Czy Donald Tusk reprezentuje Polskę dobrze? Zdecydowanie tak – mówi 98% respondentów. A może jednak nie? 86% twierdzi, że wręcz przeciwnie. Czy ktoś tu zmienił zdanie w 10 minut? A może pomylono pytania? Odpowiedź brzmi: to zależy. A dokładniej – zależy od tego, jak rozumiemy dane.
"Statystyka czy satyra? Głos ludu zderza się z logiką Bayesa"
W dniu 16 kwietnia 2025 r., między godziną 13:59 a 21:00, firma MobiWin przeprowadziła ogólnopolski sondaż SMS-owy, zadając respondentom kilka prostych pytań. Prosty był jednak tylko format – bo wyniki każą zapytać: czy odbiorca w ogóle wie, na co odpowiadał?
Statystyk patrzy i nie dowierza
Z punktu widzenia klasycznej analizy danych, sondaż wygląda jak seria niespójnych odczytów emocjonalnych. Z punktu widzenia statysty bayesowskiego – to uczta. Bo jeśli uznamy, że każda kolejna odpowiedź to nowa obserwacja aktualizująca nasze przekonania, to mamy tu przykład doskonały: priory i dane empiryczne tańczą razem jak na balu maskowym.
Najpierw dostajemy twardy przekaz: 57% Polaków chce zerowego VAT-u na żywność – to jasne, logiczne i społecznie zrozumiałe. Ale już kolejne pytania wprowadzają chaos: jedno pytanie o Donalda Tuska daje 98% poparcia, a inne – tylko 14%. Zmiana formy pytania? Zmiana grupy? Zmiana nastroju? Wszystko możliwe.
Zastosowanie reguły Bayesa sugeruje, że jeśli mamy do czynienia z jednym rozkładem opinii, to nowe dane powinny modyfikować nasze przekonania stopniowo. Ale tutaj zmiana jest tak gwałtowna, że wygląda jakbyśmy analizowali dwa równoległe wszechświaty – lub dwie bardzo różne bazy respondentów.
Politolog kręci głową
Z perspektywy politologa, taki sondaż to sygnał ostrzegawczy: mamy do czynienia albo z niejednorodną próbą, albo z narzędziem, które produkuje więcej szumu niż światła. Polaryzacja opinii, błędne interpretacje pytań, brak przejrzystości metodologicznej – to nie tylko ryzyko błędu statystycznego, ale i poważne zagrożenie dla jakości debaty publicznej.
Co więcej – pytanie o to, czy Polacy żałują, że Morawiecki nie startuje na prezydenta, pokazuje niemal idealny podział: 45% kontra 55%. Tu już mamy coś, z czego można by wyciągnąć wnioski polityczne – ale w kontekście pozostałych absurdów, trudno się nie uśmiechnąć z rezerwą.
Jeśli ten sondaż czegoś nas nauczył, to tego, że "głos ludu" brzmi czasem jak echo z kabaretu – raz TAK, raz NIE, a czasem jedno i drugie jednocześnie. Bayes by się uśmiał, Tusk by się zadumał, a Morawiecki… pewnie by nie wysłał SMS-a.
Autor tekstu oświadcza, że zamieszczony przez niego komentarz jest prywatną opinią, do której ma prawo zgodnie z art. 54 Konstytucji RP
Oprac. redaktor Gniadek
|
Przeczytaj również: |
|
|


Komentarze
Pokaż komentarze