Gdy wszyscy zachwycali się grą Barcelony, ja przezornie milczałem. Czekałem na kryzys bo kryzys musi nadejść. Nie można przejść bez kryzysu przez cały sezon, a już na pewno nie można gdy się wygrywa tak, jak wygrywała Barcelona. Dość wspomnieć o Arsenalu Londyn, który do momentu kontuzji Eduardo grał piękną piłkę, a byli i tacy co na łamach gazet opiewali geniusz Fabregasa. Jako najlepszego gracza na świecie. Gdzie jest teraz Fabregas, gdzie jest Arsenal i kto powie, że to właśnie Hiszpan jest tym numerem jeden?
Kryzys musiał przejść i kryzys przyszedł. Właściwie, gdyby patrzeć na to na chłodno, nic takiego się nie stało. Druga porażka z rzędu to jeszcze nie dramat, jeśli kiedyś drużyna ma być w dołku, to właśnie teraz. Najważniejsze by się prześlizgnąć przez Ligę Mistrzów i złapać oddech na parę tygodni. Ale są jeszcze liczby. Było 12 punktów przewagi, jest tylko cztery. A to działa na wyobraźnie. Miało być już po Lidze, a tymczasem gra się zaczyna od nowa. Mało kto wierzył, że Barca wygra wszystkie mecze do końca, ale jeszcze mniej wierzyło, że Real zacznie passe kilkunastu wygranych spotkań. Łaska piłkarska na pstrym koniu jeździ. Ale ma to też dobre strony. Real zaczął passę i to Real ma teraz wygrywać. A wygrywać do końca sezonu się nie da. To już, zdaje się, wiemy. Pytanie czy do 3 maja Barca pierwsza wyjdzie z dołka, czy Real weń wpadnie? Być może pojedynek na Santiago Bernabeu po raz pierwszy od paru lat bezpośrednio rozstrzygnie o tytule mistrzowskim. Być może, choć równie dobrze drużyna Guardioli może się skończyć tak szybko jak się zaczęła. Teraz jest czas żeby się sprawdzić i pokazać co jesteś wart jako trener. Nie sztuka wygrywać gdy gra nie idzie, sztuka wychodzić z dołka, gdy masz pod górę. Zobaczymy co naprawdę potrafi nowy trener i czy zachwyty nie były czasem na wyrost.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)