Jan Engelgard
Wybory w Rosji nie wzbudziły jakiegoś wielkiego zainteresowania w Polsce, bo – jak przekonywano – wynik był do przewidzenia. Jak się okazało, nie do końca, bo Jedna Rosja Putina i Miedwiediewa nie osiągnęła 60 proc., jak cztery lata temu, ale „tylko” 49 proc.Nie to jest jednak najważniejsze. Ton polskich komentarzy był, w większości przypadków, odzwierciedleniem nastrojów i poglądów naszej „klasy politycznej” i tzw. komentatorów. A jest to ton, który można określić jednym terminem: „Schadenfreude po polsku”.
Najpierw więc niezwykle „intelektualne” i „głębokie” opinie przedstawicieli obu „prawic” – PiS i Sprawiedliwej Polski. Pierwszy z nich, Zbigniew Girzyński, z szyderczym uśmieszkiem na ustach, mówi mniej więcej tak: ha, ha, wiadomo, że w Rosji, tak jak za towarzysza Stalina, nie jest ważne kto jak głosuje, ale kto liczy głosy. A zaraz potem Jacek Kurski – wyniki są znane, bo Kreml podyktował jakie mają obyć. Ha, ha, ha…
Więcej: http://www.geopolityka.org/komentarze/1202-schadenfreude-po-polsku


Komentarze
Pokaż komentarze