Pupilla Libertatis
Jestem sarmatolibertarianinem. Myślę, politykuję, rozważam, polemizuję, szukam, prowokuję, dyskutuję, dociekam, analizuję, filozofuję.
150 obserwujących
1856 notek
2372k odsłony
  705   0

Czy Adam był zygotą?

Rozważmy czy nauka Kościoła katolickiego o stworzeniu gatunku ludzkiego jest sprzeczna, czy nie, z teorią ewolucji, dobrze?

Dwie warstwy <- poprzednia część serii

No ale zanim zajmiemy się tak poważnymi sprawami powinniśmy rozważyć coś wielokroć łatwiejszego do zrozumienia.
Czy to, że Bóg stworzył każdego z nas jest sprzeczne z tym, że każdy z nas powstał poprzez zapłodnienie jajeczka naszej matki plemnikiem naszego ojca? Czy Kościół głosząc, że każdy z nas jest stworzeniem bożym przeczy biologicznemu faktowi zapłodnienia jaja plemnikiem? Czy biolodzy tłumaczący proces zapłodnienia na poziomie komórkowym przeczą teologicznej tezie, że jesteśmy dziećmi bożymi? Kto właściwie stwarza człowieka: Bóg czy ojciec z matką?
Ale może nie używajmy słowa „stworzenie”, które jest metafizyczne. Ograniczmy się do nazewnictwa przyrodniczego. Pozostańmy przy skutku i przyczynie. Ja to skutek. Czy moją przyczyną jest Bóg czy moi rodzice? Moim zdaniem nie ma sprzeczności w twierdzeniu, że jestem dzieckiem i Boga i moich rodziców. Rodzice są przyczyną mojego ciała, a Bóg mojej duszy. Nie zauważyłem, by wśród biologów czy teologów były w tych kwestiach jakieś spory czy kontrowersje.
Biologicznie stworzyli mnie rodzice poprzez swój intencjonalny akt płciowy, który wywołał samoistny proces biologiczny zwany zapłodnieniem, który mnie spowodował. Spowodował, wytworzył, wygenerował, zapoczątkował, wykreował - mniejsza z nazewnictwem. Grunt, że powstałem, zacząłem się. Jestem. Biologicznie. Ale metafizycznie stworzył mnie Bóg, bo tchnął w to moje zapoczątkowane ciało nieśmiertelną duszę.
Kto nie wierzy w tego Boga nie wierzy w tę duszę. Taki ktoś w ogóle nie rozważa kwestii metafizycznych. Mniejsza z takimi gośćmi. Może mają rację ograniczając się tylko do sfer fizycznych, a może nie. Rozważmy możliwość, że jest jakaś metafizyka, jakaś transcendencja, jakiś Bóg.
A zatem jesteśmy stworzeniami bożymi. Cokolwiek miałoby to znaczyć. Jesteśmy dziećmi Boga. Ktoś nas stworzył, zaplanował. Nie wiemy kto - to jest tajemnica wiary. Znamy tylko kilka Jego atrybutów. Nie zapłodnił, nie odbył jakiegoś nieświadomego aktu, którego jesteśmy skutkiem. Zaplanował nas i przemyślał. Był naszym kreatorem. No ale mógł się przecież posłużyć w tej kreacji biologicznym procesem zapłodnienia, nieprawdaż? Wysłał tych nieświadomych biologicznych głupków - ojca i matkę - i wymyślił jak ich mechaniczna, instynktowna żądza doprowadzi do zapłodnienia, które tworzy nowych ludzi. U zwierząt, jakimi też jesteśmy, to tylko głupie ruchy niegodne filozofa. Ale kreacyjnie są nieodzowne.
Jeśli Bóg mnie wykreował, stworzył, zaplanował proces, który zapoczątkował biologiczny akt stworzenia mnie, to niby dlaczego ten sam Bóg nie mógł tego samego zrobić z całym naszym gatunkiem? Niby dlaczego nie mógł nas zaplanować i wykreować w wyniku biologicznego procesu zwanego ewolucją?
Moim zdaniem dokładnie tak samo jak nie ma żadnej sprzeczności między twierdzeniem, że jestem dzieckiem Boga i jednocześnie dzieckiem moich rodziców, tak samo nie ma sprzeczności między tezą, że przyczyną ludzkości, a zatem całego gatunku ludzkiego, jest jednocześnie Bóg i jednocześnie biologiczne procesy. Jeśli moją przyczyną może być Bóg i procesy biologiczne, to dlaczego nie może być tak samo z pierwszym człowiekiem, czyli pierwszym przedstawicielem naszego gatunku? Niby dlaczego to, że Bóg jest jego przyczyną wyklucza to, że powstał na skutek procesów biologicznych?
Dlaczego coś co nie jest kontrowersją w moim przypadku miałoby być kontrowersją w przypadku pierwszego człowieka? Jeśli Bóg może być moją przyczyną, to dlaczego nie mógłby być przyczyną pierwszego człowieka? Jeśli ja począłem się w wyniku procesów biologicznych, to dlaczego pierwszy człowiek nie mógłby też począć się w wyniku procesów biologicznych?
I ja i pierwszy człowiek zostaliśmy stworzeni przez Boga. Ja powstałem w wyniku połączenia plemnika z jajeczkiem, a zatem powstałem na skutek samoistnych procesów biologicznych zwanych zapłodnieniem. Przed zapłodnieniem mnie nie było - po zapłodnieniu zaistniałem. To, że powstałem w wyniku samoistnych mechanizmów biologicznych nie jest sprzeczne z tezą, że mnie stworzył Bóg. Dlaczego więc stworzenie przez Boga pierwszego człowieka miało by być sprzeczne z tezą, że zaistniał on na skutek samoistnych procesów biologicznych zwanych ewolucją?
Tchnięcie duszy człowieka w jego biologiczne ciało, to jest metafizyczna tajemnica. Nie wiadomo jak to się dzieje i czy w ogóle się dzieje. Ale wierzymy, że to się dzieje, bo czujemy, że tę duszę mamy. W każdym razie ja duszę mam - a co do Waszej już takiej pewności nie mam. Ja świadomość mam. To jest ta moja tajemnica. Być może to jest Tajemnica wiary. Tak samo jak wierzę w Boga, tak i wierzę w Was. Jeśli Wy jesteście to i jest Bóg.
Nijak w tym moim stwierdzeniu nie rozwikłałem Tajemnicy. Twierdzę, że nie jest wykluczone, że pierwszy człowiek powstał w wyniku zapłodnienia jajeczka plemnikiem. To twierdzenie nie wyjaśnia tajemnicy powstania życia i ludzi. To twierdzenie przeciwne, a zatem teza, że niemożliwe jest by pierwszy człowiek zaistniał w wyniku biologicznego zapłodnienia jest prymitywną, nienaukową, niekatolicką próbą uchwycenia Transcendencji. Niewiara w zapłodnienie to niewiara w Boga.
Jezus Chrystus, Bóg wcielony, przeszedł wszystkie fazy rozwoju człowieka - od zapłodnionej komórki, przez embrion, niemowlaka, dziecko, aż po człowieka dorosłego. To silna informacja od Boga, że wszyscy ludzie przeszli te fazy. Bo gdyby to nie było ważne, to Bóg wcieliłby się od razu w człowieka dorosłego. Twierdzenie jakoby pierwszy człowiek nie przechodził fazy prenatalnej jest moim zdaniem nie tylko głupie z punktu widzenia nauk przyrodniczych, ale też głupie z punktu widzenia teologii. Bo istotą człowieka nie jest ciało. Naszą istotą jest nasza dusza.
Bóg jest przyczyną naszego zaistnienia. Każdego z nas. Co nie przeczy temu, że poczęliśmy się w wyniku procesu biologicznego zwanego zapłodnieniem. To niby dlaczego to, że Bóg jest przyczyną całej ludzkości miałoby przeczyć biologicznemu procesowi zwanego ewolucją?
Stworzenie mnie przez Boga to proces metafizyczny. Tego nauka przyrodnicza nie bada. Ona tylko stwierdza, że począłem się w wyniku zapłodnienia. Proces biologicznego zapłodnienia, dzięki któremu powstałem, nie stoi w sprzeczności z metafizycznym wykreowaniem mnie przez Boga. To niby dlaczego metafizyczna kreacja całej ludzkości przez Boga miałaby być sprzeczna z biologicznym mechanizmem ewolucji odkrywanym przez nauki przyrodnicze?
Teoria jakoby pierwsi ludzie nie przechodzili w swoim życiu fazy prenatalnej jest moim zadaniem teorią prymitywną i głupią. Twierdzenie jakoby niemożliwe było to, by Adam i Ewa, czyli pierwsi ludzie, nie byli w swoim życiu zygotami jest głupie. A fazę niemowlęcą przechodzili? Ssali pierś matki? Kto temu przeczy, przeczy człowieczeństwu ludzi w ogóle. Człowiek, który nie był zygotą, nie ssał mleka (choćby ze smoczka i butelki) nie jest w pełni człowiekiem. Ktoś taki nie może być naszym przodkiem, tak jak nie może być naszym Zbawicielem.
Jakie odkrycia, czy to biologiczne, paleontologiczne, historyczne czy teologiczne, świadczą o tym, że na pewno istnieli na świecie ludzie, którzy nie przechodzili w swoim życiu fazy prenatalnej? Jakie odkrycia metafizyczne o tym świadczą? Nie znam, nie widzę, proszę o oświecenie.
Moim zdaniem Adam był zygotą. I to ten, kto twierdzi, że nie był, musi to solidnie udowodnić. Albo empirycznie, albo teologicznie. Bez tego dowodu wystarczy mi wiara. Moim zdaniem każdy z nas był zygotą. Jeśli Adam, pierwszy człowiek, nie był, to nie jesteśmy ludźmi, tylko jakimiś cyborgami. Odrzucam tę wiarę jako niekatolicką.
 
Grzegorz GPS Świderski

następna część serii -> Logika to naukowe czary

Pobicie posła Wiplera <- poprzednia notka

 

Lubię to! Skomentuj29 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo