Grzegorz Świderski Grzegorz Świderski
61
BLOG

Polityka to bagno. Pilot serii.

Grzegorz Świderski Grzegorz Świderski Polityka Obserwuj notkę 3
O tym, dlaczego Sławomir Mentzen tonie w bagnie.

  Polityka to bagno, bo politycy od wszech czasów lubią się w nim taplać. Polityka staje się bagnem wtedy, gdy organizacja przestaje działać jak dobrze zorganizowana instytucja, a zaczyna działać jak dwory, frakcje, koterie i prywatne folwarki. Gdy ważniejsza od procedur jest lojalności. Gdy ważniejsze od dokumentów są plotki. Gdy ważniejsze od odpowiedzialności jest to, kto ma dostęp do wodza. Czyli zawsze.

  Chcę w tej serii opisać kilka afer w środowisku wolnościowców, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak osobne historie. Jedna dotyczy sprawozdań finansowych. Druga prawyborów. Trzecia walki o miejsca na listach. Czwarta starych rozłamów UPR i KNP. Piąta sekretariatów, asystentów i ludzi od dostępu. Jednak im dłużej się temu przyglądać, tym wyraźniej widać, że to nie są przypadkowe awarie. To są objawy tego samego typu choroby organizacyjnej.

Afera sprawozdaniowa

  Pierwszy przykład jest najbardziej przyziemny, a przez to najbardziej kompromitujący: sprawozdania finansowe.

  Konfederacja spóźniła się ze sprawozdaniem po wyborach do Parlamentu Europejskiego. Chodziło o jednodniowe spóźnienie, ale skutek jest wielomilionowy: utrata dotacji, utrata subwencji, spór z PKW, sądy, ryzyko zwrotu środków, a w najczarniejszym scenariuszu nawet paraliż finansowy partii.

  Potem podobny problem pojawił się w Nowej Nadziei. Sprawozdanie partii również miało nie zostać złożone w terminie, co doprowadziło do wykreślenia jej z rejestru partii politycznych. I w tym momencie przestajemy mówić o jednorazowej wpadce. Jedno spóźnienie może być błędem. Dwa podobne spóźnienia po wcześniejszym ostrzeżeniu to już system. Dokonał tego ten sam skarbnik pod nadzorem tego samego prezesa.

  Tu bagno ma postać kalendarza, ePUAP-u, braku buforów i braku odpowiedzialności. Partie wolnościowe chcą rządzić państwem, ale potrafią przegrać z terminem, formularzem i brakiem procedury awaryjnej.

Prawybory Nowej Nadziei

  Drugi duży blok to prawybory Nowej Nadziei dotyczące jedynek na listach. Raport Dobromira Sośnierza opisuje cały katalog nieprawidłowości: możliwość wielokrotnego głosowania, niejasne terminy wpłat, przedłużanie rejestracji, wydawanie kart przed czasem, imprezy powiązane z uczestnictwem w prawyborach, chaos w Legnicy i spory o to, kto realnie kontrolował komisje.

  To jest modelowy przykład mętnej wody. Z zewnątrz wygląda to jak procedura: regulamin, komisje, głosowanie, wyniki. Jednak gdy zajrzeć do środka, pojawia się pytanie, czy procedura rozstrzygała spór, czy tylko nadawała pozór legalności decyzji politycznej podjętej wcześniej.

  Jeśli nie wiadomo, kto był uprawniony do głosowania, kiedy zamykała się rejestracja, czy karta została wydana przed czasem i kto kontrolował komisję, to nie mamy wyborów. Mamy ich fasadę, pod którą jest bagno.

Prawybory prezydenckie w Konfederacji

  Jeszcze wcześniejszy przykład to prawybory prezydenckie w Konfederacji. W najbardziej solidnym opisie tego przez Dobromira Sośnierza pojawia się opowieść o tym, jak publiczna obietnica wspólnej gry miała przegrać z frakcyjną kalkulacją. Zamiast poprzeć najsilniejszego kandydata własnego środowiska, część liderów miała grać przeciw niemu, bo zaczął wyrastać na zbyt poważnego konkurenta.

  To jest inny rodzaj bagna: procedura istnieje, ale lojalność wobec wyniku przegrywa z lojalnością wobec układu. Wyborca czy działacz słyszy: gramy razem. Zaplecze robi: gramy tak, żeby nikt nie urósł za bardzo.

Stare afery UPR i KNP

  Książka Marcina Kąckiego pokazuje, że to nie zaczęło się wczoraj. Historia UPR, KNP i kolejnych partyjnych mutacji Korwina to w dużej mierze historia powtarzającego się cyklu: lider przyciąga ludzi, struktury próbują go ograniczyć, ktoś chce ratować partię przed własnym liderem, wybucha konflikt, pojawia się nowa nazwa, nowy statut, nowy sąd, nowa awantura.

  Mamy próby wyrzucenia Korwina z własnych partii. Mamy konwentykl, czyli wąskie ciało decydujące o życiu partii. Mamy długi, komorników, zaległości za czynsz, prąd i telefon. Mamy statuty tak skomplikowane, że gubią się w nich sądy. Mamy wojnę o nazwę KORWiN, bo najpierw ogłoszono szyld, a dopiero potem zaczęto go zabezpieczać formalnie. Mamy partię, która głosi kult odpowiedzialności jednostki, ale sama nie potrafi utrzymać odpowiedzialnej organizacji.

  To jest bardzo ważne, bo pokazuje ciągłość. Dzisiejsze afery nie spadły z nieba. One wyrastają z kultury politycznej wypracowanej przez politycznych wolnościowców, kultury bagna, plotek, mętnej wody i infantylnych gierek. Korwin je wygrywał, bo umiał okupować swój gabinet, trzy dni sikając do doniczek.

Sekretariat jako filtr władzy

  Osobny wątek to ludzie od dostępu: sekretarki, asystenci, dyrektorzy biur, administratorzy grup, osoby od kalendarza, dokumentów i telefonów. Formalnie są nisko. Faktycznie często stoją przy zaworze informacji.

  Sekretarka w polityce nie jest osobą od kawy. Jest interfejsem wodza ze światem. Wie, kto dzwonił. Wie, kogo nie połączyć. Wie, jaki dokument leży na biurku. Wie, które ostrzeżenie do lidera dotrze, a które utknie po drodze. W organizacji wodzowskiej taka osoba może mieć większy realny wpływ niż członek rady, który formalnie ma stanowisko, ale nie ma dostępu.

  I znów: problemem nie jest płeć ani funkcja. Problemem jest brak procedur. Jeśli dostęp do lidera zależy od nieformalnego filtra, to organizacja nie ma systemu nerwowego. Ma plotki, blokady i prywatne bramki.

Skąd się bierze bagno?

  W tych historiach powtarza się kilka przyczyn.

  Pierwsza to partactwo organizacyjne. Brak kalendarzy krytycznych, brak kontroli, brak planu B, C i D, brak ludzi, którzy sprawdzają najważniejsze procesy. W polityce można przegrać nie tylko przez złą ideę, ale przez brak podpisu, termin, protokół albo formularz.

  Druga to wodzowski model partii. Gdy wszystko kręci się wokół lidera, rośnie władza tych, którzy kontrolują dostęp do lidera. Rośnie też pokusa, żeby ukrywać przed nim złe informacje, filtrować rzeczywistość i drukować mu osobne pisemko, żeby był w humorku.

  Trzecia to brak transparentności. Nie wiadomo, kto podjął decyzję. Nie wiadomo, kto odpowiadał za błąd. Nie wiadomo, jaka była procedura. Nie wiadomo, czy ktoś został zawieszony, wyrzucony, czy tylko tak powiedziano komuś na Telegramie. Tam, gdzie nie ma dokumentu, natychmiast pojawia się plotka.

  Czwarta to frakcyjność. Procedury przestają służyć rozstrzyganiu sporów, a zaczynają służyć wycinaniu przeciwników. Prawybory, sądy partyjne, komisje, statuty i listy wyborcze stają się bronią w nieformalnej wojnie wewnętrznej. Tworzą bagno.

  Piąta to karanie tych, którzy wskazują błędy i konstruktywnie krytykują. Organizacja naprawdę zaczyna gnić wtedy, gdy większym problemem staje się ten, kto opisuje błąd, niż ten, kto błąd popełnił.

Co z tym zrobić?

  Moja rada jest prosta i nudna, czyli dokładnie taka, jakiej polityka najbardziej potrzebuje.

  Po pierwsze: transparentność. Każda ważna decyzja musi mieć dokument, datę, autora, podstawę i ścieżkę odwoławczą. Nie może być tak, że ludzie dowiadują się po pół roku, że rzekomo zostali zawieszeni albo że liderzy dowiadują się o spóźnieniu sprawozdania dopiero po decyzji PKW.

  Po drugie: procedury krytyczne. Sprawozdania finansowe, rejestracja partii, prawybory, listy wyborcze, dostęp do kont i komunikacji powinny mieć właściciela, zastępcę, checklistę, termin wewnętrzny wcześniejszy niż termin ustawowy i plan awaryjny.

  Po trzecie: niezależny audyt. Komisja wyborcza w partii nie może być kontrolowana przez stronę sporu. Osoba odpowiedzialna za finanse nie może sama siebie sprawdzać. Lider nie może powoływać kontrolerów, którzy mają kontrolować lidera.

  Po czwarte: jawny obieg informacji. Jeśli członek partii zgłasza poważny problem, powinien istnieć formalny kanał eskalacji. Nie przez znajomości, nie przez sekretariat, nie przez łaskę dostępu do prezesa, tylko przez procedurę.

  Po piąte: ochrona konstruktywnych krytyków. Kto ujawnia błąd, nie może być automatycznie traktowany jak zdrajca. W zdrowej organizacji człowiek, który ostrzega przed katastrofą, jest bezpiecznikiem. W chorej organizacji jest pierwszy do odstrzału.

  Po szóste: mniej kultu lidera, więcej organizacji. Lider może przyciągać ludzi, ale instytucja musi przeżyć jego humor, ambicje, błędy, wypowiedzi i otoczenie. Jeśli partia nie potrafi istnieć bez jednego człowieka, to nie jest partią. Jest fanklubem z kontem bankowym.

O czym będzie ta seria?

  W kolejnych tekstach chcę przejść przez te afery osobno. Najpierw sprawozdania i finansowa katastrofa. Potem prawybory Nowej Nadziei. Potem wcześniejsze prawybory prezydenckie w Konfederacji. Potem stare historie UPR i KNP, bo tam widać genetykę dzisiejszych problemów. Potem sekretariaty i ludzie od dostępu. Na końcu spróbuję zebrać to w jedną ocenę.

  Bagno zaczyna się tam, gdzie zamiast dokumentów są plotki, zamiast procedur są telefony, zamiast odpowiedzialności jest lojalność, a zamiast instytucji jest wódz i ludzie od dostępu do wodza.

  Dlatego najważniejszy wniosek tej serii będzie mało efektowny, ale fundamentalny: jeśli chcemy mniej bagna w polityce, musimy wymagać jawnych procedur, twardych terminów, kontroli, audytu i prawa do zadawania niewygodnych pytań.

  Wszystko to, co opisuję, wskazuje na głęboką patologię organizacyjną wśród wolnościowców od 35 lat. I nic do dziś się nie zmienia! Ciągle wchodzimy do tej samej rzeki, zataczamy kręgi tych samych afer i patologii, kręcimy się w kółko, tworząc partackie organizacje.

  Analiza tych działań pokazuje, że zachowanie kluczowych osób jest funkcjonalnie nieodróżnialne od działań sabotażowych. Nie ma innego wyjaśnienia niż to, że służby skutecznie nas rozgrywają i rozbijają i to ciągle tymi samymi sposobami!

  Wszystkie odcinki będą do znalezienia na X pod hashtagiem: #PolitykaToBagno_GPS65

Grzegorz GPS Świderski

__________________

Upadek cywilizacji to skutek feminizmu i antykoncepcji <- poprzednia notka

na­stęp­na not­ka ->

__________________

Tagi: GPS65, Konfederacja, wolnościowcy, polityka.

Starszy Filozof Sztabowy. Paleolibertarianin. Futurysta AI. Bloger. Koder wibracyjny. Polemizuję, argumentuję, filozofuję, dyskutuję, prowokuję.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka