Prawicowa myśl zawsze zaskakuje mnie pewną niekonsekwencją. Z jednej strony Panowie upajają się dogmatami Realpolityk, często cynicznie rechocząc, gdy jakiś lewak powołuje się na bliskie mu wartości, a z drugiej sami maja gęby pełne frazesów o wartościach własnych, które oczywiście nie tylko dotyczą ich samych, ale dotyczyć mają wszystkich bez wyjątków, ot choćby zakaz eutanazji. Ale to jeszcze nie wszystko.
Koncepcje skuteczności, kierowania się zimna logiką, odłożenia na bok emocji, czyli te wszystkie logiczne wywody utrzymane w niskiej temperaturze rodem z Najwyższego Czasu, mają być ostatecznym sztychem, którym myśl prawicowa (w konserwatywno-liberalnym sensie) przebije fantasmagorie lewicowców, centrolewicowców, takich jak ja czy eumenes, czy nawet centroprawicowców jak Futrzak (sorry chłopaki za unurzanie w tej różowej, centrowej i niezmywalnej breji)
Wychodząc jednak z prostego dość założenia, że więcej jest ludzi głupich niż mądrych, więcej strachliwych niż odważnych i więcej podatnych na manipulacje niż niezależnych, warto zauważyć, że w takiej rzeczywistości myśl liberalna oparta na odwadze, zaradności i poleganiu na własnych umiejętnościach, z miejsca skazana jest jeżeli nie na porażkę, to co najmniej na start utrudniony. Zwłaszcza w Polsce, w której liberalizmu nigdy nie było.
W każdym bowiem przypadku gdy w Polsce politykowi uda się wygrać wybory i często wbrew woli wyborców wprowadzi radykalne liberalne reformy, to już za minutę czuje na sobie oddech rywala, który populistycznymi hasłami rodem z socjalizmu, czasami nawet wprost PRLowskiego, punktuje go niemiłosiernie, w tym sensie, że pozbawia go poparcia mas pracujących, a zwłaszcza niepracujących. Tak było z Buzkiem, Millerem, Kaczyńskim i Tuskiem. Innymi słowy tuż po wprowadzeniu owych reform, społeczeństwo judzone przez populistów/realistów/idealistów/utopistów, czyli ten nasz zmanipulowany suweren, chce więcej ochrony socjalnej, a setki Lepperów już tylko przebierają nogami, aby ów socjalizm wprowadzić.
Skoro jedyną alternatywą dla demokracji jest zaś mniejszy lub większy zamordyzm, to sytuacja staje się wręcz dramatyczna, bo z której by tu strony nie patrzeć trzymanie za mordę nie ma nic wspólnego z wolnością, a danie określonemu podmiotowi nieograniczonej władzy, to tak jak danie małpie brzytwy, która jeżeli się sama nie pokaleczy, to prędzej czy później zrobi to jej następca. Ryzyko tyranii, w przypadku władzy niehamowanej przez „check and balance” jest tak wysokie i tak często się w historii sprawdzało, że można de facto mówić już o pewności.
Jeżeli więc przyjmiemy, że Churchill miał rację co do demokracji, to myśl liberalna w sytuacji jest dość nieciekawej, bo w tym wadliwym ale najlepszym ustroju, nie ma zbyt wielkich szans na realizację.
Ale co z demokratycznymi państwami Zachodu, które na tle Polski ewidentnie są liberalne? Otóż jak nietrudno zauważyć kraje te są liberalne, bo liberalne jest społeczeństwo. Tak jak u nas większość chce ochrony socjalnej, tak u nich wolą mieć wolność. Wydawałoby się więc, że jedynym ratunkiem dla liberałów, jest zaszczepienie ludziom, najlepiej już od małego, pewnych liberalnych dogmatów, co nieuchronnie wiąże się z edukacją. Ale liberałowie postulują szkoły prywatne, tudzież naukę indywidualną, zgodną z wolą rodziców w kontrze do odgórnej nauki Państwowej. Tymczasem skoro więcej jest w Polsce tych za ochroną socjalną, to jasne jest, że dzieci swych nie wychowają na liberałów, zwłaszcza że jest to przewaga na tyle duża, iż nawet stachanowskie oddolne normy w płodzeniu potomstwa tego nie zniwelują. Prywatna nauka, zależna jedynie od rodziców swych pociech, tylko więc utrwali socjalne zdobycze i zakonserwuje status quo, a zdaje się, że konserwatystom nie o taki konserwatyzm chodzi. Jedynym ratunkiem jest więc przymusowe szkolenie państwowe, tak jak przymusowa polityka historyczna, postulowana ostatnio choćby przez liberała Nicponia. Ale tego jakoś liberałowie nie potrafią zrozumieć, przez co sami sobie w Polsce kręcą bat na własne plecy tudzież sznur, na którym ich lewica (ideologicznie) powiesi.
Z drugiej jednak strony wprowadzenie przymusowej nauki, a więc stosowanie recepty bynajmniej nie liberalnej, po to by nauczać o skuteczności liberalizmu byłoby sytuacją komiczną i co gorsza, przyznaniem się do klęski własnej ideologii,. Skoro bowiem liberalizmu można nauczyć tylko przymusem socjalistycznym, to cały ten liberalizm jest niczym innym, jak najzwyklejszą w świecie utopią.


Komentarze
Pokaż komentarze (47)