36 obserwujących
282 notki
58k odsłon
  315   0

Tusk jak Obama

Kultowy portal polskiej prawicy przyniósł jakieś pół godziny temu informację o konferencji prasowej Donalda Tuska. W trakcie tejże premier miał się odnieść z kolei do wystąpienia Wiktora Janukowycza, który „nadal czuje się prawowitym prezydentem Ukrainy i przestrzega przed wojną, którą w kraju chcą wywołać «ekstremistyczne siły»”. Nie powinno to dziwić po słynnym wystąpieniu Władimira Putina sprzed tygodnia, podczas którego twierdził, że Janukowycz, choć to zgrana karta, wciąż pozostaje legalnym prezydentem Ukrainy.

Zastanawia natomiast, po co Donald Tusk uznaje za stosowne na wypowiedzi Janukowycza odpowiadać, pokrzykując, że „Polska nie akceptuje rozwiązań, które oznaczają dezintegrację terytorialną Ukrainy". Znane jest zamiłowanie premiera do poprzedzania namysłu działaniem, a następnie efektownym radzeniem sobie ze skutkami tego działania, ale stosowanie strategii, która sprawdziła się w przypadku ciężarnych kobiet, w obecnej sytuacji nie wydaje się sensowne. Łatwo wyobrazić sobie faktyczną „dezintegrację terytorialną Ukrainy” następującą w bliskiej przyszłości, trudniej natomiast to, jak nasz brak akceptacji miałby wyglądać.

Można domniemywać, że albo Donald Tusk nie nauczył się niczego z historii o „czerwonej linii” Baracka Obamy, albo ktoś mu powiedział, że jako europejska szpica, awangarda i żelazna pięść w jednym niczego uczyć się (i bać) nie musi. Na drugą możliwość wskazywałoby stwierdzenie premiera, że „Polska nigdy nie będzie ulegała gazowemu szantażowi. Jesteśmy w stanie przejść następną zimę, niezależnie od tego, jakie plany będzie miał nasz sąsiad”. Otwarte natomiast pozostaje pytanie, kiedy szpica i awangarda stanie się geopolitycznie bezużyteczna, i z czym zostanie w żelaznej pięści.
 
 
Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale