„Nie dziedziczymy ziemi po naszych przodkach, lecz pożyczamy ją od naszych dzieci”.
W nadmorskim krajobrazie Lubiatowa-Kopalina powoli kiełkuje nowa rzeczywistość. Betonowe fundamenty pod reaktory AP1000 to nie tylko inwestycja w megawaty – to polisa ubezpieczeniowa dla kraju, który przez dekady żył w cieniu węglowego dymu. Jednak w kuluarach instytutów badawczych i w zaciszach gabinetów coraz głośniej wybrzmiewa pytanie: czy budując „dziś”, nie przegapiamy „jutra”? Tym jutrem jest tor.
Atomowe jutro: Czy polski tor to nasza energetyczna Arka Noego?
|
Co zyskujesz po lekturze:
[ Polecam się i proszę o wpłaty wedle uznania na Suppi żeby przeżyć, dziękuję za Twoją wdzięczność. ] |
Tor to pierwiastek niemal mityczny. W przeciwieństwie do uranu, nie kojarzy się z zimnowojennym wyścigiem zbrojeń, lecz z obietnicą cyklu paliwowego niemal pozbawionego ciężkiego grzechu długowiecznych odpadów. Z socjologicznego punktu widzenia, przejście na energetykę torową to klasyczny przykład dylematu sprawiedliwości międzypokoleniowej. Z perspektywy aksjomatów moralnych, mamy obowiązek dążyć do technologii, która w najmniejszym stopniu obciąża środowisko – to nowoczesne ujęcie biblijnego „czynienia sobie ziemi poddaną”, nie jako eksploatacji, lecz jako mądrego szafarstwa.
Patrząc przez pryzmat socjaldemokratycznej wizji państwa, tor oferuje coś bezcennego: demokratyzację bezpieczeństwa. Jest go więcej, jest powszechniejszy, a jego eksploatacja nie wymaga tworzenia globalnych, niebezpiecznych monopoli. Jednak odpowiedzialność polityczna to także sztuka ważenia prawdopodobieństw. Tu właśnie wkracza chłodna logika: jakie jest prawdopodobieństwo, że technologia, która nie ma jeszcze komercyjnych referencji, udźwignie ciężar polskiej transformacji w terminie?
Dziś wiemy, że uran jest „pewniakiem”. Tor to „opcja z wysoką premią”. Jako społeczeństwo musimy zdecydować, czy stać nas na prowadzenie dwóch równoległych procesów. To nie jest tylko kwestia miliardów złotych (choć liczby 15 czy 30 miliardów robią wrażenie). To kwestia psychologii społecznej – czy jako naród jesteśmy gotowi na długofalowy projekt badawczy, którego owoce zbierze dopiero pokolenie dzisiejszych przedszkolaków?
Decyzja o wejściu w program „Thorium-PL” nie może być aktem wiary. Musi być wynikiem ciągłej aktualizacji naszej wiedzy. Jeśli demonstratory w Indiach czy Chinach odniosą sukces, nasze „prawdopodobieństwo sukcesu” rośnie. Ale jeśli dziś zrezygnujemy z klasycznego atomu na rzecz marzeń o torze, ryzykujemy energetyczny paraliż.
Prawdziwa odpowiedzialność polega na budowaniu solidnego fundamentu (reaktory PWR), przy jednoczesnym sianiu „złotego ziarna” toru w laboratoriach NCBJ. To nie jest wybór „albo-albo”. To moralny imperatyw posiadania planu B, który z czasem może stać się naszym głównym dziedzictwem.
Energetyka to nie tylko fizyka i Excel. To najwyższa forma umowy społecznej. Wybierając technologię, wybieramy model życia dla przyszłych pokoleń. Tor to szansa na atom „z ludzką twarzą” – bezpieczniejszy i czystszy – ale droga do niego wiedzie przez trudną dolinę pokory wobec ograniczeń technicznych.
| energetyka | tor | przyszłość | bezpieczeństwo | technologia | Polska |
Oprac. pre 19/2/2026,
redaktor Gniadek
Przeczytaj również: |
Fot. ilust. gov.pl - Energia jądrowa = „czysta" energia - Polski Atom - Portal Gov.pl
<!> Nota: Materiał opracowano ze starannością przy użyciu językowego narzędzia generatywnego modelu w celach rozrywkowych w oparciu o dostarczone dane, choć może zawierać niezamierzone błędy np. językowe, graficzne.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)