Ponieważ nie dla każdego Boże Narodzenie to czas radości i ukojenia, chciałbym z tymi osobami, które przeżywają te Święta w samotności, rozczarowaniu czy bólu podzielić się muzyką, która zawsze mi towarzyszyła w chwilach poczucia beznadziei bądź opuszczenia. Zestawy, które opatrzę gdzie niegdzie osobistym komentarzem, są podzielone w zależności od stanu naszego ducha i potrzeb z tymże stanem związnych (czasami wszak szukamy łagodnego wyciszenia, a czasami czegoś, co "stawia na nogi"). Mam nadzieję, że komuś te zestawy się przydadzą :)
I zestaw na "ciężkie chwile":
Philip Glass "Choosing Life" (to jeden z utworów do filmu "Godziny"; sam film ciekawy, znakomite aktorskie kreacje kobiece); o ile Glassa jako takiego szczególnie cenię za "Glassworks", to ta kompozycja należy do moich ulubionych,
King Crimson "Nuages" (sam KC nie gra muzyki ani łatwej, ani przyjemnej, ale ta kompozycja zamieszczona na fenomenalnej płycie "Three of a Perfect Pair" z 1984 r (o roku ów!) należy, moim zdaniem, do perełek muzyki rockowej; ze spokojnych i rzewnych klimatów KC to jeszcze można by dorzuć "One Time" czy "Walkin' on Air"; co ciekawsze solowe projekty Frippa czy Belewa nie są dla mnie tak absorbujące jak samo KC, choć płyty Frippa z A. Summersem (z The Police) czy z D. Sylvianem to na pewno rzeczy warte zauważenia),
Christopher Young "Species" (utwór z soundtracku do horroru SF "Gatunek (1)"; sam film (1) może do wybitnych nie należy (a szczególnie jego następne "odcinki"), ale ta kompozycja to ekstraklasa muzyki filmowej, jak dla mnie); przy okazji poleciłbym jeszcze ze dwóch kompozytorów: James Newton Howard (muzyka do horroru "Osada") oraz John Powell (znakomita muzyka do "Bourne Supremacy", zwł. utwór "Goa")
Genesis "Heathaze" (z płyty "Duke"; no, o Genesis można pisać długo, biorąc pod uwagę długą i barwną historię zespołu, a zwł. zmiany stylistyczne, jakim ich muzyka podlegała; Genesis ma wiele rzewnych kompozycji na swoim koncie, np. "Many too Many", "Evidence of Autumn", ta jednak jest jakoś wyjątkowa, łączy bowiem jakieś poczucie bólu z wewnętrznym buntem przeciw temu bólowi)
S. Vai "Warm Regards" (o ile sam Vai nie robi muzyki szczególnie porywającej i ma się wrażenie, że forma bierze tam górę nad treścią (ale kto go widział na żywo ten wie, że Vai potrafi z gitarą zrobić dosłownie wszystko), to zdarzają mu się kompozycje naprawdę wybitne i do nich tę właśnie zaliczam. Legato wspomagane oburęcznym tappingiem użyte w solówce (gdzieś od 2'25'') nie tylko wykorzystanymi harmoniami, ale i matematyczną wprost dokładnością przy kaskadzie dźwięków po prostu wbija w fotel, a jednocześnie podnosi na duchu :)
Lighthouse Family "End of the Sky" (właściwie ta popowa grupa jest dość szeroko znana (choć całkiem zasłużenie), więc nie muszę się o niej rozpisywać; bardzo ciepła muzyka na chłodne dni),
Seal "Love's Divine" (Seal prezentuje trochę nierówny repertuar - od utworów porywających po dośc słabe; ten jednak ma w sobie coś mrocznego i wzniosłego zarazem),
Neneh Cherry "Woman" (nie tylko utwór z ciągnącymi się, bardzo rzewnymi wiolonczelami jest fenomenalny, ale i teledysk do niego jest intrygujący; niestety, Cherry nie ma zbyt wielu wybitnych piosenek na swoim koncie),
Leonad Cohen "Tower of Song" (nie należę do jakichś wielkich wilebicieli Cohena, ta jednak piosenka, która brzmi trochę jakby Cohen śpiewał na karaoke do jakiegoś muzaka, jest połączeniem nostalgii z autoironią - Cohen kpi z samego siebie),
Archive "Headlights" (wg mnie Archive jest mocno przereklamowany, ale ten utwór to coś wyjątkowego),
Pale 3 feat. Skin "You Can't Find Peace" (Skin to wokalistka niezbyt sympatycznej grupy Skunk Anansie - tu zaś w repertuarze rzewnym aż miło; wydała zresztą całą solową płytę (w stylu pop), ale bez większych rewelacji),
Dire Straits "You and Your Friend" (z ostatniej i chyba najlepszej płyty tej grupy "On Every Street"),
Kate Bush "Brasil" (króciutki utwór z soundtracku do filmu pod tymże tytułem; film słaby raczej)
Aphrodite feat. Miss Bunty "Be with Me" (Aphrodite to grupa grająca techno, ale ten balladowy utwór jest fenomenalny)
Portishead (właściwie wszystko, zwł. koncert nowojorski), Henryk Górecki "III Symfonia" (co ciekawsze - różne wykonania różnie pobrzmiewają - jak to zwykle w muzyce poważnej - inaczej (mocniej) śpiewa S. Woytowicz, a inaczej (łagodniej) Z. Kilanowicz), Talk Talk (zwł. lp "Laughing Stock"), Laurie Anderson (zwł. płyty "Bright Red" oraz "Life on a String"), Recoil (właściwie wszystko poza wczesnymi kompozycjami; jest to dość muzyka elektroniczna połączona z recytacjami, a nawet elementami słuchowiska - zaskakujące, że kompozytorem jest jeden z muzyków... Depeche Mode), Lisa Gerard, Portishead,
to tak z grubsza byłoby do I zestawu (może coś mi się jeszcze przypomni, to dorzucę później komentarzach).
Teraz zestaw II, stawiający na nogi (rockowo-popowy i technowaty; energetyzujący):
King Crimson "Dinosaur", Faith No More "Just a Man", "Stripsearch", "Star AD", Plutone "Oh Yeah" (z płyty "Hands on Yello" - techno przeróbki klasyków muzyki pop), Yello "Call It Love" , Blu Cantrell feat. Sean Paul ""Breathe", Jakatta feat. Seal "My Vision", Beastie Boys "Intergalactic", Yes "Drama" (cała płyta; moim zdaniem lepsza nawet od "90125" - nie śpiewa na niej Jon Anderson, lecz Trevor Horn (!))), Prodigy "Climbatize", "Firestarter", "Spitfire", Peter Gabriel "In Your Eyes", Phil Collins "You'll Be in My Heart" (z soundtracku "Tarzan" :), The Cure "Purple Haze" (z albumu z coverami Hendrixa; nie lubię The Cure, ale ten numer jest wyjątkowy), Chris Cornell "You Know My Name" (z soundtracku do ostatniego Bonda - film niezły, a Chris w znakomitej formie), Sandra "All You Zombies" (rewelacja, moim zdaniem - zwł. na Sylwestra, obowiązkowo; cover australijskiej grupy The Hooters, też niezłej), Traveling Wilburys (wszystko, właściwie), Living Colour "Love Rears Its Ugly Head" (wersja koncertowa), Led Zeppelin (I płyta, nie można sobie wyobrazić muzyki rockowej bez tego albumu), Fishbone "They All Have Abandoned Theor Hopes" (grupa, która gra mieszankę heavymetalu i ska - momentami ciężkostrawną, ale pomysłową), Party Animals "Used and Abused" (no, to już ostre techno), Technohead "I Wanna Be a Hippy", Audioslave "Gasoline", Rage Against the Machine "Freedom", Jimmy Page & David Coverdale "Don't Leave Me This Way", David Lee Roth "Just a Gigolo" (przejajcarska piosenka), Prodigy "Ot of Space", Ms Dynamite "Dy Na Mi Tee", Peter Gabriel "Lovetown", Saga "13th Generation" i "Blind Side of the Heart", Rush "Double Agent", Stereo MC's "Chicken Shake", Stakka Bo (właściwie wszystko), House of Pain "Jump Around" (na Sylwestra koniecznie), Mr. Bungle "Goodbye Sober Day", Laibach "Two of Us", Bill Rieflin (cała płyta z T. Gunnem i R. Frippem "Birth of a Giant"), Massive Attack "Unfinished Sympathy", Living Colour "Undercover of Darkness", Ultravox "Voice", David Bowie "I'm Deranged" (z płyty "Outside"), Soundgarden "Superunknown", Killing Joke "Millenium".
Zestawu III, czyli heavymetalowo-punkowego to może na Boże Narodzenie nie będę podrzucał (BTW, najbardziej z punka lubię NoMeansNo, Bad Brains oraz Wipers, no i starego Dezertera ze Skandalem, z metalu SOAD, NIN, Anthrax, Panterę, no i może Ministry, a kiedyś Slayera :).
Miłego słuchania (jeśli ktoś zechce sobie tej muzyki gdzieś poszukać) :)
I Radosnego Bożego Narodzenia wszystkim (nawet strapionym), a zwłaszcza wszystkim Gościom Salonu 24, jego twórcom i współtwórcom, blogerom i komentatorom, publicystom, dziennikarzom, no i zwykłym czytelnikom, którzy czerpią satysfakcję z przebywania w salonie :)
:)




Komentarze
Pokaż komentarze (60)