Free Your Mind Free Your Mind
332
BLOG

Zamek na piasku

Free Your Mind Free Your Mind Polityka Obserwuj notkę 62

Czy można budować państwo bez fundamentów? Ależ oczywiście. Można i Polska jest tego znakomitym przykładem od blisko 20 lat.

"Nie ma doskonałych ludzi, nie ma doskonałych praw - najszlachetniejsze intencje prawodawców weryfikuje samo życie i jego zmieniające się warunki", pisał we wstępie do Konstytucji RPRL wybitny konstytucjonalista A. Kwaśniewski 6 kwietnia 1997 r., ale dodawał zaraz ku pokrzepieniu serc: "Nad tekstem Konstytucji pracowali wybitni politycy i eksperci." To już nas uspokajało (ilez to było ekspertów po 1989 r. na szczytach władzyw Polsce! u, la la!), lecz i na tym się nie kończyły zapewnienia: "Jest ona efektem szerokiego politycznego i światopoglądowego kompromisu, szanującego zróżnicowanie naszego społeczeństwa," co miało umocnić w nas przekonanie, że postawa kompromisu to jakiś wielki sukces w dziedzinie ustalania fundamentów praworządności.

Jak wiemy, owa postawa kompromisu wyraziła się w preambule, w której w imieniu Narodu Polskiego, wypowiadają się z równą estymą "zarówno wierzący w Boga", "jak i nie podzielający tej wiary", choć dalibóg tych ostatnich jest zdecydowanie mniej, o ile się orientuję. Gdyby jednak autorzy preambuły byli konsekwentni, to idąc dalej swoim kompromisowym tokiem rozumowania (zrówno w sferze religijno-moralnej, jak i politycznej) w preambule zawarliby odniesienia do "najlepszych tradycji Polski Ludowej", a nie tylko "Pierwszej i Drugiej Rzeczypospolitej", boć przecież właśnie w peerelu prawa "nie podzielających tej wiary" były szczególnie zabezpieczane, a to poprzez walkę z samą religią, a to poprzez ustawę aborcyjną, a to poprzez zabijanie i/lub torturowanie księzy, a to poprzez rugowanie symboliki religijnej z miejsc publicznych, a to poprzez szerzenie bolszewickiego ateizmu w kulturze, nauce i edukacji.

O ile w 1989 r. - jak wiemy od rozmaitych konstruktorów transformacji - "innej drogi nie było", o tyle w 1997 r. chyba była. Nie wiedzieć czemu zaś, spadkobierców komunistycznej partii i piewców zbodniczego, ludobójczego systemu dopuszczono "jak gdyby nigdy nic" do współtworzenia prawnych podstaw nowego państwa. Już do tych dyskusji, w której odzywali się "Reytani lewicy" nie będę nawiązywał, boć przecie słyszymy tych rozmaitych admiratorów praworządności po dziś dzień. Ja zresztą, żeby było jasne, nie mam pretensji do komunistów, że pchają się do władzy i do sfery publicznej - wszak to są żywioły, w których czerwoni czują się jak ryby w wodzie. Mam pretensję do tych przedstawicieli "obozu posierpniowego", którzy uznali po raz kolejny kompromis z komunistami za jakiś istotny warunek rekonstrukcji Polski, tak jakby nie należało posłać czerwonych do oślej ławki w przygotowywaniu treści Konstytucji.

Ktoś, kto nawet pobieżnie zna historię XX w., ten wie, że nie wchodzi się w kompromisy z czerwonymi choćby dlatego, że ci ostatni nigdy nie dotrzymują żadnych umów. Prawda jednak jest o wiele bardziej skomplikowana. Kompromis dla komunistów zawsze i wszędzie jest tylko chwilowym zawieszeniem broni w walce o stanowisko, które komuniści uważają za kulturowo docelowe. Już nawet nie względy polityczne, ale moralne nakazywałyby spadkobierców systemu przemocy odsunąć od jakichkolwiek prac nad ustrojowymi podstawami wolnego państwa. Świadomości tego zabrakło i po dziś dzień odczuwamy tej niefrasobliwości, jeśli nie głupoty, skutki.

Kompromis, jak wspomniałem, uwzględniał wierzących i "nie podzielających wiary", ale też miał charakter polityczno-prawny. Art. 2 zawierał wszak kalambur "demokratyczne państwo prawa", stanowiący zapewne jakieś echo sformułowań peerelowskiej "Konstytucji" (swoją drogą mieli komuniści niezły tupet, obmyślając fasadowe obwarowania prawne dla swoich zbrodniczych działań, ale to temat na osobną debatę). Każdy z nas ma świadomość pleonastyczności sformułowań prawnych, która wynika niejednokrotnie z chęci zachowania (czasami przesadnej, a czasami koniecznej) precyzji pewnych sformułowań (tak, żeby żaden buc-intepretator nie miał wątpliwości, jak odczytać dany przepis), w art. 2 jednak mamy frazeologizm, który stanowi skrzyżowanie wyrażeń (o odmiennych konotacjach): "demokratyczne państwo" oraz "państwo prawa". Jakby tego jednak było mało, to powiedziane jest jeszcze, że państwo to "urzeczywistnia zasady sprawiedliwości społecznej".

W peerelowskiej "Konstytucji " początek brzmiał tak (pomijając sowiecką preambułę):

"Art. 1.
1. Polska Rzeczpospolita Ludowa jest państwem demokracji ludowej.
2. W Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej władza należy do ludu pracującego miast i wsi.

Art. 2.
1. Lud pracujący sprawuje władzę państwową przez swych przedstawicieli, wybieranych do Sejmu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i do rad narodowych w wyborach powszechnych, równych, bezpośrednich, w głosowaniu tajnym.
2. Przedstawiciele ludu w Sejmie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i w radach narodowych są odpowiedzialni przed swymi wyborcami i mogą być przez nich odwoływani.

Art. 3.
Polska Rzeczpospolita Ludowa:
1) stoi na straży zdobyczy polskiego ludu pracującego miast i wsi, zabezpiecza jego władzę i wolność przed siłami wrogimi ludowi,
2) zapewnia rozwój i nieustanny wzrost sił wytwórczych kraju przez jego uprzemysłowienie, przez likwidację zacofania gospodarczego, technicznego i kulturalnego,
3) organizuje gospodarkę planową, opierając się na przedsiębiorstwach stanowiących własność społeczną,
4) ogranicza, wypiera i likwiduje klasy społeczne, żyjące z wyzysku robotników i chłopów,
5) zabezpiecza stały wzrost dobrobytu, zdrowotności i poziomu kulturalnego mas ludowych,
6) zapewnia wszechstronny rozwój kultury narodowej."

(http://www.historia1.terramail.pl/zrodla/konstytucja_prl.html)

Proszę porównać art. 1.1 tejże Konstytucji z art. 2 obecnej, a następnie art. 1.2 peerelowskiej z art. 4.1 współczesnej, potem art. 2 ludowej z art. 4 dzisiejszej, a także analogicznie art. 3 z art. 5. Jeśli konstytucjonalistom nie towarzyszył ten sam ghostwriter, to tenże sam duch na pewno. Być może zresztą, innych "wzorców" pomysłu na podstawy ustrojowe państwa nie było pod ręką. Ale zostawmy "Konstytucję" peerelu.

Słowo "wolność" w Konstytucji z 1997 r. zrazu w kontekście działalności stricte politycznej, pojawia się w art. 10 i 11, w następnym też mowa jest o konstytucyjnym zakazie odwoływania się "w programach" (rozmaitych partii czy organizacji) "do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu", co brzmi jak pustosłowie, ponieważ istnieje całkiem niemało "partii i organizacji" w Polsce, które ten zakaz zupełnie bezkarnie łamią (z SLD i gadzinówkami typu "NIE" czy "Fakty i Mity" na czele). Potem jest mowa o wolności prasy (14), wolności działalności gospodarczej (20, 22) w ramach - tu kolejny kalambur "społecznej gospodarki rynkowej" (polskie określenie "Trzeciej drogi", he he), no i dopiero w rodziale drugim Konstytucji mowa jest o "wolnościach, prawach i obowiązkach człowieka i obywatela". Dlaczego "człowieka i obywatela", a nie obywatela Polski? W art. 5 jest wprawdzie mowa o tym, że RP "zapewnia wolności i prawa człowieka i obywatela", ale szczegóły są sformułowane na wielu stronach w art. 38-76. Im dalej w las, tym więcej grzybów, toteż mamy konstytucyjne zapewnienie dot. nawet tego, że "władze publiczne popierają rozwój kultury fizycznej, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży". Zwracam na to uwagę, ponieważ o ile w takich kwestiach "konstytucjodawcy" byli niezwykle skrupulatni, o tyle w kwestii ochrony prawnej życia, czyli kwestii fundamentalnej, już przecież nie (art. 38).

Gdyby ktoś zapytał nagle: ale po co ty to, bucu, wszystko piszesz? Otóż nawiązując do propozycji Michaela (http://michael.salon24.pl/81899,index.html), chciałbym wskazać na specyficzne niebezpieczeństwo, które osobom deliberującym nad patologiami naszego państwa i rozmaitymi kulturowymi i geopolitycznymi jego zewnętrznymi zagrożeniami czasami uchodzi z pola widzenia. Największy problem mamy z naszymi politycznymi i kulturowymi elitami, które nie tylko umieją stawiać zamek na piasku, ale i potrafią umacniać przekonanie w społeczeństwie polskim, że "innej drogi nie ma" oraz że "budowanie na piasku to rozwiązanie najlepsze z możliwych".

Mówiąc prościej - rozkład naszego państwa następuje nie tylko pod naciskiem czynników zewnętrznych, jak nieustanne ingerencje Niemiec w nasze sprawy (czy mniej spektakularne, ale odczuwalne Rosji, choćby poprzez rekomunizację służb specjalnych czy szantaż energetyczny), lecz głównie dzięki czynnikom wewnętrznym, jak "swobodna twórczość" destrukcyjna elit niezdolnych do myślenia w kategoriach racji stanu (najczęściej tę ostatnią redefiniujących w taki sposób, że racja ta staje się zbieżna z interesami państw ościennych, niestety, którym nigdy na mocnej Polsce nie zależało). Ta swobodna twórczość sprawia, że nie tylko ryba, ale i państwo psuje się od głowy.

https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/ (pod tym adresem dostępne są moje przeróżne opracowania z "Czerwoną stroną Księżyca" i aneksami do niej włącznie); polecam jeszcze tę moją analizę z 2024 r. zamieszczoną gościnnie u prof. M. Dakowskiego: https://dakowski.pl/wokol-hipotezy-dwoch-miejsc-free-your-mind/ ) legendarne dialogi piwniczne ludzi zapiwniczonych w Irlandii 2 (before you read me you gotta learn how to see me) free your mind and the rest will follow, be colorblind, don't be so shallow "bot, który się postom nie kłania" [Docent Stopczyk] "FYM, to wesoły emeryt, który już nic, ale to absolutnie nic nie musi już robić" [partyzant] "Bot FYM, tak jak kilka innych botów namierza posty i wpisy "z układu" i daje im odpór" [falstafik] "Czy robi to w nocy? W takim razie – kiedy śpi? Bo jeśli FYM od rana do późnej nocy non-stop tkwi przy komputerze, a w godzinach ciszy nocnej zapewne przygotowuje sobie kolejne wpisy, to kiedy na przykład spożywa strawę?" [Sadurski] "Ale teraz zadam Sadurskiemu pytanie: Załóżmy, że "wyśledzi" pan w przyszłości jeszcze kilku FYM-ów, a któryś odpowie prostolinijnie, że jest inwalidą i jedyną jego radością (z przyczyn wiadomych) jest pisanie w S24, to czy pan będzie domagał się dowodów,czy uwierzy na słowo?" [osa 1230] "Zagrożenia dla pluralizmu w ramach Salonu widzę w tym, że niektórzy blogerzy - w tym właśnie FYM - wypraszają ludzi, z którymi się nie zgadzają. A zatem dojdzie do "bałkanizacji" Salonu: każdy będzie otoczony swoją grupką zwolennikow, ale nie będzie realnej dyskusji w ramach poszczególnych blogów. Myślę, że nie daję przykładu takiego wykluczania." [Sadurski] "Już nawet nie warto tego bełkotu czytać, spod jednego buta i z jednego biura. Na fanatyków i pałkarzy lekarstwa nie ma."[Igła] "FYM już kupił S24 swoim pisaniem, jest teraz jego twarzą. Po okresie Galby i katatyny nastąpił czas dziennikarzy "Gazety Polskiej". Ten przechył i stalinopodobne teorie spiskowe, jakie się wylewają z jego bloga oraz innych mu podpbnych - przyciągają do Salonu nastepnych i następnych. Tu już od dawna nie zależy nikomu na rzetelności i klasie pisania - lecz na tym, aby było klikanie, aby było głośno i kontrowejsyjnie. Promowanie takich ludzi jak FYM i Paliwoda - jest całkowicie jednoznaczne."[Azrael] "Ale jaki jest problem?"[Kwaśniewski] kwestia archiwów IPN-u Janke: "Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?" Komorowski: Co to znaczy otwarcie?" "Trudno zrozumieć, jak można ogłupić społeczeństwo. Dlaczego tylu ludzi ośmiela się nazywać zdrajcą Wojciecha Jaruzelskiego. (Edmund Twardowski, Warszawa) " [tzw. listy czytelników do "Trybuny"] "Z przykrością stwierdzam, że prezydent nie przedstawił żadnych propozycji ws. służby zdrowia" [Tusk] "Niewidzialna ręka rynku, jak sama nazwa wskazuje, jest ślepa." [ekspert w radiowej audycji prowadzonej przez R. Bugaja] "Mamy otwarte granice, miejmy też otwarte umysły. Jasna Góra horyzontów rządowi i parlamentarzystom nie rozszerzy. (S. Barbarska, woj. wielkopolskie) " [tzw. czytelniczka "Trybuny"]

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (62)

Inne tematy w dziale Polityka