Głos Orientu
Czytam i pisze o Bliskim Wschodzie. Ciągle badam, poznaje i fascynuję się tym niesamowitym regionem świata.
0 obserwujących
11 notek
5409 odsłon
  36   0

Izrael obawia się egipskiej pomocy w Gazie

Ostatnia odsłona konfliktu izraelsko-palestyńskiego, który po raz kolejny przybrał formę wymiany rakietowej między IDF a Hamasem, elektryzował media na całym świecie przez kilka tygodni. Nic dziwnego, że największe światowe agencje informacyjne zainteresowały się wydarzeniami w Izraelu. Zmasowana wymiana rakietowa między dwoma podmiotami systemu bezpieczeństwa międzynarodowego nie jest czymś częstym i powtarzalnym, pomijając oczywiście Bliski Wschód. Aby nie rozwodzić się nad szczegółami najnowszej eskalacji konfliktu, która była już wielokrotnie opisywana wspomnę tylko, że wyróżniał ją fakt ilości i jakości wystrzelonych rakiet - jakiej nie byłby one konstrukcji. Ze Strefy Gazy odpalono ich ponad 4 ty., a niektóre z nich były w stanie dosięgnąć nawet Tel Awiwu, co jest ogromnym sukcesem technologicznym Hamasu. Nie mniej niniejszy artykuł nie jest poświęcony na opisanie tego konfliktu, lecz innego aktora, który odegrał w nim znaczącą rolę.

Egipt, bo o to państwo chodzi, odegrał rolę jako mediator między zwaśnionymi stronami. Co ważniejsze odegrał ją skutecznie. Oczywiście w całym tym zamieszaniu nie należy pomijać znaczenia administracji USA, która proponowała Egiptowi, aby ten mediował podczas rozmów o zawieszeniu broni. Istotne jest jednak to, że decydenci w Kairze odnieśli duży sukces wizerunkowy. Po pierwsze przedstawili się, jako strona zabiegająca o wdrażanie rozwiązań pokojowych w tym regionie, a po drugie dali sygnał, że Egipt jest gotowy do odgrywania poważnej roli w bliskowschodnim układzie sił.

Ponadto prezydent Sisi kontynuuje swoją soft powerową ofensywę w regionie. Można to zauważyć na przykładzie deklaracji pomocy przy obudowie części zniszczonej podczas izraelskich bombardowań infrastruktury w Strefie Gazy.

I tu pojawia się problem. Władze państwa żydowskiego nie chcą, aby ze wschodu do Gazy docierały jakiekolwiek dostawy. Izraelczycy tłumaczą to tym, iż towary dostarczane Palestyńczykom mogą zostać wykorzystane do odbudowy np. bloków mieszkalnych lub, co budzi obawy izraelskich polityków do konstruowania różnego rodzaju bomb, rakiet, ładunków wybuchowych tzw. IED. Nie jest tajemnicą, że prosty ładunek wybuchowy można skonstruować, robią zakupy w sklepie ogrodniczym.

Ważnym powodem, dlaczego Izrael nie chce, aby towary, z których można robić broń, dostały się w ręce Hamasu, jest skrócenie czasu ,,regeneracji" tej islamistycznej organizacji. Izraelska operacja w strefie Gazy wpisuje się w tzw. politykę strzyżenia trawnika, która polega na wyeliminowaniu jak największych zasobów Hamasu, czy to sprzętowych, czy osobowych, aby ten przez najbliższe kilka lat nie mógł zagrażać Izraelowi. I jakby brutalnie to nie brzmiało, to fakty są takie, że tego typu operacje prowadzone są w pewnym cyklu.

Hamas rośnie w siłę, zbiera środki do walki i następuje eskalacja, którą z mniejszym lub większym sukcesem wygrywa IDF. Wówczas ma miejsce wspomniane wyżej koszenie trawnika, kiedy to Izrael eliminuje oficerów Hamasu, zasoby sprzętowe, ludzkie i infrastrukturę (zwłaszcza tunele pod Strefą Gazy). Po takich stratach organizacja rządząca w Gazie ma odbudowywać swój potencjał przez kilka lat, które mają być okresem wolnym od zagrożeń dla mieszkańców południowego Izraela.

Nic więc dziwnego, że Izrael sprzeciwia się dostawom na ten obszar. Tym bardziej jest to znaczące, iż Hamas podczas ostatniego otwarcia umocnił swoją pozycję wśród wielu Palestyńczyków jako ta frakcja, która walczy za ich sprawę w odróżnieniu od Fatahu ze skorumpowanym Mahmudem Abbasem na czele. A umocnienie się Hamasu na Zachodnim Brzegu Jordanu stanowiłoby bardzo duże zagrożenie m.in. dla Żydowskich Osadników zamieszkujących te terytoria.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka