Niestety natura nie okazała się dla Polski do końca wspaniałomyślna i choć bliźniaków Kaczyńskich jest dwóch to niestety na świat przyszedł tylko jeden minister Ziobro. Nieszczęście jest tym większe, że mimo licznych błagań rodaków, Pan Zbyszek postanowił jednak, że się wyciszy i przejdzie do opozycji, więc tym samym Państwo Polskie zostało niejako obezwładnione.Przychodzi więc wybrać nowego Ministra Sprawiedliwości i choć serce wciąż krwawi, a tęsknota za Panem Zbyszkiem ściska w kroczu niczym stary, dobry syfilis, wnet trzeba coś uradzić, gdyż ktoś znów musi zadbać o dobro naszej Rzeczpospolitej.Tymczasowy minister, niejaki Ćwiąkalski dłużej ministrem raczej nie będzie, wszak sam Pan Przemysław Gosiewski głośno rozważa jego dymisję, a już od czasów stacji we wsi Włoszczowa wiadomo, że ten znakomity radca prawny naprawdę potrafi dotrzymać słowa.
I trudno się Przemysławowi Edgarowi Gosiewskiemu dziwić tej obiektywnej niechęci, gdyż zaiste jest prawdziwym skandalem, aby Ministrem Sprawiedliwości został ktoś, kto nie tylko czynnie wykonywał zawód adwokata, ale za pieniądze świadczył swe usługi osobom oskarżonym o różne przestępstwa! I choć były to tylko opinie prawne, jedna z nich nawet została (pewnie po znajomości) opublikowana w czasopiśmie prawniczym to chyba owy Ćwiąkalski nie był na tyle nierozsądny, żeby nie przewidzieć, że w ten sposób chroni bandytów i działa wbrew interesom polskiej racji stanu, osłabiając swą Macierz, a więc de facto jest zdrajcą.
I aby w przyszłości uniknąć tego typu pomyłek wydaje się, że byłoby pożądanym, aby w ogóle zrezygnować z kandydatów, którzy parali się obrzydliwym adwokackim zawodem, gdyż każdy z nich na pewno niejeden raz kuszony był, aby za pieniądze doradzać jak unikać więzienia. Zresztą sam fakt, że u naszego Wielkiego Brata Ministrowie Sprawiedliwości wcześniej też prywatnie doradzali klientom, powinien ostatecznie rozstrzygnąć wszystkie nasze wątpliwości. Wszak nie będziemy kopiować imperialistów.
Ale nie tylko adwokat, ale także wykonywanie innych zawodów prawniczych raczej szansę na ten prestiżowy awans zawodowy przekreślają na zawsze. Trudno uznać aby radca prawny, czy tym bardziej notariusz nadawali się na Ministra Sprawiedliwości i Prokuratura Generalnego w jednym, skoro na co dzień w ogóle nie zajmują się procedurą karną. Takie dyletanctwo tylko podważało by zaufanie do prokuratury, które po latach czerwonej sotni, powoli, systematycznie i co najważniejsze bezinteresownie odbudowywał nam Pan minister. Tym bardziej nie nadają się politycy, którzy dawno temu prawo liznęli zaledwie na studiach i do tego studiach jeszcze sprzed IV RP, a więc pełnych socjalistyczno-zollopodobnych naleciałości, czyli oczywiście sprzecznych z prawniczą doktryną IV Rzeczpospolitej.
Trudno też na poważnie traktować kandydatury stetryczałych dziadków leśnych z tytułami profesorskimi (no chyba, że specjaliści od prawa pracy), którzy swe nauki pobierali za czasów marszałka Rokossowskiego albo i gorzej. Zresztą jest to środowisko do cna przeżarte agenturą i oportunizmem, gdzie do rangi symbolu urasta fakt, że Panowie i Panie protestowali przeciwko usunięciu domniemania niewinności z procedury lustracyjnej, co ewidentnie wskazuje na to, że muszą być winni. A agent na stanowisku ministra to jeszcze gorzej niż notariusz krwiopijca czy radca dyletant.
Na szczęście na podorędziu zostają stare sprawdzone kadry prokuratorskie, które manipulacjami się brzydzą, a usłużność mają za plucie na mundur, czy raczej na togę. Więc gdy tylko minister Ćwiąkalski przestanie łże ministrować pozostanie nam głośno zadać sobie egzystencjonalne pytanie:
Engelking czy może Kapusta?


Komentarze
Pokaż komentarze (9)