Podoba mi się to, że post prof. W. Sadurskiego dość obcesowo naśmiewającego się z blogerów (tudzież z prof. A. Zybertowicza) i listu historyków w obronie IPN-u wisi na SG od dwóch dni, natomiast post prof. J. Urbanowicza stanowiący polemikę nie znalazł jakoś uznania admina.
Rozumiem, że można przemilczać posty blogerów, którzy są cepami i nic nie mają do powiedzenia. Wiemy wszak z dziejów salonu, że nawet napisany na kolanie post dziennikarza tudzież zaprzyjaźnionej profesury ma większą wartość niż teksty jakichś anonimowych młotków, którzy do napisania kilkunastu akapitów zrobili kwerendę po archiwach lub przetrząsnęli ileśtam książek. Wzgląd jednak nawet na tę milczącą zasadę publikowania nakazywałby wyeksponować post podpisany imieniem i nazwiskiem przez osobę naukowo utytułowaną, a co więcej, starającą się bronić dobrego imienia osoby wyszydzonej swego czasu przez salonowego autora. A jeśli nawet nie ten wzgląd to tzw. dobre obyczaje nakazują, by jeśli ktoś urządza sobie pośmiewisko z kogoś innego, to ktoś jeszcze inny ma prawo stanąć w obronie obśmiewanego (http://urbanowicz.jerzy.salon24.pl/83264,index.html).
Sadurski nie może pojąć, że w dzisiejszych czasach palącą potrzebą może być inicjatywa bronienia IPN-owskich historyków przed represjami ze strony mainstreamu (oraz walczących z tymi historykami polityków), co więcej, widzi w tym powód do niezłego ubawu:
"najbardziej kuriozalnym tekstem, jaki ukazał się w Salonie24 przynajmniej od czasu, gdy pewien bloger rozpisał tu był zrzutkę pieniędzy na profesora Andrzeja Zybertowicza jako Ofiarę Prześladowań za Przekonania, czy coś w tym stylu, był List Otwarty, umieszczony niedawno na blogu Pana Marka Jana Chodakiewicza, protestujący przeciwko represjonowaniu historyków IPN w Polsce"
(http://wojciechsadurski.salon24.pl/83111,index.html)
I nieco dalej:
"proszę przeczytać [list w obronie IPN-u - przyp. F.Y.M.] sobie samemu bo warto, choćby przez wzgląd na komiczno-nieporadny styl, wynikający zapewne z tłumaczenia słowo-w-słowo z angielskiego. Bardziej jednak niż forma, interesująca jest treść owego listu, z której wyłania się obraz Polski jako jakiegoś dzikiego na poły kraju, w którym nie tylko badania ale i sami badacze historii tudzież ich rodziny są w niebezpieczeństwie. Zastraszanie ma charakter profesjonalny, a do bicia spokojnych naukowców w mordę zabierają się „byli dysydenci”"
Słowem, jaja jak berety. Twierdzenia w stylu Frasyniuka, zdaniem, Sadurskiego, wcale nie muszą oznaczać mordobicia, czyli pewnie stanowią licencję poetycką słynnego opozycjonisty. Aż dziw, że zacytowane kiedyś przez J. Kaczyńskiego powiedzenie o wielości szatanów tak wielką uwagę przykuło tylu komentatorów (z Sadurskim włącznie) i w taką trwogę tylu zatroskanych o Polskę publicystów, satyryków i dziennikarzy z wieloletnim peerelowskim stażem wprawiło. Ale, co innego poezja Frasyniuka, co innego Kaczyńskiego, to oczywiste. I co innego, Sadurskiego. Znamy już bowiem tę zasadę, że jak Sadurski kpi, to dobrze, ale jak z Sadurskiego kpią, to źle. Trzyma się jej nie tylko sam florencki filozof prawa i jego przyboczni komentatorzy, lecz i chyba ten admin, który nie dopuścił do publikacji posta Urbanowicza, zwracającego uwagę, że jedna z publikacji Sadurskiego wymierzona w Zybertowicza posłużyła jako "materiał dowodowy do procesu" wytoczonego przez wyjątkowo uczulonego na swoim punkcie A. Michnika (co nie przeszkadza mu nazywać innych "psami gończymi") właśnie Zybertowiczowi. Po szczegóły odsyłam do lektury Urbanowicza, który pisze m.in. tak:
"Wiem od Zybertowicza, że wpis Sadurskiego w Salonie24 „Kłamiesz, Zybciu, o Michniku” został dołączony do pisma procesowego w sprawie wytoczonej Zybertowiczowi przez Adama Michnika. Niestety, do pisma procesowego nie załączono komentarzy pod wpisem. Andrzej widział uprzednio Sadurskiego tylko kilka razy i był zaskoczony poufałą formą artykułu. Ten najpierw po ojcowsku poklepał „Zybcia” po plecach, aby chwilę potem poczęstować go iście fundamentalną krytyką. Prof. Zybertowicz musiał bardzo dokuczyć Sadurskiemu swoją wypowiedzią o Michniku, który (cytuję Sadurskiego) jest „Jego (Michnika) kolegą”, przy czym „Jego” profesor napisał w uniżonym tonie z dużej litery. Marność nazywająca się Andrzej Zybertowicz śmiała krytykować „Jego Wysokość Adama Michnika”. Rozumiem, że to się nie mieści w głowie prof. Sadurskiego."
Jeśli niedopatrzenie wynikło z czyjegoś roztargnienia lub nieuwagi, to zwracam honor, jeśli zaś admin zablokował publikację Urbanowicza celowo, to jest to sygnał alarmujący i wymagający protestu, co niniejszym czynię. Sądzę, że zaletą salonu jest ścieranie się ze sobą rozmaitych punktów widzenia, nie zaś eksponowanie jednego. Niech czytelnicy decydują, kto w danym sporze ma rację i kto tę rację wyraża w lepszym stylu. Mnie osobiście styl Sadurskiego nie przemawia za bardzo ani do rozsądku, ani nie wygląda apetycznie, ale to jedynie kwestia smaku. Nie znaczy to jednak, że chciałbym w jakikolwiek sposób ograniczać swobodę wypowiedzi florenckiego miłośnika prawdy i prawa, i niejednokrotnie sam z nim walczę na florety. Dla równowagi natomiast czytelnik powinien mieć możliwość ujrzenia polemiki z Sadurskim, jaką stanowi post Urbanowicza.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)