Pupilla Libertatis
Myślę, politykuję, rozważam, polemizuję, szukam, prowokuję, dyskutuję, dociekam, analizuję, filozofuję.
145 obserwujących
1735 notek
2202k odsłony
  332   4

Polinezyjske Proa na Pucyfiku

       Zainteresowałem się w tym roku polinezyjskimi Proa. To są takie żaglówki, które mają oś symetrii nie wzdłuż, ale w poprzek. Zainteresowałem się tym teoretycznie i chciałem przekuć to na praktykę, ale mi się nie udało. W Polsce mamy najwięcej konstruktorów i właścicieli tych egzotycznych łódek w całej Europie – i w związku z tym organizowane są coroczne zloty nad zatoką Pucką. Oni się nazywają Toliwagowie i tak pływają po Pucyfiku:


       Planowałem dwa warianty by się tam zjawić – pierwszy to moją łódką, którą w tym roku trzymałem nad Jeziorakiem w Iławie. Niestety dotarłem tylko do Elbląga i trzeba było wracać. Drugi wariant to skorzystać z łódki kolegi, takiej małej PRL-owskiej Veli – ale to też nie wyszło, bo kolega przestraszył się morza.

----------------

Jak oni cumują 2 <- poprzedni odcinek serii

----------------

       Będę próbować w przyszłym roku przypłynąć na zlot. To ważne, bo żadne tłumaczenie, ani filmiki, nie pozwalają mi zrozumieć jak tym Proa można się halsować na rzece czy w wąskich przesmykach. Podobno można i to nie techniką „trzciningu”.

       Jakieś 40 lat temu wpływaliśmy ze Śniardw na Warnołty Omegami. I tam był wtedy długi wąski przesmyk wśród trzcin. Było głębiej niż sięgały pagaje, co pozwalało płynąć z mieczem, ale nie pozwalało odpychać się pagajami od dna. No i wiało 4B w mordę. Nie dało się halsować. Nie dało się pagajować. Trzeba się było przeciągać trzcinami bez żagli! Robienie zwrotu na żaglach w trzcinach nic nie dawało! Ten kanał trzcinny miał może z 10 m szerokości. Tak na moje oko, gdyby miał 20 m, to byśmy dali radę go przehalsować na żaglach bez łapania trzcin.

       Z tego, co doświadczyłem na normalnych łódkach — które mają symetrię wzdłuż, a nie w poprzek, gdzie burty są odbiciem lustrzanym, a rufa się różni od dziobu — na nawet najmniejszej łódce kluczowe przy przechodzeniu wąskich kanałów na żaglach pod wiatr, bez wspomagania się silnikiem, pagajami, trzcinami, jest to, by na zwrocie przez sztag jak najmniej utracić prędkości. Gdy więcej stracę drogi na zwrocie, niż zyskam na halsie, to nie przejdę. A na Proa, by zrobić zwrot, trzeba się zatrzymać i zacząć płynąć w drugą stronę! No to mnie w tym zatrzymaniu zdryfuje bardziej, niż zyskam wysokości na halsie! Więc sobie nie wyobrażam tego halsowania na Proa.

       Na każdym zdolnym płynąć na żaglach pod wiatr jachcie da się przejść wąski kanał. Ale każdej konkretnej konstrukcji – i żagli, i kadłuba – tak jak można przypisać najmniejszy kąt, pod którym da radę iść pod wiatr – da się też przypisać parametr w postaci szerokości kanału, którym da radę iść pod wiatr. Każdy jacht ma tu swój limit – przy pewnej szerokości przepłynie, ale przy mniejszej nie da rady.

       Z mojej teoretycznej intuicji wynika, że Proa ma tę szerokość kanału bardzo dużą, dużo większą niż najgorsza łódka typu bermudzkiego, gaflowego, łacińskiego etc… Wąskie kanały na ocenie są tak rzadkie, że ten problem można w ogóle tam pominąć. Jak płynę 100 mil pod wiatr, a potem nawet stracę 10 mil na zwrocie, to to jest mały pikuś w żegludze oceanicznej. Ale na rzece, czy jeziorze, to ma znaczenie.

       Więc już od roku męczy mnie ta tajemnica halsowania na Proa w wąskich przesmykach. Czy na Wiśle dałoby radę? Na Narwi, Bugu czy Pisie raczej nie. Tolowagowie przekonują mnie, że dają radę przejść Przeczkę (ten przesmyk między Mikołajskim i Śniardwami) na żaglach (w tym wypadku chodzi o Kleszcze Kraba), pod wiatr, bez „trzciningu”. Nie wyobrażam tego sobie.

       Niemniej o tym Proa się teoretycznie wiele dowiedziałem. To są bardzo ciekawe i efektywne konstrukcje — nie tylko kadłubów, ale też tego żagla Kleszcze Kraba. Dziś naukowcy to badają i wychodzi, że to najbardziej efektywny kształt żagla na ocean. Bo całość jest po prostu samosterowna i to na dużej fali. A jeszcze ciekawe jest to, jak Polinezyjczycy potrafili nawigować po Pacyfiku i trafiać na wyspy odległe o setki mil. A nie umieli liczyć i nie znali kompasu! A trafiali. Ciekawe nie? Napisać o tym więcej?

Grzegorz GPS Świderski

PS1. Ten mój przypadek teoretyzowania to bardzo dobitny przykład zasady, że jak nie dotkniesz, to nie zrozumiesz. Żeglarstwa nie da się pojąć zdalnie — to trzeba poczuć wszystkimi zmysłami, szczególnie błędnikiem. Ja mam duże doświadczenie żeglarskie na łódkach różnej wielkości i na różnych akwenach śródlądowych czy morskich, obejrzałem wiele filmów z Proa, wysłuchałem wykładów współczesnych Toliwagów, a nadal tego Proa nie rozumiem. Podobnie miałem jak odkryłem Trikke Skki — obejrzałem dużo filmów, wysłuchałem wiele opowieści, ale zrozumiałem, dopiero gdy na tym zjechałem osobiście. 

PS2. Notki powiązane:

Edukacja i doświadczenia historyczne to słabość Anglosasów <- poprzednia notka

następna notka -> Koniec członka

Tagi: gps65, żeglarstwo, Proja, Pjoa, Toliwaga, Polinezja, Pacyfik, Zatoka Pucka, 

Lubię to! Skomentuj22 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości