Tak się dzieje, nie dlatego, że polscy politycy mają identyczne charaktery. Tak jest, bo taki model wymusza sam ustrój III RP, a szczególnie ordynacja proporcjonalna oparta na listach układanych przez prezesa. W takim systemie wódz nie musi liczyć się z ludźmi na dole. Wystarczy, że kontroluje listy. A kto kontroluje listy, ten kontroluje kariery, mandaty, pieniądze i polityczne życie swoich podwładnych. Dlatego otacza się nie ludźmi samodzielnymi, tylko BMW.
To jest model odwrotny niż w systemach anglosaskich. W JOW-ach polityk ma własną bazę siły, bo ma własny okręg i własnych wyborców. Nie jest tylko pionkiem przestawianym z gabinetu centrali partyjnej. Im bardziej liczy się w swoim okręgu, tym bardziej centrala musi liczyć się z nim.
W Polsce jest odwrotnie. Im bardziej działacz staje się samodzielny, rozpoznawalny i politycznie znaczący, tym bardziej staje się groźny dla wodza. Bo zaczyna mieć własne zaplecze, własny rozum, własne ambicje i własną zdolność stawiania warunków. A partie wodzowskie nie po to hodują kadry, żeby potem tolerować ludzi, którzy zaczynają stać na własnych nogach. Dlatego takich ludzi się marginalizuje, wycina albo wyrzuca.
Przypadek trzech Wolnościowców (Kulesza, Dziambor, Sosnierz), Korwina, a dziś Eway Zajączkowskiej jest tego najbardziej dobitnym przykładem. Mentzen ich wypchnął, bo byli dla niego zagrożeniem. To nie jest wina jakiegoś jego charakteru, zaborczości czy wygórowanego ego — to wymusza system, premiując lidera, który czyści przedpole i nie toleruje zbyt silnych osobowości obok siebie.
Podobnie było w PO i PiS. Płażyński co prawda zginął w zamachu smoleńskim, ale Olechowskiego Tusk wygryzł. A potem Rokitę. A Kaczyński trzeciego bliźniaka Dorna. I takie wygryzanie jest nagminne, bo wymusza to kodeks wyborczy i system parlamentarno-gabinetowy.
To powoduje, że partie są wodzowskie, sprawnie zarządzane silną ręką, ale państwo jest słabe. Wodzowie sprawnie wygryzają swoich ideowych braci, ale ścierając się ze sobą, budują państwo z dykty, wymuszając idiotyczne walki plemienne oparte nie na merytoryce, ale sporach personalnych.
Dokładnie tak samo ten sam system wymusza dryf ku centrum. Nie tylko marketingowy, ale z czasem także ideowy. Nowa Nadzieja idzie drogą PO nie dlatego, że nagle odkryła urok miałkiego centryzmu. Idzie tą drogą dlatego, że każda partia, która chce wyjść z doliny śmierci i dojść do władzy w tym systemie, zaczyna mówić coraz bardziej jak miękka, wygładzona wersja starego establishmentu. Najpierw zmienia język, potem zmienia akcenty, potem zmienia ludzi. A na końcu zmienia się w kolejną odmianę tego, co zwykle — kolejnej wersji socjaldemokracji.
Jeśli Mentzen kiedyś dojdzie do władzy, to nie obali tego mechanizmu. On się w nim urządzi, zgodnie z powiedzeniem Kisiela, że najgorsze nie jest to, że jesteśmy w czarnej dupie, ale to, że zaczęliśmy się w niej urządzać. I będzie — tak samo jak wszyscy przed nim — utrwalał socjalizm, tylko pod nowym szyldem, z młodszą twarzą i bardziej memicznym marketingiem.
__________________
Tusk jest nagi! Trzyma w tajemnicy to, co każde dziecko widzi! <- poprzednia notka
następna notka ->
__________________
Tagi: GPS65, wódz, partie, polityka.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)