Kolega Gerlat głośno dziś zastanawiał się nad kryminalistyką, więc i ja postanowiłem się zastanowić, tyle, że nad naszym wymiarem sprawiedliwości, bo jak to u wykształciuchów bywa, uważam, że co jak co, ale akurat kryminalistyka nie odpowiada za kondycje naszego wymiaru sprawiedliwości.
Przyznam się szczerze, co zdarza mi się akurat rzadko, że zaczynam się gubić w tym jak powinienem oceniać naszą Temidę, wiec może mi ktoś pomoże, bo choć wiem, że sygnały jakie płyną do mnie za pośrednictwem moralnych busoli moich salonowych przyjaciół, są jednoznaczne, to nadal rzeczywistość nieco mi skrzeczy. Przeto pytania mnożą się jak króliki, powiedziałbym nawet jak Arabusy, gdyby nie to, że ta muzułmańska nawałnica hasa po polskich polach i łąkach, więc musimy przez nią instalować jakąś tarczę, a i moi koledzy z prawicy, boją się nawet pisnąć słowo krytyki na temat islamu, nic tylko Arabów chwalą i chwalą. Tak zastraszano husarzy nad Wisłą.
Wracając jednak do tematu, gdyż znów wpadam w dygresję, jak nie przymierzając, Maria Magdalena w męskie ramiona. Oto do cna opanowana i usłużna wobec Ćwiąkalskiego Zbigniewa prokuratura umarza postępowanie w sprawie domniemanych przestępstw prezydenta Kaczyńskiego, wszczęte na skutek zawiadomienia Pani prezydent Hanny Gronkiewicz Waltz. Wydawałoby się, że dorzynanie watach w pełnej krasie, sądy już pod kontrolą, obcinacze palców wpatrują się w wilcze oczy Donalda Tuska, a tu taka niespodzianka. Oczywiście podzielam diagnozę redaktor Lichockiej, że, co by tu dużo nie mówić, ale jest to pokaźna kompromitacja Pani Gronkiewicz, zwłaszcza, że swego czasu Pan prezydent Kaczyński śląc setki donosów na swego poprzednika, też zderzył się z instytucją umorzenia postępowania. Mogła więc Pani Hania skorzystać z doświadczenia i donosów nie słać. Ale jak już wspomniałem coś mi tu skrzeczy i nijak nie mogę się dowiedzieć, kto tu jest bardziej skompromitowany czy nasz Pawka Mrozow z ratusza ze swym donosem, czy nasz nowy Beria z Ministerstwa Sprawiedliwości, umarzając postępowanie.
Umorzeń nastąpił ciąg dalszy, bo oto prokuratura umorzyła postępowanie w sprawie nazwania prezydenta „durniem”. Decyzja ta ma posmak ewidentnego skandalu, momentami ociera się nawet o słynną aferę kartofla. Sąd bowiem nie kierował się, tzw. precedensem Cejrowskiego (wyrokiem tak zachwalanym przez moich prawicowych kompanów) i za znieważenie prezydenta, nie skazał. Widać za nic ma prawicowe zachęty i głośne apele o to by postępował tak samo słusznie jak w przypadku Pana Wojciecha i być może Wałęsę za tego durnia nawet wsadził do ciupy. Pytanie tylko, jak bardzo musiała upaść nasz Temida, żeby nie potrafiła obronić głowy państwa, przed zwykłym obwiesiem i chuliganem, choć z werbalnym kibolem Cejrowskim, radę sobie dała wzorcowo. W czym obelgi Wałęsy są gorsze od obelg Cejrowskiego? Doprawdy nie wiem.
Ale nie tylko umarzają, ale też wypuszczają. Oto Dochnal wychodzi z aresztu, w którym przez trzy lata próbowano z niego wycisnąć co tylko się dało, aż w końcu lobbysta się ugiął i przedstawił kwity na Kanię Dorotę, na szczęście wytarte, a więc zupełnie nieważne. To, że Dochnalowi rzadko, bo rzadko, ale jednak od czasu do czasu, zdarza się ociupinkę skłamać, wszyscy na szczęście wiemy, pytanie tylko czy Dochnal mylił się też grając na giełdzie, gdy był w areszcie? To, że fakt, iż prokuratorzy z czasów poprzedniej władzy, pozwalali Dochnalowi na handlowe transakcje, nie powinno budzić naszych zastrzeżeń, wszak trudno aby areszty były takie nieludzkie i antyresocjalizacyjne. Zresztą pieniądze te idą na specjalne konto Marka Dochnala i od razu są zabezpieczone przez prokuraturę na poczet przyszłych grzywien sądowych. Ale pytanie jakie się wprost ciśnie na usta, brzmi dlaczego wobec tego pozwolenie na granie na giełdzie wydawano Dochnalowi tak opieszale? Dlaczego do celi nie podłączono mu Internetu i dlaczego nie zaprenumerowano „Parkietu”? Myślę, nie obraźcie się moi koledzy, ale z tych niedociągnięć ktoś w PiSie mógłby się wytłumaczyć.
Pozostaje jeszcze sprawa gangstera „Masy”, który swoim gangsterskim kwikiem poruszył serca mych salonowych przyjaciół, których generalnie wzruszyć jest trudno (WOŚP Owsiaka ciągle daremnie próbuje). Troska o ludzką krzywdę Jarosława Sokołowskiego, który po tym jak opowiedział o grzeszkach kolegów, nagle po paru latach zaczął się bać, jest dość zrozumiała. Nikt z nas nie lubi cierpienia, ja np. nigdy nie zabiłbym karpia, a nawet Niemca czy Żyda, więc po części z Masą się muszę identyfikować. Najgorsze jest jednak to, że Masa nie jest chyba katolikiem praktykującym, więc trudno będzie wnieść go na ołtarze, choć może gdy zginie śmiercią męczeńską, to uda się jakoś procedury ominąć. Pytanie tylko jak szybko do tego dojdzie i czy nie powinno się potencjalnym sprawcom, roboty ułatwić. Ot choćby tak jak w przypadku kobiety pewnego gangstera, której to ziobrowska prokuratura ochrony nie przydzielił, bo jak się tłumaczył Pan prokurator: my o istnieniu tej kobiety nie mieliśmy pojęcia, bo jej w aktach nie było.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)