Zanim tuż po wyborach przejdziemy do budowy którejś tam z rzędu RP, warto pochylić się nad tą, która właśnie odeszła i grzecznościowym skinieniem głowy podziękować za to, co do tej pory było nam dane.
A były to cuda niewidy, dziwy nad dziwy (czasami to dziwy nawet dosłownie), słowem żyliśmy w kraju, którego mieszkańcy dopiero od lat dwóch przekonali się jak to jest gdy codziennie garściami czerpie się z rządowego rogu obfitości.
I za to oraz za tysiące innych rzeczy, bez których Polska już nigdy nie będzie taka sama serdeczne dziękuję Panie Premierze. Za te łzy wzruszenia, za tą dobroć i za miłość do ojczyzny. Za służbę Panie premierze, za ten czas, który zechciał Pan dla nas przeznaczyć. Dziękuję.
Nie wstydźmy się tego powiedzieć był to czas szczególny, czas gdy niczym stal hartowały się charaktery, gdzie widać kto wróg a kto przyjaciel, gdzie zdradzieckie ciosy padały z najmniej spodziewanej strony. Tak, było ciężko, ale naród się budzi. Dziś więc w przeddzień przełomu serdecznie pochylam się i pisze jak było.
Pierwszą rzeczą, za którą chciałbym serdecznie podziękować naszemu rządowi jest przywrócenie do łask mistrza Dobraczyńskiego. Jego dzieła do wczoraj jeszcze zapomniane, a niosące jakże potrzebne światło w mrokach nihilizmu to inwestycja w naszą przyszłość. Źli ludzie (a tych u nas nie brak) mówią, że mistrz Dobraczyński wysługiwał się komunistom, ale to osobiście mi nie przeszkadza. Wystarczy bowiem pobieżna lektura współpracowników Pana premiera aby spostrzec, że to akurat nie jest powód do ich dyskwalifikacji. A czasami wręcz przeciwnie. Zresztą w klasycznym już podziale (tu my, a tam ZOMO) polityczne środowisko premiera Giertycha sytuowało się raczej nie tam gdzie my, cokolwiek to my miałoby znaczyć.
Pobieżne fragmenty mistrza ( I ja cię kocham Józefie – rzekła – Ale zrozumiałeś, ponieważ On nas kocha… I teraz już wszystko dobrze) wskazują, nie bójmy się tego powiedzieć, że jest to pisarz trudny. Klasyczny minimalizm formy obleczony w płaszcz historycyzmu jest prawdziwym estetycznym wyzwaniem i niestety w dzisiejszym postmodernistycznym świecie nie każdy potrafi to docenić. A jak nie potrafi to zgodnie z liberalnym podejściem trzeba mu pomóc i za tą pomoc z całego serca gorące: dziękuję.
A skoro jesteśmy już przy estetyce to nie da się nie zauważyć tego rozmarzonego tria KGK, polityków-filozofów u tronu, Panów Kuchcińskiego, Gosiewskiego i Karskiego. Złośliwi twierdzą, że to są właśnie ci herbertowscy chłopcy o twarzach ziemniaczanych i te brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach. Ale to nie może być prawdą, skoro Pan Premier stwierdził, że gdyby Herbert żył to byłby po naszej stronie. Przecież nawet najzagorzalsi przeciwnicy muszą stwierdzić, że odkąd zaczął rządzić Pan premier to elegancja stała się naturalnym standardem, zwłaszcza u kolejnych ministrów rolnictwa.
Ale choć sztuka i estetyka są ważne (wszyscy pamiętamy to słynne gryzienie Żubra w dupę przez koalicję chama i warchoła) to jednak są sprawy ważniejsze. To Polska czy raczej oczyszczanie Polski, bo przez te lata wiele w naszym wspólnym polskim domu działo się złego. Skuteczność z jaką eliminuje się kolejnych oligarchów do znudzenia przypomina putinowskiego szach mata, a przecież wszyscy wiemy, że to dopiero rozgrzewka. Mnie osobiście najbardziej się podobało zatrzymywanie niejakiego Ryśka K. z Trójmiasta. CBA sprytnym ruchem postawiło pod domem Ryszarda aż dwie furgonetki (żeby się nie zorientował- w filmach zawsze jest przecież jedna), ale Ryśu był sprytniejszy, włączył tv i o furgonetkach usłyszał w telewizorze. Wobec takiego obrotu sprawy postanowił lojalnie jak na prawdziwego Polaka przystało, poinformować zniecierpliwionych telewidzów, że na urlopie ma się jak najlepiej i wracać nie zamierza. Kto wie, idąc tropem wskazanym przez polskojęzyczne media, być może Ryszard wysłał nawet do Lecha sms-a: jestem na urlopie jest lepiej niż w kraju bo tutaj i ryby mi biorą. Zatrzymanie Ryszarda jest niewątpliwym postępem w dziedzinie pracy policji, raz bo go nie zatrzymano (tu warto podkreślić zatrzymanie przez niezatrzymanie jest całkowicie nowatorską metodą naszej policji), dwa przeczy to całkowicie tezie jakoby PiS był władzą faszystowską. Jaka faszystowska władza pozwala swej ofierze wykorzystać do końca zaplanowany urlop? Bardziej faszyzmem trąciła już władza poprzednia, bo jak pamiętamy dr K (nie mylić z dr. G, tym panem, który nikogo już nie zabije), aby się usprawiedliwić w oczach surowego posła Wassermana musiał przysyłać jakieś lipne zwolnienia z londyńskiej kliniki.
Obok skuteczności w walce z patologią, dziękuję należy się także za odkrycie profetycznych zdolności u setek Polaków. Zawsze wiedziałem, że jesteśmy Narodem wybranym, nie bez kozery przecież Matka Boska wywodzi się z naszych wspólnych przodków Sarmatów. Ale wracać do naszych zdolności to ja np. już dziś mogę zupełnie darmowo przewidzieć, że gdy tylko ministrowi Łopińskiemu jeszcze raz przydarzy się podesłać jakiś medal Jaruzelskiemu, czy też nie daj Boże skarżyć na jakieś podsłuchy, to jestem pewien, iż jego wstąpienie do partii tuż po masakrze grudniowej nie okaże się przypadkowe. W końcu bracia Kaczyńscy mieli wówczas lat ponad dwadzieścia, i tylko ze strachu przed zdekonspirowaniem swej przyszłej prezydencko –premierowskiej misji nie działali …. w konspiracji. Rozumiał to Kaczmarek umyślnie wstępując do partii, aby za przeszło lat dwadzieścia uderzyć gdy bracia są u celu. Owszem być może minister Łopiński jeszcze nie wie, że jest w układzie, ba być może nawet ma szansę w nim się nie znaleźć, ale to jak zachował się w przeszłości jest zależne od tego jak zachowa się jutro, bo po przecież najzupełniej logicznie jest to, że od naszych czynów dzisiejszych zależą nasze czyny wczorajsze.
Szansę swą zaprzepaścił sędzia sądu rejonowego, który być może jeszcze rano, przed podjęciem skandalicznej decyzji o legalności zatrzymania Kaczmarka, beztrosko pił kawę. Być może, kto wie czytał nawet Gazetę Polską i archiwalną solidarnościową bibułę Łysiaka (pamiętamy na kogo głosował dr G), ale podejmując tą skandaliczną decyzję, sam wpisał się do układu.Nawet jeżeli nie ma na niego kwitów w IPN (w co wątpię) , nawet gdy cztery pokolenia wstecz nie był genetycznym patriotą (w co wątpię tym bardziej) to dokonał mentalnej zdrady, co czynem jest najgorszym. Bo zdradzić Polskę jako ipn-owski szpicel albo wnuk żołnierza z Wehrmachtu jest łatwo, ale zdradzić Polskę bez tego karane powinno być wieczną infamią.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)