"Droga, którą podążamy, jest ważniejsza niż cel." – to stare powiedzenie nabiera nowego znaczenia, gdy przyjrzymy się debacie o przyszłości Polski.
W ostatnich latach coraz wyraźniej zarysowują się dwie wizje kraju: jedna, rysowana przez "liberalne elity", często zarzuca "zaściankowi i ciemnogrodowi" brak otwartości na zmiany i potrzeby "edukacji". Druga strona, nierzadko utożsamiana z mieszkańcami wsi i mniejszych miejscowości, czuje się niedoceniana oraz ignorowana. Lecz czy sedno problemu leży w różnicach światopoglądowych, czy może w czymś znacznie bardziej prozaicznym, a jednocześnie fundamentalnym?
Autobusem ku Przyszłości czy samochodem w Zaścianek? Jak Transport dzieli Polskę na Dwie Wizje!
Kiedy dyskutujemy o "edukacji wsi", często pomijamy niewygodną prawdę: problem nie leży w braku chęci do rozwoju czy braku świadomości mieszkańców, lecz w braku podstawowej infrastruktury. Mówiąc wprost – chodzi o transport publiczny. Wyobraźmy sobie, że mieszkaniec niewielkiej wsi, aby dostać się do pracy, lekarza czy urzędu w pobliskim mieście, musi pokonać kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt kilometrów. Bez samochodu jest to często niemożliwe. A posiadanie samochodu to nie tylko wygoda, ale i ogromne koszty: paliwo, ubezpieczenie, naprawy, amortyzacja. Dla wielu rodzin z ograniczonym budżetem to prawdziwe finansowe brzemię.
Gdyby istniała spójna polityka transportowa, która zapewniałaby skomunikowane połączenia autobusowe na przesiadki kolejowe, sytuacja wyglądałaby diametralnie inaczej. Mieszkańcy wsi mogliby zostawić samochód pod domem i podróżować komunikacją publiczną, oszczędzając pieniądze i czas. Mieliby realny dostęp do miejsc pracy, edukacji, opieki zdrowotnej i kultury. To nie jest kwestia "oświecania" czy "edukowania" kogokolwiek, ale po prostu wyrównywania szans i zapewnienia podstawowych warunków do funkcjonowania w społeczeństwie.
Krytyka "braku świadomości" na wsi staje się pusta, gdy uświadomimy sobie nierówności strukturalne, które od lat pogłębiają podział na Polskę A i Polskę B. Inwestycje w transport publiczny to nie tylko kwestia wygody, ale strategiczny ruch, który może przynieść ogromne korzyści materialne dla milionów Polaków. Zwiększona mobilność to większe możliwości zatrudnienia, rozwój lokalnych rynków, a w konsekwencji – wzrost dobrobytu. Brak takiej polityki to z kolei koszty ukryte, ponoszone przez mieszkańców wsi w postaci wyższych wydatków na utrzymanie samochodu, ograniczonego dostępu do usług i utraty szans rozwojowych.
Wybór jest prosty: albo będziemy nadal obarczać mieszkańców wsi odpowiedzialnością za systemowe zaniedbania, albo wreszcie zrozumiemy, że prawdziwa "edukacja" zaczyna się od zapewnienia podstawowych narzędzi, takich jak… dostępny pociąg przez autobus.
Oprac. redaktor Gniadek
Fot. ilust. poznan.wyborcza.pl - Dojazd autobusem czy pociągiem to wielki problem. Pojechałem do powiatu ...




Komentarze
Pokaż komentarze (1)