Dawid Madejski
Tuż przed wybuchem II wojny światowej, pewien człowiek, który sam o sobie z dumą pisał, że jest „polskim germanofilem”, głosił pogląd o konieczności rozluźnienia przez Polskę sojuszu z Francją i porzucenia mrzonek o zawarciu aliansu z Wielką Brytanią. W zamian za to proponował sprzymierzenie się z III Rzeszą.
Koncepcja osi Warszawa-Berlin, jaką sformułował Władysław Studnicki mogłaby zostać uznana za rojenia umysłu „zaślepionego” germanofila i „chorego z nienawiści” rusofoba, gdyby nie fakt, że była ona zbudowana na solidnych przesłankach natury geopolitycznej.
Nie było jego winą, że decydenci w Berlinie i Warszawie nie byli w stanie dostrzec, jak wielkie korzyści mogła ona przynieść dla – tak hołubionej w dniu dzisiejszym – idei zjednoczenia Europy. Stało się jednak inaczej: Europa na blisko sześć lat pogrążyła się w odmętach wyniszczającej wojny, której rezultat dziwnym trafem prawidłowo określił nie kto inny, jak kanclerz Niemiec Adolf Hitler, który podczas rozmowy z szefem polskiego MSZ Józefem Beckiem, jaka odbyła się w Berlinie w połowie 1935 r. (a więc niedługo po śmierci Marszałka Józefa Piłsudskiego) wygłosił następującą uwagę: „[…] ktokolwiek by wygrał następną wojnę, będzie zniszczony na równi ze swym przeciwnikiem, a prawdziwie wygrywającym będzie bolszewizm”.
Jeżeli przyjmiemy, że wygrywającym „w następnej wojnie” do 1941 roku były Niemcy a zniszczonym przeciwnikiem, którego pokonanie umożliwiło „uwerturę” do uzyskania militarnej hegemonii w Europie była Polska to rzeczywiście jedynym zwycięzcą w momencie totalnej klęski III Rzeszy w 1945 roku był „uniwersalny” system komunistyczny na czele z jego głównym „menadżerem”, czyli ZSRR.
Chociaż Polska ostatecznie „wygrała” II wojnę światową dzięki „braterskiej pomocy” udzielonej jej przez ZSRR, to została tak samo, jak Rzesza dosłownie zrównana z ziemią. Trudno bowiem nie zgodzić się z opinią, że wynik II wojny światowej był bardzo podobny tak dla Polski, jak i dla Niemiec: obydwa te państwa obok ogromnych strat „materiałowych” poniosły straszliwe ofiary w zasobach ludzkich, obydwa utraciły bezpowrotnie swoje „kresy wschodnie”, oba utraciły swoją suwerenność, której niewielką – jak do tej pory – cząstkę odzyskały dopiero pół wieku później.
Czy wspólna historia Polski i Niemiec mogła potoczyć się inaczej? Czy państwa te naprawdę nie miały innego wyjścia jak zwrócić się przeciw sobie we wrześniu 1939 roku? Czy ta „bratobójcza” wojna była możliwa do uniknięcia?
Tekst pochodzi z portalu Geopolityka.net




Komentarze
Pokaż komentarze (5)