Pupilla Libertatis
Myślę, politykuję, rozważam, polemizuję, szukam, prowokuję, dyskutuję, dociekam, analizuję, filozofuję.
144 obserwujących
1737 notek
2204k odsłony
  1285   0

Nikt nie zapewnia wolnego rynku

Wolny rynek [1] jest wtedy, gdy ktoś coś zrobi i to sprzeda innemu po obopólnie uzgodnionej cenie. Czyli jest wtedy, gdy dochodzi między ludźmi do dobrowolnych transakcji.

No ale przecież jak ktoś coś zrobi, to inny nie musi zawsze tego kupować, może sobie czasem po prostu to wziąć – gdy jest silniejszy, sprytniejszy, albo ma więcej wspólników. Ktoś musi zapewniać by wolny rynek działał, czyli by ludzie dobrowolnie handlowali, a nie zabierali sobie rzeczy siłą. Bo jak zabierają sobie siłą, to wolnego rynku nie ma.

Jak zatem zwolennicy całkowitej wolności gospodarczej chcą zabezpieczyć funkcjonowanie wolnego rynku?

To proste. Zabezpieczeniem funkcjonowania wolnego rynku zajmują się aparaty przemocy [2] – czyli firmy, które się wynajmuje po to by pilnowały by jedni drugim nie zabierali niczego siłą. No ale te firmy muszą w tym celu stosować siłę, muszą pilnować tego wolnego rynku przy użyciu przemocy. Oczywiście nie zawsze, nie cały czas – w większości konfliktów wystarcza jakiś arbitraż, albo groźba użycia przemocy. Niemniej przemoc zawsze musi być ostatecznym argumentem na złodzieja, bandytę i oszusta.

A zatem nie może istnieć wolny rynek bez aparatu przemocy. By wolny rynek działał muszą na nim działać jakieś firmy, sekty, organizacje, mafie, plemiona, stowarzyszenia, klany, kliki, systemy, rody, zmowy, czy jak je tam nazwiemy, które chronią wolności transakcji handlowych, wolności produkcji i w ogóle własności i życia ludzi. By chronić muszą stosować przemoc i groźbę jej użycia.

Gdy taki aparat ma terytorialny monopol na stosowanie przemocy, to wtedy tworzy współczesne państwo. Ale ten monopol nie jest wcale konieczny. Konieczny jest aparat, konieczna jest organizacja, by się bronić niezbędne jest stosowanie przemocy, ale monopol konieczny nie jest [3]. Potrzebujemy usług militarnych, ochroniarskich i detektywistycznych, ale nie potrzebujemy ich monopolu.

Wolny rynek działa najlepiej, gdy nie ma na nim żadnych monopoli, gdy jest konkurencja. Taka wolnorynkowa konkurencja wcale nie musi oznaczać wojny każdego z każdym - konkurencja wymusza często współpracę.

Wbrew częstym mniemaniom skrajni liberałowie, czyli libertarianie, nie chcą likwidacji aparatu przemocy, nie głosimy konieczności likwidacji takiego aparatu. My po prostu uważam, że takie aparaty mogą i powinny konkurować [4], tak jak konkurują ze sobą wszelkie inne firmy i organizacje.

No ale jak zapewnić to, by te aparaty konkurowały, a nie zmówiły się i nie podzieliły swoich wpływów terytorialnie? Wtedy na każdym terytorium powstanie monopol na stosowanie przemocy i każdy aparat będzie robił u siebie co będzie chciał, nie będzie pilnował wolnego rynku, ale będzie brał za darmo dla swoich członków to co inni zrobią, nazywając to podatkami czy daninami. No i najważniejsze: kto zapewni, by te wszystkie aparaty nie połączyły się w jeden wielki, monopolistyczny aparat obejmujący kontynent, czy nawet cały świat?

Otóż nikt nie jest w stanie zapewnić wolnej konkurencji między aparatami przemocy! Nie istnieje żaden mechanizm czy system, a tym bardziej człowiek, który by to zapewnił! Nawet Bóg nie dał takich gwarancji! Zapewnić to może tylko indywidualna niechęć każdego z nas do monopolu. Tylko nasze zamiłowanie do różnorodności może ją zapewnić.

Zupełnie podobnie nikt nie zapewnia wolnej konkurencji między na przykład producentami chleba - konkurują ze sobą bez żadnych zapewnień kogokolwiek - mają pełną swobodę by się dogadać i stworzyć jedną wielką sieć piekarni obejmujących cały świat. Ale póki co jakoś się to im nie udaje.

Organizacyjna trudność takiego przedsięwzięcia zapewnia to, że jest to bardzo trudne. Niemniej wielkie imperia obejmujące miliardy ludzi, czy obszar milionów kilometrów kwadratowych, tworzyć się udaje. Powstają też wielkie korporacje dysponujące budżetami większymi niż niejedno państwo.

Jeśli wszyscy ludzie w całej Europie, albo na całym globie, będą chcieli mieć jedną wielką piekarnię, jedną wielką korporację, albo jeden wielki aparat przemocy, to będą to mieć. Nikt nie zapewni tego, by tego nie mieli - jeśli będą chcieli to mieć, to tak się stanie. A wielu chce.

Tak się w praktyce nie dzieje tylko i wyłącznie dlatego, że jedni ludzie wolą jedną piekarnię, a inni inną, i tylko to zapewnia, że piekarnie konkurują. I dokładnie to samo jest z aparatami przemocy i wielkimi korporacjami.

Kto zatem zapewnia to, że całego świata nie opanował jeszcze jeden wielki aparat przemocy, jedna wielka korporacja, która kontroluje wszystkie inne, mimo, że wielu dąży do takich monopoli?

Moim zdaniem zapewniają to zasady naszej starej, dobrej cywilizacji łacińskiej [5], która wygrywała kiedyś konkurencję z innymi cywilizacjami dzięki wewnętrznej konkurencji aparatów przemocy i innych organizacji - a te inne cywilizacje, wtedy przegrywające, w istocie były jednym wielkim aparatem przemocy i korporacją – to się nazywało wtedy "imperium". Dziś to nazywamy "unią" [6].

Ale konkurencja cywilizacyjna wciąż trwa - współcześnie cywilizacja łacińska upada, w Europie wygrywa cywilizacja bizantyjska [7], która chce tworzyć jeden wielki aparat przemocy. Rośnie też w siłę cywilizacja chińska, która tworzy wielkie imperium od dawna. Odzyskuje też siły imperium rosyjskie, czyli cywilizacja turańska.

I nikt nie zapewni tego, że któreś imperium nie opanuje całego świata. Może opanować. By sprawić, by tak się nie stało, każdy z nas z osobna powinien wspierać różnorodność, konkurencję i nasze stare zasady cywilizacyjne – na przykład popierając libertarian [8].



Czerwone łzy <- poprzednia notka

Lubię to! Skomentuj51 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale