Symptomatyczny jest tak brutalny brak realizacji zamierzeń Szydły, określonych w expose z jednoznacznym terminem realizacji 100 dni, które właśnie co minęły. A w zapasie jeszcze prezydencka ustawa o frankowiczach na kilkadziesiąt miliardów.
Z pięciu sztandarowych i budżetożerczych obietnic, w życie wprowadzono tylko jedną i to w okrojonym zakresie, w stosunku do rozbudzonych narracją PiSu oczekiwań.
Jeżeli tylko skrót myślowy był powodem wypowiedzenia słów 500 zł na każde dziecko, to Szydło już nie może zaprzeczyć celowości zastosowania formuły, "też na pierwsze z rodzin biedniejszych, o mniejszych dochodach, czy mniej zamożnych”. Celowości, bo czy ci o dochodach na głowę np. do 1000 zł, albo nawet do 1500 zł, zwłaszcza samotne matki z dzieckiem, nie mogli uważać, że się załapią na tę wyborczą obietnicę??? Podobnie PiS oszukuje przy lekach dla staruszków, gdy minister Kowalczyk z bezczelną miną zastrzega teraz, że przecież Szydło nie mówiła o WSZYSTKICH lekach, więc wyjdzie parę zeta tej zapomogi na seniora.
Szczęśliwie dla PiS, afera Kiszczakowej przykrywa rozliczenie tych 100 dni, ale przecież co się odwlecze to nie uciecze, no i jak długo można żyć historią? Szczególnie w narodzie, który coraz mniej PRL pamięta, a niektórzy z apologetów obecnej władzy sugerują nawet, że przecież nie było wtedy tak źle!?
Dlatego zastanawia ewidentnie widoczna ostatnio wstrzemięźliwość PiS w pogłębianiu wydatków budżetowych. Choć pijarowo mogłoby to im się owo pogłębianie opłacić. Np. przez zaoferowanie samotnym matkom z dziećmi dostępu do 500+, czy pełniejsze spełnienie obietnicy w sprawie leków dla staruszków.
Tymczasem rząd ad calendas greacas odkłada obniżenie wieku emerytalnego, podwyższenie kwoty wolnej do 8000 zł czy minimalnej płacy. PiS robi też „mikro” oszczędności, gdy np. NFOŚ odmawia dofinansowania bardzo ważnemu programowi antysmogowemu dla Krakowa, idąc jednocześnie na 50 milionową ugodę z Rydzykiem.
Widoczna jest też walka w łonie samego rządu, gdy Morawiecki namawia bogatszych do samorezygnacji z 500+, a Szydło nie, mantrując, że to program prodzietnościowy.
Choć 1500+ przez 3 lata i limicie górnym „kroczącym” 1500-3000 zeta, ale tylko na dzieci nowonarodzone , przyniosłoby o niebo lepsze rezultaty w tym zakresie, przy początkowo mniejszych kosztach. I zawsze można byłoby to cofnąć. Ale przecież nie nagoniłoby to nowych wyborców PiSu kosztem beznadziejnego szantażu politycznego w przyszłości!?
Nawet program Morawieckiego został okrojony tylko do wizji, co będzie za 20 lat, by broń Panie Boże, niczego na niego nie trzeba było wydawać przez rok, a najlepiej kilka lat.
Szczególnie, że ten plan rozwoju wymaga dużego finansowania, a przy kursie na wzrost konsumpcji, nie ma skąd go wziąć w istotnej, a cóż dopiero powiedzieć, wystarczającej, wysokości. Za dużo tych srok złapanych za jeden ogon!
Ta walka keynesistów z monetarystami w łonie PiSu jest spowodowana obawą tych drugich o poważne niedomykanie się budżetu. Wpływy z nowych podatków ( bankowego i sklepowego ) okazują się być przeszacowane, bo banki przenoszą niżej zyskowne kredyty do swych matek za granicą, a haraczu sklepowego nie da się skonstruować tak, by wyszło prognozowane 2 mld. Zresztą w stosunku do potrzeb, tylko tych wygenerowanych przez sam 500+, oba te podatki oryginalnie były, i tak, dalece niewystarczające. Z kolei poprawa ściągalności VATu okazuje się nie być takim hop siup, a na na horyzoncie pojawia się wizja spadku aktywności gospodarczej na świecie.
Dodatkowo mamy na głowie wzrost kosztów obsługi długi zagranicznego, który będzie się pogłębiał w miarę zwiększania się deficytu budżetowego jak i wzrostu kursów walut obcych, też nieuchronnego przy spadku ratingów Polski czy międzynarodowej dekoniunkturze.
W konsekwencji może być odwrotnie jak na Węgrzech. Orbanem okaże się Tusk, pod hasłem lepiej już było i wracaj ciepła wodo w kranie, zaś socjalistami, gospodarki niszczycielami - PiS. I nici z większości konstytucyjnej w najbliższych wyborach, a jak nawet to dla antyPiSu, czego przedsmak zobaczymy teraz na Mazurach w wyborach uzupełniających do Senatu.
Dlatego rząd Szydły daje po hamulcu, ale po pierwsze czy to nie za późno, bo już 500+ uchwalone i czy nie za wcześnie, z powodu rozbudzonych pisowską wyborczą mantrą oczekiwań społecznych?


Komentarze
Pokaż komentarze (4)