39 obserwujących
131 notek
241k odsłon
  2314   0

SZOK! A JEDNAK ZAMACH! Zupełnie nowe dowody...

 

Cóż, tylko krowa nie zmienia poglądów. Nadszedł ten dzień, kiedy podążając za logiką prawdziwego i rzeczywiście kompetentnego eksperta, skłonny jestem przyznać, że katastrofa smoleńska faktycznie była zbrodnią przygotowaną z premedytacją przez Rosjan i wspartą taktycznie przez polski rząd z Donaldem Tuskiem na czele.

Poniżej przytaczam rozmowę z prof. D.Ucho, doskonałym polskim specjalistą z dziedziny traseologii pojazdów bezśladowych. Wykształcony na uniwerytecie technicznym Fry Air w Moron. Zaraz po studiach specialista do spraw odlotów w kosmos na rosyjskim Bajkonurze, obecnie współpracownik NASA, konsultant do spraw badania śladów sondy Cogito w przestrzeni publicznej. W listopadzie 1981 wsławił się wyśledzeniem radzieckiego samolotu szpiegowskiego na podstawie konsystencji smugi kondensacyjnej.

Rozmowę przeprowadził dziennikarz fińskiego miesięcznika naukowego „Luuserit“ – H.Enki.

 

„TEN SAMOLOT MUSIAŁ SPAŚĆ“

 

H.E: Muszę przyznać, że pański telefon bardzo mnie zaskoczył. Tym bardziej, gdy dowiedziałem się, czego dotyczy. Dlaczego właśnie nasza gazeta? Dlaczego nie Polacy?

D.U: Polakom nie można ufać. Oni są okupowani. Prawda jest taka, że zamordowano nam prezydenta. Moje badania dowodzą tego bezsprzecznie. Chciałbym przedstawić światu swoje racje i potrzebuję dobrego medium. A że pracowaliśmy już kiedyś razem podczas konferencji dotyczącej projektu „Herkkäuskoinen“ (traseologia transcendentna – przyp red.), postanowiłem spróbować.

H.E: Zatem jakie są pańskie tezy profesorze. Przyznam, że trochę trudno uwierzyć w to, co pan mówi. Polacy pewnie też nie będą chcieli.

D.U: Tak, Polacy zrobili się bardzo naiwni, jednak posiadam wystarczające dowody, by ich przekonać. Zacznijmy od rzeczy podstawowej. Ten samolot w ogóle nie miał prawa wystartować. Nie wiem jakim cudem Tuskowi udało się wysłać maszynę w powietrze. Jednak w żadnym normalnym kraju nie mogłoby to mieć miejca.

H.E: Jak to?

D.U: Ponieważ Donald Tusk i Władimir Putin nie oddali Polakom wraku, zmuszony jestem pracować na specjalnych, bardzo zaawansowanych modelach. Na podstawie kilku fotografii rozwieję zaraz pana wątpliwości. Moja teza brzmi: Ten samolot nie miał prawa oderwać się od ziemi.

D.U: Proszę spojrzeć. Ta maszyna ma zupełnie nieaerodynamiczną sylwetkę. Skrzydło umieszczone jest pod stanowczo zbyt dużym kątem, zupełnie, jak w myśliwcach. To dziwne, bo Tu-154 to bombowiec. Powinien mieć długie i szerokie skrzydła. Do tego zdecydowanie bardziej w środku kadłuba. Widywałem ten samolot wielokrotnie wcześniej. Nigdy nie miał tych wad. Jestem przekonany, że zmian dokonano podczas remontu w Samarze. Na zlecenie Putina. Natomiast Tusk, jako odbiorca, miał obowiązek sprawdzić, czy wszystko jest jak trzeba. To pierwszy dowód ich winy. Warto również zwrócić uwagę na szybę kabiny. Jest ona umieszczona za daleko od dziobu, co utrudnia widoczność. Ponadto znajduje się ona właściwie nad głowami pilotów, w pozycji horyzontalnej. Przygotowano ją tak specjalnie, by mogła się na niej osadzać sztuczna mgła.

H.E: A koła? Ja jestem laikiem, ale wydaje mi się, że one są przybetonowane.

D.U: Świetna uwaga. Zrobiono to po to, żeby w razie gdyby fortel z mgłą nie spełnił zadania, znaleźć wytłumaczenie dla podpalenia samolotu.

H.E: Podpalenia?

D.U: Tak. Samolot miał być podpalony. Winę zrzuconoby na zatarte łożyska podwozia, które wywołały pęknięcie ogumienia. Zaś jego rozgrzane elementy uderzają w bak i wywołują pożar. No nie zna pan sprawy Concorde’a? Dokładnie ten sam modus operandi. Czysta sowiecko – tuska robota.

D.U: Przejdźmy teraz dalej. Widzi pan to?

H.E: Hmm. Brak wskaźników.

D.U: Tak. Brak jakichkolwiek wskaźników. A więc kłamstwo. Niepodważalny dowód na fałszowanie zapisu CVR. Przecież na taśmach słychać wyraźnie, jak świętej pamięci pierwszy oficer odczytuje wysokość. A jak miał to zrobić bez wysokościomierzy? I jak miał kontrolować ścieżkę bez prędkościomierza i wariometru? Nazwijmy rzecz po imieniu. Polski pilot, ś.p. kapitan Protasiuk został pozbawiony narzędzi i uniemożliwiono mu uratowanie tego lotu. Został zdradzony.

H.E: O świcie?

D.U: Tego akurat nie wiem. Brak mi danych, a nie chcę spekulować. W każdym razie napewno przez Tuska, który dokonał odbioru przerobionej na maszynę śmierci Tutki.

D.U: Kolejny dowód. Proszę zobaczyć. To przerażające.

H.E: Bez przesady, pani prezydentowa nie była aż tak straszna.

D.U: Pan nic nie rozumie. Przecież tu nie ma drzwi. Para prezydencka wygląda przez otwór w kabinie. To cud, że nie wypadli. Tak, czy inaczaj, aż taka wyrwa w kadłubie musiała doprowadzić do wybuchowej dekompresji. Przypuszczam, że nastąpiło to jeszcze w trakcie lotu na wysokości przelotowej. Jest zupełnie prawdopodobne, że maski tlenowe – na skutek manipulacji w Samarze – nie wysunęły się automatycznie i wszyscy zginęli jeszcze w powietrzu. Tym niemniej taka wybuchowa dekompresja tłumaczy, dlaczego ś.p. kpt. Protasiuk lądował pomimo mgły. On po prostu nie miał wyjścia. Być może nie miał świadomości, że pasażerowie już nie żyją, jednak wiedział na pewno, że przejście na drugi krąg, nie mówiąc już o odlocie na lotnisko zapasowe, odbierze cenne sekundy i skaże pasażerów na powolną śmierć.

Lubię to! Skomentuj62 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie