierzy, najwyżej w dekomunizację, że ona niby może jakieś piekielne moce uruchomić. Jak dotąd jednak żadnemu dekomunizatorowi się nie udało podnieść ręki na żadną czarownicę, a polowań parę urządzano. No i żaden stos nie zapłonął.
z
 
Nic dziwnego więc, że po krótkiej burzy, jaką wywołała swego czasu „afera Rywina” (o której dziś się zwykło myśleć, że to była kłótnia w rodzinie), a następnie po okresie kwarantanny za czasów kaczystowskich - po dwóch latach totalnej kompromitacji, jaką zafundował swoim fanom, ale też niestety i nam, którzy chcąc nie chcąc łożymy na „ten rząd”, mimo iż wcale go nie chcieliśmy u władzy - "gabinet koalicyjny PO-PSL" - nie stoi nic na przeszkodzie, by pezetpeerowskie sny o potędze znowu się spełniły. Choć może lata nie te i kondycja też nie ta, to jednak „mordy te nasze” nawet bez liftingu wyglądają jakoś tak swojsko, jakby znowu nastała epoka Radiokomitetu i Politbiura. Tylko do 1 mają i pochodów jeszcze daleko i te nieszczęsne święta za pasem, ale ale – zaraz po nich sylwester, a przecież to w taką mroźną noc na przełomie 1941 i 1942 się kiedyś PPR objawiła jeno jej posłańcy z nieba czerwonymi gwiazdami usłanego spadli gdzieś w okolicach Warszawy. Ha, a co było potem? To już wiemy z historii, z cmentarzy i z pasiaków, które odwiesiliśmy do szaf, odkąd nam pozwolono wielkodusznie w ubraniu cywilnym chodzić (i odkąd czerwoni przerzucili się z mundurów na garnitury).
 
Ten trzeci raz jednak jest wyjątkowy, co widać było choćby po liftingu T. Nałęcza, który nie tylko odmłodniał, ale zapragnął (podobnie jak Szmajdziński) upodobnić się do amerykańskiego prezydenta i akurat sobie za wzór Obamę wziął, prawdopodobnie z dwóch względów. Po pierwsze, dlatego że może spłynąć na niego choć odrobina splendoru towarzyszącemu świeżemu nobliście (niektórzy ludzie robią sobie zdjęcia z gwiazdami wspominając potem w gronie rodzinnym ten blask, który na nich spłynął). Po drugie, dlatego że jakby ktoś się ośmielił po głupiemu ryć z Nałęcza, to tak jakby się naśmiewał z Obamy, a więc posądzenie o rasizm murowane. No ale gdzie tam Nałęczowi do Kennedy-ego-Szmajdzińskiego.
e
 
Ta moda na prezydentów jest „na lewicy” od dawien dawna, odkąd słynny prof. Longin Pastusiak zajął się przywódcami USA, opisując ich w swoich rewelacyjnych książkach, które dzisiaj bardzo trudno spotkać w księgarniach, takie są bowiem cenne. Potem, jak wiemy, było długo długo nic, aż nadszedł Ole-Olek porównywany przez niektórych co gorliwszych komunofilów do B. Clintona z tej prostej przyczyny, że akurat w czasach Clintona przyszło mu prezydentować. Ten to Olek był gigantem, dopóki nie pokazał parę sztuczek z wsiadaniem do bagażnika, tańcem w Charkowie czy przemawianiem do Saby L. Dorna, by nie wymieniać wszystkich popisowych numerów, które sprawiły iż ujawniło się raczej podobieństwo do późnego B. Jelcyna aniżeli do któregoś z amerykańskich prezydentów. Marek Borowski, brzytwa innego sortu co „Józek”, próbował, jak pamiętamy, sytuację ratować powiedzeniem o „mordzie ty naszej”, lecz niestety, nie wszystkich jednak ta fraza ujęła, nie wiedzieć czemu, jakby Polak nie był do wybitki i wypitki.
 
Jak jednak się w tym wszystkim połapać, kiedy lewica ma tylu kandydatów na amerykańskich prezydentów, że się już ich doliczyć nie można. Jeszcze niedawny lider sondaży, żubr białowieski, przecież wciąż się liczy (w dzisiejszych trójkowych „audycjach publicystycznych” wspominali go dobrzy ludzie), nawet jeśli jest już tylko wspomnieniem; jest DJ dr Olechowski, jest Welkam-Ewrybady, a czy Lady J nie wypada tu wymienić? A Tomasz Lis? Ten ostatni zwłaszcza był długoletnim korespondentem w USA, to on co nieco o prezydenturze amerykańskiej wie. I też na pewno zna hasło „I have a dream...”
t
 
Jaka szkoda, że prezydent może być tylko jeden. Chociaż, gdyby tak znowu pogmerać przy konstytucji (ustalonej po wielkiej intelektualnej orce przez najmądrzejszych ludzi III RP), to przecież można by co nieco udrożnić na odcinku prezydentowania. Tak jak kiedyś politbiuro miało samych prezydentów, pardon, sekretarzy, premierów, generałów i ministrów.

y

https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/ (pod tym adresem dostępne są moje przeróżne opracowania z "Czerwoną stroną Księżyca" i aneksami do niej włącznie); polecam jeszcze tę moją analizę z 2024 r. zamieszczoną gościnnie u prof. M. Dakowskiego: https://dakowski.pl/wokol-hipotezy-dwoch-miejsc-free-your-mind/ ) legendarne dialogi piwniczne ludzi zapiwniczonych w Irlandii 2 (before you read me you gotta learn how to see me) free your mind and the rest will follow, be colorblind, don't be so shallow "bot, który się postom nie kłania" [Docent Stopczyk] "FYM, to wesoły emeryt, który już nic, ale to absolutnie nic nie musi już robić" [partyzant] "Bot FYM, tak jak kilka innych botów namierza posty i wpisy "z układu" i daje im odpór" [falstafik] "Czy robi to w nocy? W takim razie – kiedy śpi? Bo jeśli FYM od rana do późnej nocy non-stop tkwi przy komputerze, a w godzinach ciszy nocnej zapewne przygotowuje sobie kolejne wpisy, to kiedy na przykład spożywa strawę?" [Sadurski] "Ale teraz zadam Sadurskiemu pytanie: Załóżmy, że "wyśledzi" pan w przyszłości jeszcze kilku FYM-ów, a któryś odpowie prostolinijnie, że jest inwalidą i jedyną jego radością (z przyczyn wiadomych) jest pisanie w S24, to czy pan będzie domagał się dowodów,czy uwierzy na słowo?" [osa 1230] "Zagrożenia dla pluralizmu w ramach Salonu widzę w tym, że niektórzy blogerzy - w tym właśnie FYM - wypraszają ludzi, z którymi się nie zgadzają. A zatem dojdzie do "bałkanizacji" Salonu: każdy będzie otoczony swoją grupką zwolennikow, ale nie będzie realnej dyskusji w ramach poszczególnych blogów. Myślę, że nie daję przykładu takiego wykluczania." [Sadurski] "Już nawet nie warto tego bełkotu czytać, spod jednego buta i z jednego biura. Na fanatyków i pałkarzy lekarstwa nie ma."[Igła] "FYM już kupił S24 swoim pisaniem, jest teraz jego twarzą. Po okresie Galby i katatyny nastąpił czas dziennikarzy "Gazety Polskiej". Ten przechył i stalinopodobne teorie spiskowe, jakie się wylewają z jego bloga oraz innych mu podpbnych - przyciągają do Salonu nastepnych i następnych. Tu już od dawna nie zależy nikomu na rzetelności i klasie pisania - lecz na tym, aby było klikanie, aby było głośno i kontrowejsyjnie. Promowanie takich ludzi jak FYM i Paliwoda - jest całkowicie jednoznaczne."[Azrael] "Ale jaki jest problem?"[Kwaśniewski] kwestia archiwów IPN-u Janke: "Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?" Komorowski: Co to znaczy otwarcie?" "Trudno zrozumieć, jak można ogłupić społeczeństwo. Dlaczego tylu ludzi ośmiela się nazywać zdrajcą Wojciecha Jaruzelskiego. (Edmund Twardowski, Warszawa) " [tzw. listy czytelników do "Trybuny"] "Z przykrością stwierdzam, że prezydent nie przedstawił żadnych propozycji ws. służby zdrowia" [Tusk] "Niewidzialna ręka rynku, jak sama nazwa wskazuje, jest ślepa." [ekspert w radiowej audycji prowadzonej przez R. Bugaja] "Mamy otwarte granice, miejmy też otwarte umysły. Jasna Góra horyzontów rządowi i parlamentarzystom nie rozszerzy. (S. Barbarska, woj. wielkopolskie) " [tzw. czytelniczka "Trybuny"]

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (54)

Inne tematy w dziale Polityka