Panie Boże strzeż mnie przed przyjaciółmi, bo z wrogami sam sobie poradzę – brzmi stare przysłowie, które kolejny raz nam się sprawdziło zostawiając nieusuwalną zadrę w naszej, polskiej, patriotycznej duszy.
Oto na parę miesięcy przed ceremonią wręczania Oscarów, dziennik Żydów (bodajże brooklyńskich), niejaki New York Times, udawał naszych sojuszników i ogłosił plebiscyt, w którym można było głosować na nominowane filmy. Wielu Polaków skorzystało z okazji, być może niektórzy rzeczywiście uwierzyli, że coś od nas, boskich pomazańców-nieobrzezańców, naprawdę zależy. Ale jak to u bywa u starszych braci (może i starszych, ale dlaczego braci?) była to kolejna podpucha, która tylko miała wysondować podniecenie polskich gojów, aby późniejszy szok i zawód były tym większe. Słowem typowa żydowska perfidia.
Prawdę mówiąc, do końca nie wiadomo, dlaczego nad wyraz płodna polska myśl prawicowa, a konkretniej jej przedstawiciele nie potrafią się zorganizować i nakręcić tuzina filmów o Katyniu, Cudzie nad Wisłą, czy Annie Walentynowicz. Wszak kręcenie filmów za własne pieniądze jest w Polsce jak najbardziej dopuszczalne, a nawet wskazane. Trudno podejrzewać, że dlatego, iż nasza prawica jest biedna, a za czym idzie nieco głupawa (Dlaczegoś biedny? Boś głupi…), skąpa, albo o zgrozo, lubi wyciągać łapki po państwowe pieniądze. Wszak oskarżać tych gruntownie wykształconych, zamożnych i wrażliwych erudytów, o brak zrozumienia dla polityki historycznej byłoby jawna głupotą i logicznym wręcz samobójstwem. Najprawdopodobniej chodzi więc o zapełniony kalendarz Mela Gibsona, który w nawale pracy nie potrafi znaleźć tej moralnej siły by w twórczym szale rzucić się na polską historię i w ten sposób skontrować owych Żydów z Brooklynu, Queens, Harlemu czy Manhattanu. Woody Alen, jak na razie, może więc spać spokojnie.
Katyń nakręcić musiał więc Wajda, który umówmy się filmów raczej robić nie umie (gdzie „Ziemi Obiecanej” do „Apocalypto”) i który, kolokwialnie mówiąc, spieprzył już tyle tematów („Popiół i Diament”, „Wesele”, „Panna Nikt” !!!), że powierzenie mu filmu musiało być celowym sabotażem, tym razem Żydów z ul. Czerskiej.
I choć nikt nie wątpi, że film jest kompletną porażką i jawnym umizgiwaniem się w stronę Rosjan (te proradzieckie sceny strzelania w potylice i wycierania nóg polską flagą) to wcale nie znaczy, że Oscar za najlepszy film nieanglojęzyczny słabiutkiemu „Katyniowi” się nie należał. Wręcz przeciwnie należał się i to bardzo. Tak jak Małyszowi Kryształowa kula, Kubicy podium w Formule 1, a chłopcom Beenahakkera awans do Euro bez eliminacji.
Naród polski już tyle wycierpiał, zwłaszcza przez ostatnie miesiące, że tylko ostatnia menda nie wspomogłaby go jakąś nagrodą, grantem uznaniem, czy dopuszczeniem bez kolejki do konfitur czy (niech będzie) ciastek. Polska, a za czym idzie Europa i Świat (słynny trzepot skrzydeł motyla, a właściwie husarii) stoi niemal u skraju przepaści, Tusk jeździ na urlop, zła albańska mafia islamska wypiera dobrą chrześcijańską Camorrę, krowy przestają się cielić, Żydzi chcą nas z kolei wydoić -słowem znowu się szykuje jakaś koszmarna klęska, do tego Michnik wciąż dycha, a Wyborczej i Platformie wciąż rośnie.
Tylko więc ostatni łajdak nie przyznał nam by Oscara, zwłaszcza, po tym jak nagrodzono kłamliwą „Listę Schindlera” czy jeszcze głupsze „Życie jest piękne”.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)