23 obserwujących
142 notki
416k odsłon
  4691   0

I znów Opatrzność czuwała nad nami…

Proszę sobie wyobrazić następującą sytuację. Wszyscy posłowie ze stajni pana Kukiza zachowują się zgodnie z dyrektywą szefa i wyciągają swoje karty do głosowania. Wynik głosowania brzmi: 226 – za, 0 – przeciw, 0 – wstrzymujących się. Wybucha powszechna euforia, Kukiz z Petru całują się z dubeltówki, Niesiołowski płacze ze szczęścia, posłanka Pomaska filmuje wszystko, a zwłaszcza minę posłanki Pawłowicz .

Skandowanie „Demokracja, Demokracja” unieważnia sens istnienia KOD-u i jest ogólnie cudownie.

A tu marszałek Kuchciński – po krótkiej przerwie na przywrócenie porządku na sali obrad - spokojnie informuje, że Sejm właśnie WYBRAŁ prof. Jędrzejewskiego na członka Trybunału Konstytucyjnego.

 

Potraficie to sobie wyobrazić? Bo ja nie bardzo. Krzyk i tumult byłby słyszalny nie tylko w Brukseli, ale nawet na Triobriandach. Kilka zawałów murowanych, a ile „kurew” by poleciało…

 

A przecież to proste i oczywiste. Wybór na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego następuje bezwzględną większością głosów, w obecności co najmniej połowy ogólnej liczby posłów. Czyli za kandydaturą musi zagłosować więcej posłów niż suma głosów posłów, którzy byli przeciwko niej i którzy wstrzymali się od głosu. W omawianym przypadku 226 jest więcej niż 0 + 0.

Aby głosowanie było ważne w jego trakcie na sali obrad musi być obecna co najmniej połowa konstytucyjnej liczby posłów. Kworum wynosi zatem 230.

Jak wszyscy mieli możliwość przekonać się na własne oczy, liczba posłów obecnych na sali zdecydowanie przekraczała 230. Zatem wybór zostałby dokonany zgodnie z wymogami prawa.

 

I tu właśnie wkracza Opatrzność.

Naprawdę nie potrafię sobie wyobrazić możliwego przebiegu wydarzeń. Może nawet i krew by się polała, bo przekonanie o własnej mądrości i sprycie, którym w owym, na szczęście hipotetycznym momencie, NAPOMPOWANI byli aż po same dziurki w nosie posłowie opozycji, musiałoby znaleźć jakieś ujście.

 

Oznaką definitywnego skretynienia jest, bowiem, przeświadczenie, że jak się wyjmie kartę z czytnika, to jest się automatycznie nieobecnym na sali. Podobnie jak oznaką skretynienia jest wyobrażenie, że skoro jest się na sali podczas głosowania, to brak głosu na „tak” oraz brak głosu na „nie” nie oznacza automatycznie faktu wstrzymania się od głosu.

To co naprawdę zrobili posłowie opozycji, to próba poświadczenia nieprawdy, że wstrzymali się od głosu. Sądzę, że należałoby to zgłosić na prokuraturę, bo to bardzo poważne wykroczenie przeciw prawu i przeciw obowiązkom posła, za wypełnianie których przecież im płacimy.

 

Jeszcze raz podkreślę, że dwa fakty są niezbite. Pierwszy z nich to ewidentna obecność na sali podczas głosowania, a drugi to ewidentne wstrzymanie się od głosu. W tej sytuacji całkiem inaczej wygląda „sprawa” Morawieckiego. Jego koleżanka NIE GŁOSOWAŁA za niego. Potwierdziła jedynie, zgodnie z prawdą, że wstrzymał się od głosu.

Jest to zapewne jakieś naruszenie Regulaminu Sejmu, ale wycierać sobie gęby moralnością i odmieniać przez wszystkie przypadki „przestępstwo”, w tym akurat przypadku, jest wyjątkowo podłą hipokryzją.

Lubię to! Skomentuj65 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale