Z której by strony nie patrzeć własność intelektualną trudno traktować jak kamienicę, laptopa, czy wierzytelność, zwłaszcza w przypadku, gdy ta ostatnia jak najbardziej jest wirtualna. Wszak na owej intelektualnej własności nijak nie można się partyjnie uwłaszczyć, walić w nią młotkiem tudzież spuścić na nią doniczkę, wazon, kolegę prokuratora (przypadkowo rzecz jasna), ani nawet umorzyć, w sytuacji gdy nie wiadomo czyj wniosek uwłaszczenie niefortunnie się znalazł na biurku. Słowem jest z tą własnością coś w nie w porządku, mówiąc wprost jest jakaś kaleka, że posłużę się tą historyczną nazwą, nie ulegając lewackiej policji od niepełnosprawnych, czy Afroamerykanów. Tym bardziej nie powinno więc dziwić, że partia Pana Prezesa Kaczyńskiego, wprost czerpie szerokimi garściami swych chłopskich synów (PiS to partia zwykłych ludzi!) z intelektualnego dorobku ludzkości, zamiast tradycyjnym swym zwyczajem, uchwalać uwłaszczeniowe ustawy, wrzucać coś do niszczarki, tudzież nie płacić rachunków. Cóż, może i w przyrodzie nie występują darmowe obiady, ale brutalnie mówiąc, tylko frajer będzie za nie płacił, zwłaszcza, gdy w romantycznych latach 90tych współdecydował o tym, kto w istocie za ten obiad rachunek uiści. A trudno przecież nazwać Pana Prezesa frajerem, próbowali już jedni nazwać kartoflem i wiemy jak i w której ubikacji się to skończyło.
Zresztą fanaberia własności intelektualnej doprowadziła już do takiego wynaturzenia, że człowiek nie może sobie spokojnie napisać artykułu do gazet, bo, a nuż się okaże, że ktoś wcześniej, akurat o tym samym napisał, używając dokładnie tych samych zwrotów czy danych, przez co na skutek fatalnego zbiegu okoliczności, ktoś może nas uznać za zwykłego oszusta, a nawet złodzieja, co przytrafiło się Elizie Michalik i Rybińskiemu Maciejowi, nie wiedzieć czemu zwanemu „Rybą co bierze”.
Tropem tej jawnej niesprawiedliwości, a nawet szykany, podążyli więc posłowie Prawa i Sprawiedliwości, brutalnie przecinając ten gordyjski węzeł i korzystając choćby z telewizyjnych spoty z czasów Ronalda Reagana. Ale, że kobieca uroda Reagana, znacznie różni się od achillesowej postury braci Kaczyńskich, to i trzeba było spot jakoś przerobić. I całkiem słusznie, wszak Reagan już w grobie, o spot się pewnie nie raczy upomnieć, zwłaszcza, że tam na górze musi stanąć do konkursu z samym Wojtyłą, o to kto obalił komunizm (wynik niepewny, wszak Andrzej Gwiazda i Waldemar Łysiak nie biorą udziału).
Na szczęście z piosenką, skeczem „Kabaretu pod Wyrwigroszem” takich problemów nie było, dało się ją bez trudu zaadaptować, nie trzeba było nic sklejać, poprawiać ani się męczyć, tak jak przy z „wyłuskiwaniu” partyjnej nazwy z pewnego poematu Tuwima, który nota bene był Żydem i komunistą, co oczywiście jest tylko przypadkowym zbiegiem okoliczności. Teraz więc tylko odpowiednio długo trzeba przeciągnąć, ewentualne „Kabaretu” roszczenia, zaczaić się, poczekać i już można nazwać je wirtualnymi, a jak to nie pomoże to przypadkowo walić w nie młotkiem, spuścić z czwartego piętra, wrzucić pod walec, a potem z rozbrajającą miną się przyznać przed kamerami, że się te roszczenia po prostu zabiło.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)