Po tym jak TVN odstąpił od oskarżenia Tomasza Sakiewicza, pośród działaczy tzw. sejmowej mniejszości reprezentującej większość, trwają gorączkowe zawody, kto pierwszy będzie ofiarą reżimu. I choć sam Pan Tomasz bardzo się starał, w tym celu jego adwokat nawet przynosił do Sądu teksty emaili, to jednak okazało się, że wszystko to na nic, gdyż towarzysz Walter tym razem po prostu stchórzył. Planowana na 17-ego pikieta, odbędzie się więc niestety z udziałem samego Pana Tomasza, chyba, czego nie wykluczamy, wypadnie mu jakiś ślub koleżanki, tudzież w siedzibie PiS, ktoś będzie musiał ubrać bożonarodzeniowe drzewko.
Ale, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, gdyż, choć Pan Tomasz odpadł w przedbiegach, mamy też innych zawodników, którzy jak rącze konie kopytami wierzgają, a niektórzy być może już są nawet spakowani, taki w kraju zapanował zamordyzm.
Jak do tej pory żółtą koszulkę lidera z dumą nosił minister Piecha, którego obecny reżim chce sprawdzić na okoliczność, czy aby Pan minister nie popełnił jakiegoś błędu, nieumyślnej pomyłki, lapsusika przy sporządzaniu listy leków refundowanych. Tymczasem wszyscy, którzy choć trochę orientują się jak skrupulatnie działa w Polsce system wpisywania leków na ową listę, pukają się w czoło słysząc takie zarzuty, wszak trudno nawet sobie wyobrazić, aby Pan minister i do tego członek Prawa i Sprawiedliwości w ten sposób igrał z życiem pacjentów.
I być może właśnie to milczące oburzenie sympatyków PiS (choćby tutaj w salonie), którzy przecież, każdego kto tylko jest podejrzany tysiąc razy prześwietlą, naprawdę przestraszyło panujący nam reżim gdyż zaiste skoro sympatycy PiS tak rzadko się udzielają w sprawie ministra Piechy, to sprawa ewidentnie musi być dęta. Wszak oskarżenie ich o stronniczość byłoby zarzutem wprost kuriozalnym.
Skoro więc Piecha etycznie podejrzany być nie może nawet przez Tuska, przez co traci szansę na bycie pierwszym więźniem V RP, na czoło peletonu wysunął się sam Mariusz Kamiński, który z racji tego, że z wykształcenia jest historykiem, w sam raz nadaje się na szefa służb specjalnych (nie to co polonistka Pitera). Ale Pan Mariusz dzięki swej wiedzy, nie tylko prawniczej, ale również tej z transplantologii, przeciwnikiem jest dosyć poważnym, toteż nie wiadomo, czy Platforma kolejny raz nie zrejteruje i się Pana ministra nam nie przestraszy. Zresztą kto by chciał zadzierać z polską wersją Edgara Hoovera, który potrafi tak fałszować dokumenty, że się nawet w gminie poznają.
Dlatego na czarnego konia zawodów wyrasta niejaki Robert Pietryszyn, 26 letni prezes piłkarskiego klubu Zagłębie Lubin, którego to klub jest oskarżany nie tylko o korupcję (na szczęście z czasów gdy Pan Robert prezesem nie był), ale także o to, że piłkarze Zagłębia posiadają narkotyki. Widać aby skompromitować Pana prezesa (młody, zdolny, prywatnie były szef młodzieżówki PiS) reżim nie cofnie się nawet przed wrobieniem uczciwych piłkarzy, podobnie zresztą jak tego uczciwego urzędnika od prezydenta, co ponoć handlować miał kokainą.
I chyba Pan Pietryszyn doskonale zdaje sobie sprawę z tego jak wielka ciąży na nim odpowiedzialność, gdyż na pytanie czy skoro były prezes Jerzy F. dawał łapówki to pomógł klubowi awansować do I ligi, Pan Robert odparł, iż To jest taka gdybologia. Może pomógł, a może zaszkodził. Moim zdaniem zaszkodził.
I choć pogląd, że dawanie łapówek szkodzi klubom w awansie, a nie im pomaga, jest dość osobliwy, to już na pierwszy rzut oka widać, że minister Ćwiąkalski i PZPN (które chce klub zdegradować) idą ręką w rękę i nie w smak im sukces klubu, który Pan prezes solidarnie za pieniądze podatników zbudował.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)