Grzegorz Świderski Grzegorz Świderski
187
BLOG

Czy można znormalizować stosunki z Rosją?

Grzegorz Świderski Grzegorz Świderski Polityka Obserwuj notkę 17
Stosunków z zaborczym imperium nie da się znormalizować — z Rosją, w jej obecnym kształcie, można co najwyżej tymczasowo handlować lub taktycznie rozmawiać, ale nie budować trwałego, bezpiecznego ładu dla Polski.

Imperializm jako wspólny mianownik

  W debacie o normalizacji z Rosją trzeba zacząć od prostego faktu: Trump, Netanjahu, Biden, von der Leyen, Mertz, Bushowie i Putin grają w tę samą grę — grę imperiów. Jedni robią to pod sztandarem demokracji i praw człowieka, inni pod hasłem obrony tradycyjnych wartości czy ruskiego miru, ale dla zwykłych ludzi efekt jest podobny: podatki, przymus, wojny, pogarda dla jednostki.

  To, że globalistyczny projekt USA-UE jest destrukcyjny, nie rehabilituje rosyjskiego imperializmu, tak jak brutalność Busha w Iraku nie czyni z Putina pragmatycznym partnerem, mniej uwikłanym w globalizm — to tylko inny styl tego samego odruchu: podporządkować sobie cudzą przestrzeń.

Rosja to nie trudny sąsiad, lecz strukturalne zagrożenie

  Historia Polski pod rosyjskim butem to nie suma incydentów, ale spójna linia: rozbiory, zsyłki, operacja polska NKWD, Katyń, powojenne represje, rabunek majątku — systemowe niszczenie polskiej elity i podmiotowości. Niemcy zrobili więcej w liczbach bezwzględnych, ale po 1945 r. RFN przeszła jednak proces rozbrojenia, integracji i przynajmniej częściowej rewizji pamięci historycznej — została wklejona w struktury, które ograniczają jej militarne imperialne odruchy.

  Rosja takiego procesu nie przeszła. Po ZSRR nie powstało pokajane, zdemilitaryzowane państwo, tylko federacja kontynuująca stare wzorce: gigantyczne terytorium z koloniami wewnętrznymi, centrum oparte na służbach i armii, święta strefa wpływów i mit dziejowej misji od Kijowa po Warszawę. Z jej punktu widzenia Polska nie jest sąsiadem z historią, tylko geopolitycznym problemem: jeśli jesteśmy silni i suwerenni, blokujemy ich projekt, jeśli jesteśmy wasalem, ułatwiamy jego realizację.

Normalizacja vs. rozpad imperium

  Niektórzy stawiają dylemat: albo nie normalizujemy z Rosją i wchodzimy w federalizację UE pod niemieckim dyktatem, albo normalizujemy z Moskwą (najlepiej przez Chiny), żeby uniknąć roli eurolandu. Problem w tym, że w obu wariantach zakładamy wieczność rosyjskiego imperium — albo jako wroga, albo jako partnera.

  Ja widzę inne opcje:

  • Opcja A: uznajemy imperium rosyjskie za nieusuwalne i próbujemy minimalizować koszty jego istnienia (normalizacja).
  • Opcja B: uznajemy je za strukturalnie nieakceptowalne i traktujemy jego deimperializację — rozpad na mniejsze byty, dekolonizację — jako cel strategiczny.
  • Opcja C: udajemy, że problemu nie ma, licząc na sprytne lawirowanie między USA, UE, Chinami i Rosją.

  Z perspektywy paleolibertariańskiej sens ma tylko opcja B. Państwo‑imperium z definicji musi być pasożytem: żyje z przymusu, ekspansji i zasysania zasobów z podmiotów słabszych. Pasożyt może chwilowo nie gryźć, może nawet udawać symbionta — ale jego funkcją jest żerowanie. Trwały pokój z pasożytem wymaga po prostu braku pasożyta.

Chiny jako protektor — wymiana pana, nie emancypacja

  Rozważmy taką propozycję: zmiana elit w Polsce → zakulisowe rozmowy → pośrednictwo Chin → pokazanie Polski jako kluczowego ogniwa Jedwabnego Szlaku → uzyskanie chińskiej protekcji wobec Rosji. Geopolitycznie brzmi kusząco, ale filozoficznie oznacza jedno: świadome wejście w orbitę innego imperium.

  Chiny nie są wolnościową alternatywą. To własny typ imperialnego Leviatana: technokratycznego, kolektywistycznego, z obsesją kontroli społecznej. Jeśli uciekamy od euro‑globalistycznego i rusko‑służbowego kolektywizmu po to, by oddać się protekcji Pekinu, to nie jest ucieczka od imperializmu — to tylko zmiana zarządcy kolonii. Taktyczne balansowanie jest ok, strategiczna kotwica suwerenności — stanowczo nie!

Smoleńsk jako symptom, nie wyjątek

  Smoleńsk 2010 i późniejsze bezczeszczenie ciał to nie wypadek przy pracy, tylko konsekwentne rozwinięcie tego, czym rosyjskie państwo jest w praktyce: aparatem, który traktuje ludzkie życie jak materiał polityczny i nie ma większego problemu z zabijaniem własnych obywateli ani cudzych, jeśli wymaga tego interes władzy.

  W takim kontekście pragmatyzm wobec Rosji ma bardzo ostre granice: można rozmawiać, gdy trzeba ugasić konkretny pożar, ale nie budować na tym wizji normalnych relacji opartych na zaufaniu strukturalnym. Zaufanie do podmiotu, który zabił twoich obywateli w operacji politycznej, a potem latami kłamie o szczegółach, jest nie tyle pragmatyzmem, ile polityczną naiwnością.

Co zamiast normalizacji?

  Jeśli odrzucamy zarówno euro‑federalizację, jak i rosyjską czy chińską protekcję, to pozostaje trudniejsze, ale uczciwsze zadanie:

  • Dekolonizacja i deimperializacja przestrzeni post‑rosyjskiej: wspieranie prawa narodów do samostanowienia, kwestionowanie naturalnych stref wpływów, wspieranie procesów, które rozszczelniają rosyjskie centrum.
  • Budowa odporności Polski: energetyczna niezależność od Moskwy, wielokierunkowy handel, realne zdolności obronne, odbudowa kultury wolności odpornej na wszystkie odmiany kolektywizmu — czy to w wersji brukselskiej, moskiewskiej, czy pekińskiej.
  • Polityka wielu wektorów bez wasala: taktyczne granie z różnymi ośrodkami (USA, UE, regionalne układy, punktowo Chiny), ale bez decydowania się na jednego protektora, który ma wziąć Polskę pod skrzydła.

  Nie jestem przeciw kontaktom z Rosją jako takim — handel, dyplomacja, gaszenie pożarów są konieczne. Jestem przeciw temu, by w imię realizmu uznać, że celem jest normalizacja z państwem, które w swojej strukturze widzi nas jako naturalną strefę podporządkowania.

  Jeśli Polska ma być podmiotem, a nie wieczną strefą wpływów, to powinna myśleć nie o tym, jak się ułożyć z obecnym imperium, tylko o tym, jak wygląda świat po jego rozpadzie — i jak już dziś wzmacniać się pod ten scenariusz.

  Za czasów PRL-u bez sensu było myślenie jak znormalizować stosunki z ZSRR, jedyne co można było wtedy rozważyć z korzyścią dla Polski, to jak należy się politycznie zachować po rozpadzie ZSRR, jak wtedy odzyskać suwerenność i ją utrzymać z korzyścią dla Polaków. To samo powinniśmy dziś myśleć o Rosji.

Grzegorz GPS Świderski

__________________

Odrzucenie AI ogłupia ludzi <- poprzednia notka

na­stęp­na not­ka -> Xenia w „Odysei” — starożytny protokół nieagresji

__________________

Tagi: gps65, Rosja

Starszy Filozof Sztabowy. Paleolibertarianin. Futurysta AI. Bloger. Koder wibracyjny. Polemizuję, argumentuję, filozofuję, dyskutuję, prowokuję.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Polityka