Gdy przedwczoraj, waw75 w notce o „dobrych ludziach wgniatających innych w asfalt” pisał o swoim osobistym kontakcie z owymi dobrodziejami, tak podsumowywał „Jest też coś fascynującego w tym, że ludzie którzy latami z pogardą i wyższością szydzą i obrażają innych, nagle wpadają w szał agresji kiedy dostrzegają że to szyderstwo i ironia przestaje już kogoś dotykać”.
Dokładnie kilka dni temu miałem sam z kolei kontakt z „wgniecionym w asfalt”, który obracał się w swoim własnym towarzystwie „dobrych ludzi”, do którego chwilowo zawitałem.
Rzeczywiście zauważyłem, że będąc niejako „samotny”, jest poddany, jak to w takiej sytuacji zwykle bywa, zbyt dużej ilości argumentacji ad personam, a mniej mu się oferowało dyskusji ad rem. Dlatego spróbowałem zapewnić mu bardziej merytoryczną wymianę zdań i wtedy dość szybko nasz dyskurs się urwał, gdy mój interlokutor zaanonsował, że „on wierzy Kaczyńskiemu i koniec”.
Wbrew pozorom obie sytuacje mają element wspólny i to taki który obecnie decyduje o sukcesie partii rządzącej.
Otóż każde społeczeństwo dzieli się na jednostki mniej i bardziej aktywne. Cichych i gęgaczy, choć wiem, że to nie to porównanie, ale o tym na końcu.
Okrągły Stół postawił na gęgaczy, choć różne Morawieckie i Słowiki chciały dominacji załóg wielkich zakładów państwowych, także i przede wszystkim w polityce.
Ale przyszedł Balcerowicz i sprawił, że nagle miliony Polaków, którzy zaryzykowali swój majątek, spokojną najemną pracę, spokój w rodzinie i poświęcali się po 24 h na dobę,otrzymało,kosztem tych skrajnie nieefektywnych molochów, unikalną szansę zrobienia biznesu życia.
I bardzo wielu tę szansę wykorzystało.
Dzielili i dzielą się na trzy grupy – pierwsza to ci, którzy aktywni byli w PRL na stanowiskach państwowych ( interesowała ich kariera, a nie ideologia ), którym taki Kieżun pisał wtedy podręczniki „Jak być dobrym dyrektorem”, a akurat od organizacji i zarządzania to specjalista pierwszej klasy. Oczywiście część z nich wykorzystała dotychczasowe koneksje i być może nie do końca uczciwie uwłaszczyła się na majątku państwowym. Ale transformacja w każdym kraju daje takim przewagę i nie ma co na to biadolić, tylko należy cieszyć się, że wiele firm została sprywatyzowanych,a przez to unowocześnionych, a nie zgniło w starej strukturze, na co przykładów mieliśmy w Polsce tysiące,w ciągu ostatnich 25 lat.
Druga grupa gęgaczy to aktywni w PRLu, ale w biznesach prywatnych, bo już komuna taką możliwość dawała. Ograniczoną oczywiście, ale po 1989 tych ograniczeń już nie było.
Trzecia grupa to nuworysze, którzy też zaryzykowali i teraz też cieszą się z sukcesu, jaki odnieśli w III RP i z potężnego awansu społecznego.
I mamy też cichych, czyli tych, którzy w bardziej lub mniej świadomy sposób zdecydowali w 89, że ryzykować nie będą, oczekując na rozwój sytuacji.I okazuje się, że czekając tak długo, ominęli unikalną szansę, którą wykorzystali gęgacze.
Stąd rosnąca rok w rok frustracja u nich na fakt, że część ich otoczenia im ucieka, co często,samo w sobie,odbierane było przez cichych jako pogarda i wyższość ze strony gęgaczy, nawet gdy ci nie dawali temu bardziej bezpośredniego wyrazu.Nie zaprzeczam przy tym, że i takie zachowania wprost mogły i mają miejsce, bo przecież nie wszyscy gęgacze, z jakiejkolwiek z trzech wymienionych wyżej grup, empatią zbytnią grzeszą, szczególnie, że „zahartowała ich” walka o swój sukces życiowy, który odnieśli.
A teraz z kolei to oni mają poważne powody do frustracji, gdyż wiele kroków i słów ze strony PiSu budzi zaniepokojenie u przedsiębiorców. Ze szczególnych fajerwerków w tym względzie partii rządzącej wspomniałbym niejasne zapowiedzi Kaczyńskiego o gospodarczej lustracji i to do poziomu nawet małych firm, jak też wyraźne preferowanie przez obecny rząd celów fiskalnych i konsumpcyjnych kosztem firm ( jak np. przy pierwszej wersji podatku sklepowego ) i zaniedbywanie obiecywanych kroków deregulujących gospodarkę i wspomagających biznes w naszym kraju.O przejmowaniu kontroli nad całym aparatem sprawiedliwości, z sądami na czele, nie mówiąc.
A zawsze frustracja z tytułu straty tego, co się uzyskało w ciągu 25 lat, jest większa niż ta, że się uzyskało w tym czasie dużo mniej niż inni, szczególnie znajomi.
Dlatego już w wyborach przedsiębiorcy i wyższa kadra zarządzająca wyraźnie preferowała PO+Nowoczesną w stosunku 42-28 wobec PiSu.
Trudno się też dziwić, że gęgacze w dyskusji merytorycznej nt. ustroju państwa, prawa czy spraw makroekonomicznych posługują się zasłyszanymi od zaufanych mediów czy polityków „skrótami myślowymi”, by naciskani mocniej przejść szybko nawet do argumentacji ad personam. Bo oni przez 25 lat polityką się zbytnio nie interesowali, ciężko pracując na pomyślność swoją i swoich rodzin. Dotyczy to zresztą gęgaczy po obu stronach.Oni tylko czują, że coś im grozi, tym mocniej im dalej ich sympatie od PiSu, i zaczynają objawiać zrozumiałe przewrażliwienie.
Natomiast sfrustrowanych w III RP cichych urzekła wizja dostarczona im przez Kaczyńskiego. Że będą mogli odwrócić skutki decyzji, którą niegdyś podjęli, a właściwie nie podjęli.Bo PiS czyni wrażenie doceniania ich kosztem gęgaczy,np.apoteozując niektóre sfery, które dotychczas, w powszechnym rozumieniu, nie były utożsamiane z sukcesem życiowym, jak minimum dwójka dzieci, czego przejawem są choćby słowa Szydło, że sztandarowe 500+ to właściwie podziękowanie za ich wychowanie,a z konstrukcji 500+ wynika jasno, że nawet za samo posiadanie.
Cisi są przekonani, że wszystko teraz się zmieni i otrzymają rekompensatę za lata bycia „pogardzanymi”, a już tylko za samą taką wizję można oddać duszę.
Dlatego często, gdy z nimi rozmawiam, dosyć szybko ucina się dyskusja merytoryczna, bo oni „wierzą Kaczyńskiemu” i już. Miałem okazję zapoznać się z tym zjawiskiem i w osobistej rozmowie i poprzez portal.
Zapominają jednak, że jak w operze Szpotańskiego, gęgacze „wyjdą w końcu na wolność”, być może trochę inni, bo zawsze, jako sól ziemi, są niezbędnym i zdecydowanie ważniejszym składnikiem rozwoju kraju.Bo bez ludzi przedsiębiorczych, aktywnych, nie ma miejsc pracy, które z kolei obsadzić można niekoniecznie krajowymi cichymi.
Chyba, że tego rozwoju nie będzie, że z iszczy się scenariusz, który kreślił Mickiewicz -
"po huku, po trudzie Wezmą dziedzictwo cisi, ciemni, mali ludzie"
Ale wówczas i wielu cichych pożałuje.
Że nie żyje w czasach, w których są „wciskani w asfalt” przez „dobrych ludzi”.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)