Pupilla Libertatis
Jestem sarmatolibertarianinem. Myślę, politykuję, rozważam, polemizuję, szukam, prowokuję, dyskutuję, dociekam, analizuję, filozofuję.
150 obserwujących
1838 notek
2347k odsłon
  356   0

Spór tromtadracji z ironią

To co cytuję na końcu tej notki to są głosy z przeszłości, które świetnie się wpisują w dzisiejszy spór polityczny. My, Polacy, tak mamy. Jeden zdradza, drugi wpada w bogoojczyźniany patos, a trzeci wyśmiewa. Polacy, Żydzi, Litwini - wszystko jedno, wszystko to tacy sami nasi rodacy - Polacy wyższego piętra - mieszkańcy Rzeczpospolitej.
My, Polacy, mamy duży uraz historyczny, bo straciliśmy organizację, która chroniła naszych swobód, naszych wolności, naszej własności. Zwała się ona Rzeczpospolitą. Utraciliśmy ją i nigdy nie odzyskaliśmy. Utraciliśmy na skutek zdrady. Mieliśmy za słaby kontrwywiad. I ciągle nie możemy jej odzyskać, bo ciągle otaczamy się zdrajcami. Tymi, którzy służą obcym ideom. Socjalizmowi, komunizmowi, narodowemu socjalizmowi, socjalistycznej demokracji, kapitalizmowi kompradorskiemu etc… Dlatego jesteśmy tak bardzo czuli na tym punkcie. Na punkcie zdrady. W temacie służeniu obcym cywilizacjom, kulturom, państwom.
Największa, najpoważniejsza, najbardziej masowa i destrukcyjna zdrada Polski odbyła się po II wojnie światowej, gdy Polskę opanowali sowieci, a wielu mieszkańców Polski zaczęło im służyć. Ci zdrajcy żyją do dziś. Dzieci tych zdrajców do dziś chwalą swoich rodziców za zdradę, a służbę komunizmowi, a potem socjalizmowi, narzuconym nam przez sowietów, traktują jako jakieś zasługi. A to jest po prostu zwykła, parszywa zdrada, to współudział w morderstwach i grabieży dokonanych przez okupanta. Komuniści, członkowie PPR, PPS, ZSL, PZPR i ich następców prawnych PSL i SLD to po prostu zdrajcy i kontynuatorzy  zdrajców. To najgorszy sort Polaków. Ci zdrajcy wciąż mają silny wpływ na media, na politykę, na kulturę.
A my po prostu potrzebujemy wolności. Tej zwykłej, normalnej, staropolskiej, polegającej na tym, że można robić co się chce, gdzie się chce, wozić co się chce, mówić co się chce, posiadać co się chce. I nie szkodzić innym, nie ograniczać takiej samej ich wolności. Ale taka wolność sama się nie staje - trzeba ją wywalczyć a potem jej bronić z bronią w ręku. I wtedy zdrajcy przeszkadzają. Bo wojna to informacja. Wojna to propaganda. Zanim zacznie się naparzanka trwa intensywna gra wywiadów. Straciliśmy Polskę, bo przegraliśmy wojnę wywiadowczą. Zawiódł kontrwywiad. Nie rozpoznaliśmy zdrajców. Zdrajcy wygrali. I do dziś pultamy się w sporze tromtadracji z ironią, na której wciąż zdrajcy zyskują.
Tak pewien dawny zwolennik obecnej władzy, oceniłby Komitet Obrony Demokracji słowami bohatera swojego utworu:

Warchoły, to wy! - Wy, co liżecie obcych wrogów podłoże, czołgacie się u obcych rządów i całujecie najeźdźcom łapy, uznając w nich prawowitych wam królów. Wy hołota, którzy nie czuliście dumy nigdy, chyba wobec biedy i nędzy, której nieszczęście potrącaliście sytym brzuchem bezczelników i pięścią sługi. Wy lokaje i fagasy cudzego pyszalstwa, którzy wyciągacie dłoń chciwą po pieniądze - po łupież pieniężną, zdartą z tej ziemi, której złoto i miód należy jej samej i nie wolno ich grabić. Warchoły, to wy, co się nie czujecie Polską i żywym poddaństwa i niewoli protestem. Wy sługi! Drżyjcie, bo wy będziecie nasze sługi i wy będziecie psy, zaprzęgnięte do naszego rydwanu, i zginiecie! I pokryje waszą podłość NIEPAMIĘĆ!

A tak odpowiedziałby mu zwolennik poprzedniej władzy, który dziś nosiłby na pochodach KOD-u koszulkę z napisem: „jestem gorszego sortu”:

Ledwo słoneczko uderzy
W okno złocistym promykiem,
Budzę się hoży i świeży
Z antypaństwowym okrzykiem.
 
Zanurzam się aż po uszy
W miłej moralnej zgniliźnie
I najserdeczniej uwłaczam
Bogu, ludzkości, ojczyźnie.
 
Komunizuję godzinkę,
Zatruwam ducha, a później
Albo szkaluję troszeczkę,
Albo, gdy święto jest, bluźnię
 
Zaśmiecam język z lubością,
Znieprawiam, do złego kuszę,
Zakusy mam bolszewickie
I sączę jad w młode dusze.
 
Czasem mnie wujcio odwiedza,
Miły, niechlujny staruszek,
Czytamy sobie, czytamy
Talmudzik, Szulchan-Aruszek.
 
Z wujciem, jewrejem brodatym,
Emisariuszem sowietów,
Śpiewamy pierwszą brygadę,
Chodzimy do kabaretów.
 
Od oficerów znajomych
Wyłudzam w czasie kolacji
Sekrecik jakiś sztabowy
Lub planik mobilizacji.
 
Często mam misje specjalne
To w Druskiennikach, to w Kielcach
I wywrotowców werbuję
Na rozkaz Moskwy do Strzelca.
 
Do domu wracam pogodny,
Lekki jak mała ptaszyna,
W cichym mieszkaniu na Chłodnej,
Czeka drukarska maszyna.
 
Odbijam sobie, odbijam
Zielone dolarki śliczne,
Komunistyczną bibułę,
Broszurki pornograficzne.
 
A potem mała orgijka
W ramionach płomiennej Chajki!
(Mam w domu taką sadystkę
Z odsskiej czerezwyczajki.)
 
I choć mam milion rozkoszy
Od Chajki krwawej i ryżej,
To ciężko mi! Nie na sercu,
Lecz wprost przeciwnie i niżej.
 
Niech się ciężarem tym ze mną
Podzieli któryś z rodaków!
Mój Boże ile tam siedzi
Głupich endeckich pismaków.

Dziś zamiast rzetelnie rozliczyć się z przeszłością cały czas prowadzimy dialog na takim samym poetyckim, literackim poziomie – jeden się wścieka, drugi ironizuje. A Rzeczpospolita ciągle nie odzyskana! Ciągle nasze swobody, nasza własność i wolność nie są chronione, ciągle rządzi nami socjalistyczny zaborca.
Zagadka: kto to napisał?
Grzegorz GPS Świderski

następna notka -> Skrajny liberalizm

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale