Pupilla Libertatis
Myślę, politykuję, rozważam, polemizuję, szukam, prowokuję, dyskutuję, dociekam, analizuję, filozofuję.
136 obserwujących
1681 notek
2122k odsłony
  1355   0

Muka

      Dyskusja o klapsach najczęściej prowadzi do takich przekomarzanek:

  • Ja nigdy nie dawałam klapsów moim dzieciom i wyrosły na dobrych ludzi.
  • Dzieci, którym oszczędzono w dzieciństwie kar cielesnych, wyrastają na mięczaków, lewaków, pacyfistów i samobójców.
  • Ja często karałam swoje dzieci klapsami i wyrosły na dobrych ludzi.
  • Dzieci, które są bite, wyrastają na bandytów, narkomanów, złodziei lub samobójców.
  • Przemoc jest nieusuwalna, więc dzieci bić trzeba, albo przynajmniej symulować bicie w postaci rytualnego, bezbolesnego dawania klapsów.
  • Generalnie klapsy są niedopuszczalne, ale czasem nie ma innego wyjścia.
  • Im mniej będzie miało dziecko stresów w dzieciństwie, tym będzie bardziej odporne na stresy, które nieuchronnie spotka w dorosłości.
  •  Im bardziej zestresujemy dziecko w trakcie wychowywania, tym bardziej je uodpornimy na stres, którym jest życie.

***

Klapsy <- poprzedni odcinek serii

następny odcinek serii -> Stresowcy vs. bezsteresowcy

***

      Wszelkie tego typu „argumenty” są bez sensu. Bo zanim zaczniemy przedstawiać argumenty dotyczące metod wychowawczych, powinniśmy się zastanowić jaki jest cel wychowania. Wszystkie cele można podzielić na dwie klasy:

  1. Podejście, które nazywam „tresurą”. Czy chodzi o to, by wytworzyć w dziecku nawyki behawioralne, odruchy warunkowe? Czy chodzi o to, by bezmyślnie wykonywało polecenia, co się potocznie nazywa „grzecznością”? Czy chodzi o to, by nie przeszkadzało rodzicom, by nie sprawiało kłopotów, by je okiełznać, stłamsić, nauczyć moresu? Czy celem wychowania jest tresura? Czy cel wychowania polega na tym, by nauczyć dziecko działania bezmyślnego, automatycznego, tak jak my zostaliśmy nauczeni? Czy celem jest to, by ta niezrozumiała, niemożliwa do wyjaśnienia „grzeczność” była bezrefleksyjnie przekazywana z pokolenia na pokolenie? Czy chodzi o to by zabić w dziecku ciekawość świata?
  2. Podejście, które nazywam „wychowaniem”. A może chodzi o to, by dziecko doprowadzić do samodzielności? Może chodzi o to, żeby dziecko zrozumiało co jest dobre, co złe, co warto robić, a czegoś nie warto, co się opłaca, a co nie, co jest bezpieczne, a co nie? Może w wychowaniu chodzi o to, by ukształtować rozum, inteligencję, wiedzę dziecka i mu wyjaśnić, wytłumaczyć, uzasadnić, jak żyć, po co żyć, co ma sens? Może celem wychowania jest to, żeby nasze dziecko poradziło sobie we wszelkich możliwych sytuacjach, a nie tylko w sytuacjach, w których my sobie poradziliśmy? Może chodzi o to by naturalną ciekawość dziecka rozwinąć?

      Moim zdaniem słuszne, właściwe, moralne, sensowne, jest tylko i wyłącznie podejście drugie. Tresura człowieka jest niemądra, nieskuteczna, głupia, niemoralna. No chyba, że chodzi o wytresowanie innego gatunku niż homo sapiens. W wychowaniu człowieka klapsy nie mają żadnego zastosowania, niczemu nie służą, niczego nie uczą. Natomiast w tresurze zwierząt, ale też ludzi, kary cielesne są dość skutecznym środkiem na zniewolenie.

      Człowiek jest zwierzęciem, ale różni się od wszystkich innych zwierząt tym, że jest zdolny do posługiwania się językiem. Język u ludzi jest głównym, najważniejszym środkiem wychowawczym. Zwierzęta ten środek stosują w bardzo ograniczonym zakresie.

      Ewolucja, i ta biologiczna, i kulturowa, polega na tym, że nasz gatunek powoli się przekształca, powoli przestaje stosować metody naturalne, instynktowne, i przechodzi na stosowanie metod cywilizacyjnych, kulturowych. Powoli, ewolucyjnie, stopniowo przestaje stosować metody zwierzęce w wychowywaniu, metody polegające na karceniu, biciu, stresowaniu i utrwalaniu wyuczonych odruchów warunkowych, a zaczyna stosować metody werbalne, polegające na tłumaczeniu, wyjaśnianiu, argumentowaniu.

      Bicie, symulowanie bicia, klapsy, policzkowanie, kopy, krzyki, presja psychiczna, przemoc, groźby, zastraszenie, siła fizyczna, etc. to metody, które będą zawsze skuteczne u ludzi, bo jesteśmy też zwierzętami. Tego nie unikniemy. Ale to metody walki, obrony, metody radzenia sobie z wrogami, kimś, kto nam zagraża, kto nas atakuje, chce nas zniewolić, okraść, zabić, oszukać.

      Ale nasze dzieci nie są naszymi wrogami. I my nie jesteśmy ich wrogami. I nie powinniśmy się na ich wrogów kreować. Dzieci powinniśmy wychowywać pokojowo, bezstresowo, przyjaźnie. Uczyć - nie bić. Tłumaczyć - nie stresować. Wyjaśniać - nie tresować.

      Niektórzy krytykują „wychowanie bezstresowe”. Słusznie krytykują rozumiejąc to jako brak wychowania. Ale możemy to potraktować dosłownie, czyli uznać, że chodzi o wychowanie, które powoduje, że dzieciństwo przeżyjemy bez doznawania stresów. A zatem rodzice odseparują dziecko od realnego świata pełnego niebezpieczeństw. To jest jakoby złe, bo takie dziecko nagle z sielanki dzieciństwa w sterylnej bańce wkroczy w brutalny świat pełen zła i brudu.

Lubię to! Skomentuj57 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo