Ktoś, kto śledzi mojego bloga regularnie i uważnie, dostrzegł zapewne, że wyjątkowe upodobanie przejawiam w odniesieniu do okazów egzotycznego postkomunizmu, które to okazy (intelektu) po dziś dzień zabierają głos w przeróżnych sprawach, mimo że odrobina przywoitości nakazywałaby im milczeć. Takim okazem jest bez wątpienia pisujący w "Przeglądzie" prof. B. Łagowski.
Łagowski, uchodzący gdzie niegdzie za tzw. historyka idei, zasłynął w III RP konsekwentnym protestowaniem przeciwko "deligitymizacji Polski Ludowej", a w ostatnich latach niezwykle ostrymi atakami na IPN i jakiekolwiek procedury lustracyjne. Można by więc powiedzieć, że historia w postkomunizmie stara jak świat, boć przecie takich myślicieli mamy na kopy, wszak to pracownicy jednego kołchozu intelektualnego, którzy nawet bez kołchozu są w stanie wykonywać plan, wierni idei podświetlanej blaskiem czerwonej gwiazdy. Łagowski jednak proponuje ciekawą "historię idei", a mówiąc ściślej wizję historycznych przemian, tj. taką, która uwzględnia sprawczą siłę Bezpieki. Nie jest to prymitywna teza T. Krońskiego o redukcji alienacji za pomocą sowieckich bagnetów (choć admiracja dla Bezpieki analogicza), tylko taka, że esbecy też byli swego rodzaju opozycjonistami, a w ostateczności przyczynili się do przemian ustrojowych i gospodarczych.
"Czytałem niedawno dłuższe fragmenty ciekawych wspomnień kapitana SB i potwierdzają one to, co z zewnątrz było widać, a mianowicie przenikanie nastrojów społecznych do SB, nawet opozycyjnych. To nie bakterie przenosiły tam te nastroje; ludzie i środowiska, które z tą firmą się stykały, miały na nią wpływ. Co na ten temat mówi ks. Mieczysław Maliński, jest w pełni wiarygodne. Istnieli też szkodliwi i nieszczęśliwi donosiciele, ale utrudnianie im życia dzisiaj, zmuszanie np. do publicznego kajania się, jest tak samo podłe jak to, co oni robili kilkadziesiąt lat temu. A może bardziej", pisał w słynnym tekście "Fałszerze historii z IPN" na łamach "GW"
(http://wyborcza.pl/1,76842,4694215.html)
To było jednak za czasów kaczyzmu, teraz (walcząc z kaczyzmem jak za dawnych lat), Łagowski w najświeższym felietonie dodaje:
"Wałęsa był i jest zwolennikiem IPN i lustracji, ale wyobrażał sobie, że to życie innych ludzi, a nie jego będzie odzierane z prawdziwego sensu. Nawet teraz przyłącza się do lustracji, szuka "Bolka" i ogłasza, że znalazł nawet dwóch czy trzech. Gdy był prezydentem, nie próbował ogłosić amnestii czy abolicji na czyny niezgodne z poglądami "Solidarności". Nie zrobił nic dla pojednania narodowego. Przerzuca się z Kaczyńskimi prostackimi insynuacjami w rodzaju: za kim stoi czy stała bezpieka. W "Przeglądzie" nie wstydził się wygłaszać zdań zupełnie w stylu macierewiczowskim, że esbecy "teraz się mszczą zza grobu rękami małych ludzi", tj. Kaczyńskich. I mówi to, co oni: "Kompromis przy Okrągłym Stole był fatalny, zgniły". Jeżeli Kaczyńscy czy inni chcą na przykładzie Wałęsy dowieść, że SB miało udział w zmianie ustroju, to wyważają otwarte drzwi. Zmiana ustroju została postanowiona przez ekipę Jaruzelskiego i w przygotowaniach, a także uskutecznianiu tego postanowienia Służba Bezpieczeństwa z natury rzeczy brała jakiś udział. Zawsze po upadku rządów dyktatorskich gniew ludu kieruje się najpierw przeciw tajnej policji. Jeżeli jednak ten gniew trwa dwadzieścia lat i jest coraz zawziętszy, to znaczy, że nie lud tu ma coś do powiedzenia, lecz manipulatorzy świadomością ludu." [podkr. F.Y.M.]
(http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=felietony&name=971)
Bezpieka miała swój udział w doprowadzeniu do "okrągłego stołu" i w zmianie ustroju? Przecież to teza najbardziej oszołomska, głoszona przez "zoologicznych antykomunistów". Świat jest mały, jak widać albo - teorie spiskowe w Polsce powojennej wyjątkowo się sprawdzają. Przyznam bez bicia, że nie zajrzałbym do felietonu Łagowskiego, gdyby nie zachęta D. Passenta, który na swoim blogu cmokał z uznaniem nad tym tekstem wraz ze swoimi komentatorami (czytającymi na przemian Paradowską, Passenta i Łagowskiego, oczywiście) (http://passent.blog.polityka.pl/?p=459). Felieton Passenta, nawiasem mówiąc, nosi historyczny tytuł "Wasz prezydent", he he. Innymi słowy, Passent twierdzi, że Tusk to "nasz", czyli "Ich" premier :) No, przynajmniej stoimy na jasnych stanowiskach.
Pragnę jednak przypomnieć myśl Łagowskiego w jego najlepszych latach (chodzi o wykład ku czci 1 maja, miejsce zdarzenia: UJ (30 kwietnia 1982)). Historyk idei twierdził w nim m.in. tak:
"Nasz kraj wraz z innymi krajami socjalistycznymi uczestniczy w pewnej przygodzie historycznej, upajającej jednych i przerażającej drugich, która to przygoda wydaje mi się niezwykła i bez precedensu w skali dziejów powszechnych" [niezłe, prawda?, zwł. jak na kwiecień 1982 - przyp. F.Y.M., i dalej:] "Panujący u nas ustrój w swoich rozstrzygających zasadach nie ukształtował się - jak to z reguły w dziejach społeczeństw bywało - na drodze ewolucji, nie metodą prób i błędów, nie poprzez wiekowe konflikty i kompromisy, lecz został stworzony od razu - mówię o jego rozstrzygających założeniach - jako teoria, jako ideologia" [to ciekawe, bo mnie się wydawało, że komunizm w Polsce wprowadzono na sowieckich bagnetach - przyp. F.Y.M.; i dalej] "Ta ideologia została wprowadzona w życie na olbrzymich obszarach świata z doskonałością wprost niewiarygodną [dla przykładu tej doskonałości wystarczyłyby z pewnością Kambodża i Korea Północna - przyp. F.Y.M.] dla kogoś, kto poczucie pradopodobieństwa miałby ukształtowane na podstawie historii przeddwudziestowiecznej." [i teraz najlepsze, poetyckie frazy jak z wczesnej Szymborskiej lub Mandaliana - przyp. F.Y.M.] "Twórcą tej ideologii był intelektualista z Nadrenii, z prastarego miasta Trewiru, przechowującego pamięć średniowiecznych millenaryzmów i mesjanizmów" [zagadka dla młodzieży - o jakiego intelektualistę chodzi? - przyp. F.Y.M.] "Ten to myśliciel stał się naszym Solonem i Likurgiem [!! - przyp. F.Y.M.], naszym i całej Słowiańszczyzny. Jego ideologia odegrała wielką rolę historyczną jako świadomość sił walczących z ustrojem kapitalistycznym. Dowiodła i dowodzi nadal niezwykłej swojej skuteczności jako intelektualne narzędzie rewolucji. Zdobyła niezliczoną ilość wyznawców, interpretatorów i komentatorów. Włączona w żywy proces rewolucyjny [żywy proces rewolucyjny - ach ta frazeologia! - przyp. F.Y.M.] powinna była, biorąc na zdrowy rozum, ulec licznym modyfikacjom i istotnie pod pewnymi względami została zmodyfikowana, ale co uderza, to to, że zmieniona została tak mało. Znane jest w Polsce dzieło Leszka Kołakowskiego "Główne nurty marksizmu" [ciekawe, skąd było PZPR-owcom znane, skoro wydano je na emigracji :) - przyp. F.Y.M.]. Cokolwiek można by autorowi zarzucić, to z pewnością nie to, że spłycił marksizm. Przedstawił on marksizm jako filozofię niezwykle bogatą w problemy, której historia obfituje w zaskakujące przygody interpretacyjne i zastosowawcze [najwięcej tego typu przygód było w Kambodży i Korei, trzeba przyznać - przyp. F. Y. M.]. A jednak, jeśli przyjrzymy się bliżej temu bogactwu treści i tym przygodom politycznym marksizmu, to racje przyznamy nie Kołakowskiemu, lecz Leninowi [jakżeby inaczej - przyp. F.Y.M.], który powiedział, że sednem marksizmu są dwie zasady: zniesienie prywatnej własności i "dyktatura proletariatu"."
(Cytuję z książki "Gwałt i perswazja. Antologia publicystyki z lat 1981-1983", PIW, Warszawa 1983 (s. 280-281) (tu też: J. Urban, A. Sandauer, Z. Kałużyński, K. Koźniewski, J. Reykowski, K.T. Toeplitz, (tenże!) R. Wojna, T. Goban-Klas, A. Grzegorczyk, J. Szczepański, J. Górecki, A. Bocheński, W. Markiewicz, J. Adamski i A. Wasilewski; aż dziw że nie włączono wojennej publicystyki Passenta, ale pewnie były i inne antologie).
Gdyby więcej takich Łagowskich Polska Ludowa miała, to pewnie nie doszłoby do jej delegitymizacji w III RP i nie trzeba byłoby zwoływać nostalgiczno-rozpaczliwych konferencji pod hasłem "Nie przepraszać za Polskę Ludową!" (http://www.rog.com.pl/konferencja9.htm). Niestety, skądinąd wiemy jednak, że tak wybitnych umysłów jest niewiele, odkąd M. F. Rakowski nakazał "sztandar wyprowadzić".



Komentarze
Pokaż komentarze (31)