93 obserwujących
364 notki
1164k odsłony
2520 odsłon

Żydowska idea na celowniku

Wykop Skomentuj87

Zamieszanie w temacie płci. Gender. Transpłciowość. Marsze równości. LGBTQ+. Te tematy są mocno widoczne w mediach. A co na temat płci mówi w swojej filozofii społecznej judaizm? 

Wartością, wynikającą z Tory jest staranne wyodrębnienie płci, przypisanie im społecznych ról i dbanie o to, by nie zacierały się różnice między kobietą i mężczyzną. Judaizm postrzega bowiem twórczą rolę odrębności pomiędzy obiema płciami. Twórczą w życiu pojedynczego człowieka, ale także w ogólnym rozwoju cywilizacyjnym. Żeby ludzie mieli sobie co nawzajem dawać, muszą się od siebie różnić, bo wtedy każde ma do dania to, czego nie ma drugie. 

Ta odrębność, wszechstronnie podkreślana w judaizmie, nawiązująca do naturalnych różnic psychologicznych (kobiety i mężczyźni nie różnią się od siebie wyłącznie budową anatomiczną) i wynikających z nich odmiennych ról kulturowych i społecznych, czyni możliwym funkcjonowanie rodziny. Pomaga w wydobywaniu z ludzi tego, co najlepsze w wymiarze odpowiedzialności i przełamywania egoizmu, a – przede wszystkim – stwarza najlepsze warunki do wychowania dzieci. Poddaje je wpływom zarówno ojca jak i matki – dwóch odmiennych, ale uzupełniających się wzorców – co daje największe szanse na możliwie pełny rozwój ich osobowości. Tylko matka i ojciec mają do zaoferowania dziecku to, czego nikt inny nie może mu dać. 

Dlatego Tora, z jednej strony, w pierwszej księdze (Bereszit/Rodzaju) podkreśla, że mężczyzna i kobieta dopiero razem tworzą pełnego człowieka, a z drugiej – czyni wiele, na różnych poziomach (zaczynając od tak podstawowych jak odróżniający płcie sposób ubierania się), aby zapobiec zatarciu się odrębnych tożsamości mężczyzny i kobiety. 

Płeć jest czymś naturalnym, ale jest także konstruktem kulturowym. O ten konstrukt kulturowy trzeba dbać, bo gdy ulegnie rozchwianiu, cały nasz społeczny świat będzie zagrożony. I tego dbania domagał się przez tysiące lat judaizm. 

Współcześnie obserwujemy zjawisko dokładnie przeciwne. Płeć znaczy w krajach Zachodu coraz mniej. Jest systematycznie eliminowana z życia. Konsekwentnie więc, jesteśmy świadkami działań, których celem jest uznanie różnic pomiędzy kobietą a mężczyzną za społecznie i kulturowo nieistotne. Najważniejszym elementem tego ataku jest oczywiście dążenie do radykalnej zmiany definicji małżeństwa: rozszerzenie jej na zawiązki jednopłciowe. 

Przykłady Francji i Anglii, a także Niemiec, udowadniają, że – skądinąd oparte na racjonalnych przesłankach – zalegalizowanie związków partnerskich jest nie celem, ale jedynie strategicznym etapem pośrednim na drodze do legalizacji małżeństw homoseksualnych i ich prawa do adopcji dzieci. 

Chyba najbardziej popularnym hasłem w tej akcji stało się „W małżeństwie chodzi o miłość nie o płeć”. 

Cóż … ludzi, którzy przed wieloma wiekami włączyli do kanonu Biblii Hebrajskiej „Pieśń nad pieśniami” nie trzeba było uczyć, czym jest miłość. Jednak Tora uznała, że sama miłość to nie jest wystarczające kryterium. Że w społecznym (i religijnym) usankcjonowaniu miłości w małżeństwie, trzeba brać od uwagę coś więcej, niż jedynie miłość (która – zauważmy – może być w tym samym czasie do wielu ludzi różnych płci [poliamoria], a więc jest to kryterium gwarantujące wyłącznie chaos). Trzeba było ustanowić taki model miłości (związek kobiety i mężczyzny), który z wielu powodów jest najbardziej korzystny. Dlatego do małżeństwa wprowadzone zostało decydujące kryterium płci. 

Dziś jest ono odrzucane. Bo przecież, gdy jest możliwe zawieranie małżeństw pomiędzy osobami tej samej płci, oznacza to, że płeć przestaje być istotna. 

Francja rezygnuje z używania w urzędowych dokumentach ze słów „matka” i „ojciec”, zastępując je pozbawionym jakichkolwiek odniesień do płci słowem „rodzic”. W coraz większej liczbie kwestionariuszy, podane zostają nie dwie, ale trzy możliwości zdefiniowania własnej płci: męska, żeńska lub „inna”.  Jest więc nie tyle zaskakujące, co symptomatyczne, że pani Bailey – dyrektorka do spraw studentów LGBTQ na słynnej uczelni amerykańskiej – Harvardzie, zabroniła używania wobec niej jakichkolwiek form językowych, które wskazywałyby na jej płeć. 

W „postępowych” szkołach (np. w USA) albo eliminuje się coraz więcej zajęć, w których uczestnicy bywali dotąd podzieleni według płci, albo zezwala się uczniom na udział w dowolnej grupie według ich subiektywnego odczucia. Powodem jest obawa przed dyskryminowaniem osób, które nie są pewne swojej płci, albo nie chcą jej zdefiniować. Nie bez powodu pojęcie „transegenderyzmu” robi zawrotną karierę, kreuje modę, jest kojarzone z „progresywnością”. 

Dowolność i umowność w kwestii płci zabija kobiecy sport. Gdy protestowała w tej sprawie słynna Martina Navrátilová, została – choć jest tzw. „ikoną gejowską” – zaatakowana przez środowiska LGBTQ. 

Wykop Skomentuj87
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo