Bartosz Mroczkowski
„Ratingi unijnych państw są zagrożone!” – taki komunikat podała agencja Moody`s, która zagroziła, że obniży raiting większości państw Unii Europejskiej – nie tylko członków strefy euro.Poza ekonomicznymi implikacjami, które pociągają za sobą bardzo poważne problemy ze stabilnością narodowych gospodarek, Europa ociera się też o kryzys psychologiczny. Euro obligacje, czy interwencje w strefie euro? Unia polityczna czy walutowa? Oba pytania są zasadne i oparte na niezadowoleniu społecznym i idei odejścia od dalszej integracji.
Z założenia Parlament Europejski jest niezależny od państw narodowych i nie powinien kierować się sugestiami poszczególnych rządów. Praktyka jest jednak zupełnie odwrotna. Poza grupami interesu, prawa, które ustala Parlament Europejski, nie zawsze mają logiczne uzasadnienie i czasami w nieprzemyślany sposób ingerują w integralność członków Unii Europejskiej. Zakaz palenia w miejscach publicznych jest elementem polityki społecznej i zdrowotnej, z którym państwo narodowe poradzi sobie doskonale bez angażowania do tego organizacji międzynarodowej. Z drugiej strony jednak, wskutek kryzysu finansowego narodziła się dyskusja pt. co dalej z Unią? Przez dalszą integrację rozumie się ustanowienie wspólnej polityki finansowej, np. narzucającej określenie progu długu publicznego w konstytucji każdego z państw. W takim rozumieniu jest to pukanie w drzwi integralności państwa. Pytanie, czy to się będzie opłacać? Gdyby wywołany skutek miałby przynieść pozytywne efekty i systematyczny rozwój państwa – wówczas takie działanie wydaje się zasadnym.
We wszystkich elementach i poszczególnych polityk, które różnią się od społecznej, zdrowotnej, energetycznej, środowiskowej, regionalnej, monetarnej itp. występuje rywalizacja, co wcale nie musi oznaczać braku logicznych i sprawnych rozwiązań. Jednak brak wspólnej polityki bezpieczeństwa (w tym projektów energetycznych, realizowanych z pominięciem państw tranzytowych) jak Nord Stream, lub kooperacja francusko-niemiecko-rosyjska, która realizowana jest ponad głowami unijnych członków – składają się w sumie na pakiet istotnych zagrożeń. Francuzi sprzedają okręty desantowe Mistral, Niemcy przewidują współprace wojskowo-techniczną z Moskwą. Dodatkowo Paryż i Berlin bez konsultacji, co irytuje najbardziej ambitnych Brytyjczyków, ustalają zasady funkcjonowania nowej unii walutowej. Przy działaniach tych państw, jako rzeczywistych, ale nie do końca akceptowanych liderów, pojęcie prezydencji traci regularnie na znaczeniu. Nie do końca jest zrozumiały brak zaproszeń na spotkania „siedemnastki”, państw, które nie są w strefie euro, ale zastrzegły sobie jej przyjęcie w Traktacie Lizbońskim.


Komentarze
Pokaż komentarze