„Kto sieje wiatr na trotuarze, zbiera burzę w kodeksie – granica między wygodą a cudzym życiem mierzy zaledwie szerokość krawężnika.”
W polskim krajobrazie miejskim chodnik przestał być azylem. Dla wielu kierowców stał się „pasem awaryjnym”, skrótem do celu lub darmowym parkingiem, gdzie pieszy jest jedynie intruzem, którego należy ominąć dźwiękiem klaksonu. Jednak nadchodzi moment, w którym społeczne przyzwolenie na „nadużycia niskiej szkodliwości” zderza się z radykalnym głosem tych, którzy za tę „wygodę” zapłacili najwyższą cenę. Do parlamentu może trafić projekt, który nie bierze jeńców: jazda wzdłuż po chodniku ma być karana utratą uprawnień.
Koniec „chodnikowej partyzantki”. Czy projekt zabierania prawa jazdy trafi do Sejmu.
|
Co zyskujesz po zapoznaniu się z treścią? Zrozumiesz głębsze tło konfliktu między kierowcami a pieszymi, poznasz argumenty etyczne i społeczne stojące za nowym projektem ustawy oraz dowiesz się, jak zmiana przepisów może wpłynąć na Twoje codzienne życie i poczucie bezpieczeństwa w przestrzeni publicznej. [ Polecam się i proszę o wpłaty wedle uznania na Suppi , dziękuję za Twoją wdzięczność. ] |
Z perspektywy psychologii społecznej mamy do czynienia z konfliktem terytorialnym. Samochód w naszej kulturze wciąż jest symbolem statusu i rozszerzeniem sfery prywatnej, podczas gdy chodnik to przestrzeń wspólna – a więc niczyja. To klasyczna „tragedia wspólnego pastwiska”: jednostka zagarnia przestrzeń dla własnej korzyści, niszcząc poczucie bezpieczeństwa ogółu. Rodziny osób, które zginęły pod kołami na chodnikach, używają mocnego słowa: „morderstwo”. Z punktu widzenia etyki i aksjomatów biblijnych, gdzie życie jest wartością nadrzędną, każda decyzja o wjechaniu tam, gdzie być nas nie powinno, jest świadomym wystawieniem bliźniego na próbę.
Z perspektywy socjaldemokratycznej, prawo do bezpiecznego przemieszczania się bez samochodu to fundament sprawiedliwości społecznej. Najsłabsi – dzieci, seniorzy, osoby z niepełnosprawnościami lub rodzice z wózkami – tracą dostęp do miasta, gdy chodnik staje się poligonem. Przeciwnicy projektu podniosą zapewne argument o proporcjonalności kary. Czy odebranie narzędzia pracy za przejechanie kilkunastu metrów po betonie to nie zbyt wiele?
Tu wkracza weryfikacja wiarygodności argumentów: statystyki są nieubłagane. Chodnik to jedyne miejsce, gdzie pieszy nie musi mieć „oczu dookoła głowy”, bądź może być nietrzeźwym. Jeśli złamiemy tę zasadę, niszczymy umowę społeczną. Odpowiedzialność za taką decyzję legislacyjną jest ogromna – może uratować setki osób, ale wymaga też od państwa zapewnienia infrastruktury, która nie będzie prowokować do wykroczeń.
|
|
Wprowadzenie tak restrykcyjnego prawa to nie tylko kwestia paragrafów, ale próba wymuszenia nowej hierarchii wartości. Jeśli nie potrafimy uszanować świętości chodnika z empatii, będziemy musieli robić to ze strachu przed utratą przywileju prowadzenia auta. Pytanie brzmi: czy jako społeczeństwo dorośliśmy do wolności, która nie krzywdzi drugiego człowieka?
| bezpieczeństwo | prawo jazdy | piesi | etyka | miasto |
Oprac. 11/2/2026,
redaktor Gniadek
Przeczytaj również: |
Fot. ilust. youtube.com - Jazda po chodniku znaki zabraniają C-13 C-16 - YouTube
<!> Nota: Materiał opracowano ze starannością przy użyciu językowego narzędzia generatywnego modelu w celach rozrywkowych w oparciu o dostarczone dane, choć może zawierać niezamierzone błędy np. językowe, graficzne.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)