Pomysł, by niemieckie dzieci uczyły się na osobnym przedmiocie o wypędzeniach wydaje mi się nieco połowiczny, ponieważ przydałyby się też lekcje na temat prowokacji gliwickiej. Oczywiście to, że na razie przedmiot o wypędzeniach wprowadzany jest do podstawówek i gimnazjów w Dolnej Saksonii, traktuję jako swego rodzaju pilotaż, po którym te ważne i potrzebne lekcje historii zostaną wprowadzone w całych Niemczech. Proponowałbym także wprowadzenie ich w polskich szkołach, co znakomicie współgrałoby z planami stopniowego i konsekwentnego wyrugowania lekcji polskiego i historii z programów nauczania, autorstwa K. Hall, polskiej minister szkolnictwa wszechczasów (i minister wszechczasów i szkolnictwa wszechczasów, oczywiście). No ale na to przyjdzie czas, cierpliwości, byleby Hall się czujnie wsłuchiwała w relacje o edukacyjnych eksperymentach za Odrą.
Wspomniałem o przedmiocie o prowokacji gliwickiej nieprzypadkowo, podejrzewam bowiem, że dzieci i młodzież w Niemczech, o ile informowane są już o tym, że Polacy wygnali Niemców z ich domostw w połowie lat 40., to niewiele wciąż wiedzą o tym, że również Polacy wywołali II wojnę światową, której efektem były, jak wie młodzież wielu krajów świata (vide film "Inside Out"), polskie obozy koncentracyjne, pogromy Żydów (związane m.in. z powstaniem Polskiego Państwa Podziemnego, które za pomocą Armii Krajowej polowało na osoby pochodzenia żydowskiego zwł. w okresie Powstania Warszawskiego, o czym odważnie wspominała kiedyś "GW"), przesunięcie niemieckich granic i zniszczenie wielu niemieckich zabytków oraz dzieł sztuki.
Lekcje o polskim napadzie na niemiecką radiostację w Gliwicach pozwoliłyby przypomnieć światu, że Polacy dokonali agresji na Niemcy 31 sierpnia 1939 r. Innymi słowy można by zacząć odkłamywać podręczniki historii, które uparcie twierdzą, że II wojna światowa zaczęła się 1 września owego roku. Nie, 1 września, rozpoczęła się niemiecka wojna obronna przeciwko polskiemu agresorowi, ludzie, to chyba jasne. Czemu dopiero dziś można o tym otwarcie mówić? Bo wcześniej Niemcom nie pozwalano (tak samo jak wstydliwie ukrywano historię wypędzeń, co twierdzi np. J. Fromme z CDU).

(zdjęcie innej - obok gliwickiej - prowokacji Polaków: poprzebierani w niemieckie mundury udają, że niszczą polski szlaban graniczny; wyjątkowo perfidna prowokacja)
Dobrze by było, gdyby przedmiot pn. Prowokacja Gliwicka (i jej wielorakie historyczne następstwa) był uzupełniany przez lekcje dotyczące sabotowania rozwoju motoryzacyjnego w Niemczech w latach 30. XX w., czyli bezczelnego blokowania przez Polaków planów budowy autostrad (które wtedy przecież służyłyby całej cywilizowanej Europie). Ten przedmiot mógłby mieć nieco alegoryczną nazwę Zasypany Korytarz ze względu nie tylko na stłamszenie postępu technologicznego III Rzeszy, ale i - co oczywiste - zahamowanie na wiele lat rozwoju turystyki. W tym też kontekście należałoby wprowadzić (taki już nieco historiozoficzny) przedmiot Skutki Zawężenia Lebensraumu, wszak atak Polaków na Niemcy doprowadził, co już nadmieniliśmy wyżej, do przesunięć granic, do wypędzeń, zniszczeń niemieckiej substancji biologicznej etc., ale też - do katastrofalnego, traumatycznego podziału państwa niemieckiego na NRF oraz NRD. Z tej traumy niektórzy obywatele Niemiec po dziś dzień wyjść nie mogą, czego melancholijnym wyrazem był film "Good-bye Lenin".
Mamy więc następujące przedmioty: Wypędzenia, Prowokacja Gliwicka, Zasypany Korytarz oraz Skutki Zawężenia Lebensraumu. Wydaje się jednak, że najpilniejszym przedmiotem, takim formacyjnym dla skołowanych przez współczesną historię (zdominowaną przez tych cholernych Polaków) byłaby Uebermenschtheorie, czyli w zaokrąglonym tłumaczeniu - Nauka o Człowieku. W ramach tego przedmiotu najpierw odkłamywano by kwestię użycia terminu "nadczłowiek". Otóż "Uebermenschem" określali pogardliwie Polacy dzielnych obrońców ziemi niemieckiej przed polskim agresorem. W podręcznikach zakłamanej historii bałamutnie tę nazwę przypisano Niemcom, jakoby oni sami tak o sobie mówili pod rządami i w służbie A. Hitlera. Dodawano by przy tym, gwoli ostatecznego wyjaśnienia, że F. Nietzsche, pomysłodawca owego nieszczęsnego określenia, mimo że Niemiec, to przecież z pochodzenia był Polakiem (rodzina Nickich).
W ramach części formacyjnej Uebermenschtheorie przekazywano by dzieciom i młodzieży w Niemczech pozytywne wibracje związane z pojęciem Uebermenscha, że jest to taki romantyczny Niemiec (czyli taki Człowiek), który żyje po prostu w zgodzie z Historią, której jest panem i autorem - o, ktoś taki jak doktor Faustus.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=sw&dat=20080823&id=sw01.txt


Komentarze
Pokaż komentarze (49)