Barbara w sobotę poszła do katedry, tam zemdlała,
ktoś z kościoła zadzwonił po pogotowie, gdy ją ocucili,
oznajmili, że muszą ją zabrać do szpitala na podstawowe badania,
ona powiedziała, że nic jej nie jest, a zasłabła, bo wstąpił w nią duch święty,
na to sanitariusze, dawaj Barbarę do karetki i w długą do psychiatryka,
nie obeszło się bez walki, szarpała i kopała sanitariuszy.
mama pojechała do szpitala i poszła do lekarza dowiedzieć się co dalej,
on na jej widok powiedział - ale mieliśmy dzisiaj wesoło -
myśląc, że mama przyszła w odwiedziny do brata.
zapytała o co chodzi, a lekarz - zabraliśmy taką jedną z katedry
mama - to moja córka
lekarz zdębiał i dodał - ależ ma pani ciężkie życie.
położyli ją dwie sale od wuja.
w poniedziałek zebrało się konsylium.
przesłuchali Barbarę, jej męża i matkę
i wypuścili ją stwierdzając, że chyba to nic strasznego
po prostu ma wyprany przez księdza mózg
i że się już z takimi regionalnymi przypadkami spotkali
Barbara gada jak nakręcona, wszystkich chce sprowadzić
na dobrą drogę, lata ze świętymi obrazkami.
do szpitala zadzwonił ksiądz, by się za nią wstawić,
ale ordynator powiedział, że nie jest stroną w tej sprawie
i odłożył słuchawkę
mąż Barbary koniecznie chciał ją zabrać ze szpitala,
a ja urabiałam mamę, by ją przetrzymać
i porządnie przebadać, włącznie z tomografem głowy
lekarze oznajmili, że może zadecydować o sobie i wyszła.
powiedziałam mamie, że skoro to tylko pranie mózgu,
niech sobie żyją we własnym nowym świecie.
w sumie to nic złego, a ma mnóstwo plusów,
jak zrezygnowanie z alkoholu i wejście na drogę dobroci
syn oznajmił - mamo uważaj, jak widać idzie od najmłodszego,
to teraz twoja kolej.
wujo do matki - Barbara tu była, Parpara tu była!
mama - nieee, wydawało ci się.
wujo - była, na pewno była.
Michel Foucault, Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu




Komentarze
Pokaż komentarze (22)