614 obserwujących
1599 notek
9293k odsłony
13216 odsłon

Plan doskonały a zdarzenia "przed czasem"

Wykop Skomentuj332

Jak wiemy z niezawodnego źródła, już od godzin nocnych z 10 na 11-go kwietnia 2010, Prezydent L. Kaczyński mógł „wybłagać co najwyżej jeden samolot” [1], którym mieli polecieć „wszyscy”. Podobnie zresztą publicznie zapewniał prezydencki minister J. Sasin, jeden z głównych albo i główny organizator (sobotnich, 10-kwietniowych) uroczystości katyńskich[2], mówiąc na posiedzeniu ZP (październik 2010), że na etapie wstępnym przygotowań „w ogóle nie zakładano dwóch samolotów. Zakładano, że będzie jeden samolot, w którym pomieszczą się wszyscy – cała delegacja i towarzyszący jej dziennikarze”[3]. Ale, jak też wiemy od głównego prezydenckiego akustyka, delegacja w jakiś sposób puchła, stąd też – cały czas relacjonuję zeznania Sasina – uznać miano w KP, że dla dziennikarzy wygospodarowany zostanie jak-40[4], ponieważ jakby takim oczywistym wnioskiem było to, że samej oficjalnej delegacji nie powinno się dzielić, prawda, bo yyy… zaraz powstaną tak naprawdę pytania, dlaczego akurat ktoś leci z Prezydentem, a ktoś inny dostał, że tak powiem, gorsze miejsce w innym samolocie, prawda?

 

Prezydent więc mógł „wybłagać co najwyżej jeden samolot”, informował nocą kwietniową były szef SKW i późniejszy przewodniczący ZP A. Macierewicz. Co jednak np. z ówczesnym Dowódcą Sił Powietrznych albo z szefem Sztabu? Czy gen. A. Błasik lub gen. F. Gągor nie mógł „wybłagać” jakiegoś trzeciego  samolotu na 10-04 dla części prezydenckiej delegacji, skoro – to także wiemy od Macierewicza – w dn. 9-04-2010 miała pojawić się informacja o terrorystycznym, a więc śmiertelnym[5], zagrożeniu dla wylatujących następnego dnia? Gdyby Błasik wybłagał na 10 Kwietnia dla części odlatujących np. mały, wojskowy samolot typu jak-40, którego zresztą sam mógłby pilotować, to co wtedy? Nie wiemy, mimo upływu ponad 6 lat, co wtedy, gdyż ani ZP, ani żadna z konferencji smoleńskich, ani jak na razie komisja Berczyńskiego, nie wzięli pod uwagę takiego wariantu „katastrofy smoleńskiej”, w której biorą udział dwa „prezydenckie samoloty”. Tymczasem już w kwietniu 2011, parę miesięcy po konferencji MAK i niedługo też po przesłuchaniu moonwalkera S. Wiśniewskiego, który z maniackim uporem opowiadał o „katastrofie małego wojskowego samolotu”, można było się zainteresować fragmentami stenogramów COP z 10-04, z których wyłaniał się, zamglony wprawdzie (ale nieco wyraźniejszy od widma iła-76 na hotelowym wideo SW) obraz osobnego samolotu  dla części prezydenckiej delegacji[6]. (Oczywiście nie był to pierwszy taki intrygujący sygnał kłócący się z oficjalną narracją, gdyż można było się pochylić z uwagą (od początku prac „Zespołu”) np. nad tym, co już 2 listopada 2010 dwaj dziennikarze śledczy „Wprost” publikowali. Chodzi o zdumiewający (jak na okoliczności „smoleńskiej katastrofy”) materiał zaczynający się od słów: Asia, Asia. W tle słychać było trzaski, a właściwie to głos mojego męża był w tle. Słychać było głos tłumu, krzyk ludzi. Nagranie trwało 2-3 sekundy. Trzaski były krótkie, ostre dźwięki. Tak jakby łamał się wafel lub plastik[7] - wskazujący, jakby 10 Kwietnia działo się coś nie do końca wyglądającego na lotniczy wypadek.)   

 

Taki zamglony obraz drugiego „prezydenckiego samolotu” wyłaniał się wszelako już z październikowego (2010) wystąpienia Sasina przed ZP, jak pisałem w poprzedniej notce[8] (poza tym przy różnych okazjach informację o osobnym statku powietrznym dla części delegacji podawała choćby K. Kwiatkowska powołująca się na źródła wojskowe[9]), kiedy to minister przyznawał, że słyszał jakoby doszło do „zjechania z pasa” i „wypadku w samolocie”, w związku z czym tenże Sasin podejrzewał, że może coś złego przytrafiło się „niezwykle leciwemu” Prezydentowi R. Kaczorowskiemu[10]. Czemu akurat Kaczorowskiemu, a nie młodszemu Kaczyńskiemu lub jego Małżonce? (Czemu nie mocno schorowanej A. Walentynowicz?) Czemu? Bo może Sasin skądś jednak wiedział, iż ten samolot, który uległ wypadkowi po wylądowaniu, to nie tenstatek powietrzny, na pokładzie którego miał być Kaczyński. W jaki inny bowiem sposób można wyjaśnić to niezwykłe skojarzenie: wypadek-Kaczorowski? No ale przecież właśnie Sasin na posiedzeniu ZP zapewniał, że: Nigdy na żadnym etapie nie była dyskutowana kwestia jakiegoś oddzielnego lotu jakiejkolwiek części delegacji, tym samym również generałów[11].

 

Podobnie osobliwe zachowanie można zaobserwować u ówczesnego pracownika BBN-u W. Waszczykowskiego, który przyszedłszy do warszawskiego Trójkowego studia w sobotni poranek, nie rozpoczyna programu od informacji o jakiejkolwiek katastrofie (nikt do niego nie zatelefonował ze Smoleńska/Katynia na przestrzeni tak długiego czasu, licząc od 8:41?) tylko deliberuje z innymi politykami o znaczeniu zdarzeń z 7-04-2010, zaś na wieść o rozbiciu się samolotu z parą prezydencką (w domyśle prezydenckiego jaka-40) reaguje komunikatem o możliwości przesiadki  Prezydenta[12]. Nie trzeba nikomu chyba wyjaśniać, że przesiadka nie jest możliwa bez istnienia dwóch środków lokomocji, a przesiadka z samolotu do samolotu bez dwóch  statków powietrznych. Jeśli jednak „prezydenckiego jaka” (tego z oficjalnej narracji) miał przed świtem 10 Kwietnia wziąć ze stołecznego lotniska wraz z dziennikarzami (i jedną pracownicą KP) por. A. Wosztyl, to musiał na EPWA być drugi  „prezydencki jak” (np. czekający w hangarze) jako zabezpieczenie dla Pary Prezydenckiej i części gości. Miał prawo być „schowany”, jeśli istniało wielkie zagrożenie, a więc jeśli też chciano zwyczajnie ukryć (przed potencjalnymi zamachowcami) to, którym  samolotem Kaczyński (i część Dowódców) udaje się na uroczystości[13].      

Wykop Skomentuj332
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale