Z publicznej narracji mamy dwa zasadnicze twierdzenia:
- Sprawcy zdobyli ogromny historyczny backup MyDr — według wypowiedzi przedstawicieli rządu chodzi o prawie 19 mln rekordów i ponad 2 TB danych. Michał Gramatyka mówił wprost o kopii zapasowej całego systemu oraz o konkretnym pliku, który trafił w ręce sprawców.
- Motyw sprawców miał być finansowy. Donald Tusk powiedział, że wiele wskazuje na próbę wyłudzenia okupu od MyDr. Według relacji Z3S sprawcy wcześniej kontaktowali się z firmą i proponowali jej odpłatną współpracę czy audyt bezpieczeństwa.
Przyjmijmy, że punkt pierwszy jest prawdziwy w najmocniejszym znaczeniu: sprawcy naprawdę mają u siebie kompletną, czytelną bazę medyczną około połowy Polaków. Zobaczmy, co z tego wynika.
Po pierwsze: sprawcy muszą rozumieć, co zdobyli!
Nie trzeba pracować w wywiadzie, żeby po chwili namysłu zauważyć wartość zbioru zawierającego dane medyczne połowy Polaków, w tym polityków, wojskowych, urzędników, przedsiębiorców, dziennikarzy czy funkcjonariuszy. Takiej bazy nie ma sensu publikować czy ją ujawniać!
Dla wywiadu jest ona tym cenniejsza, im mniej osób wie, że przeciwnik ją posiada. Jeżeli potencjalny cel nie wie, że ktoś zna jego choroby, leki czy historię leczenia, znacznie trudniej mu rozpoznać, skąd przeciwnik posiada określoną wiedzę.
Informacja ma ponadto wyjątkową cechę: jej sprzedaż jej nie zużywa. Można wykonać sto kopii i każdą sprzedać kolejnemu wywiadowi.
Sprawcy nie musieli podejmować decyzji w ciągu pięciu minut. Jeśli nawet natrafili na backup przypadkiem i bezpiecznie go schowali, mogli przez tydzień czy miesiąc analizować, co właściwie zdobyli i jak najlepiej to wykorzystać.
Założenie, że ludzie wystarczająco kompetentni, żeby dokonać takiego włamania, nie potrafili zauważyć czegoś, do czego każdy z nas może dojść po kilku minutach zastanowienia, jest nieracjonalne.
Po drugie: z części 12 wynika, że sprawcy potrafili się komunikować bezpiecznie!
Według publicznej relacji kontaktowali się najpierw z MyDr, potem z Z3S. Kontakt z Z3S nie mógł ograniczać się do jednej wiadomości, bo przeprowadzono opisany w części 12 eksperyment z PESEL-ami: Z3S miała przekazać cztery wybrane numery, a sprawcy mieli dla dwóch z nich zwrócić rekordy.
A więc trwała interakcja wieloprzebiegowa.
Sprawcy musieli przy tym zakładać, że po kontakcie z MyDr, a już szczególnie z Z3S, w grę wejdą profesjonalne służby.
I rzeczywiście weszły. Jak pokazałem w jednej z poprzednich notek, już 10 sierpnia MyDr informowało o zawiadomieniu organów, a Gawkowski publicznie mówił o działaniach służb.
Mimo tego sprawców nie zatrzymano, kontakt trwał, a następnie państwo zdecydowało się całą sprawę publicznie nagłośnić.
Jeżeli utrzymywanie wszystkiego w tajemnicy nadal dawałoby dużą szansę na namierzenie sprawców poprzez kolejne kontakty, ujawnianie operacji byłoby z punktu widzenia służb bez sensu. Racjonalny wniosek jest więc taki, że dalsza tajność nie dawała już dostatecznie dużej przewagi operacyjnej.
Czyli mamy sprawców, którzy najwyraźniej potrafią prowadzić bezpieczną komunikację mimo świadomości, że po drugiej stronie stoją polskie służby. A wszystko to dzieje się na terenie Polski, a tu rodzime służby mają najwięcej możliwości. A zatem sprawcy jeszcze łatwiej umieliby się kominikować z dowolnymi obcymi służbami tak, by nie zostać fizycznie namierzonymi.
No to teraz pojawia się sprzeczność: po co ktoś taki miałby żądać pieniędzy od MyDr?
Jeżeli posiada pełną bazę medyczną połowy Polski, to jest ona jego głównym aktywem. Może ją przez lata potajemnie monetyzować. Może ją sprzedawać podmiotom, dla których ogromną częścią jej wartości jest właśnie to, że Polska nie wie, kto ją posiada.
Kontakt z MyDr nie jest więc jeszcze jednym darmowym sposobem zarobku, to spalenie sobie wielu możliwości monetaryzacji!!!
Co MyDr może kupić w zamian?
Nie może kupić odzyskania danych. Informacji cyfrowej nie da się zwrócić.
Nie może nawet sprawdzić, czy po zapłacie sprawca rzeczywiście skasował wszystkie kopie. Jeżeli baza została skopiowana, może istnieć w stu kopiach wszędzie na świecie.
Czy to możliwe, by sprawca miał poświęcić część wartości gigantycznego, tajnego aktywa po to, żeby spróbować dodatkowo wyciągnąć pieniądze od firmy, która po pierwszym kontakcie może uruchomić przeciwko niemu cały aparat państwa? Do uzyskania od MyDr jest tylko ułamek kwoty, którą się z tego w całości uzyskać, a ujawnienie tego obniża cenę.
To się ekonomicznie nie składa!!!
A więc wszelkie informacje o okupie to ściema, to kłamstwo. Najwięcej o tym powiedział sam Tusk, co jeszcze bardziej potwierdza, że to świadome kłamstwo, bo Tusk jest z tego znany, że notorycznie kłamie!
No to co jest prawdą? Sorbujcie sami wymyślić najbardziej sensowny scenariusz. Ja już taki mam, ale chciałbym go skonfrontować z innymi, więc go nie podaję, by Was nie zasugerować.
Nie chodzi mi o scenariusz nieracjonalny, zakładający, że ludzie czasem robią głupoty. To wykluczam. Szukam scenariusza racjonalnego ekonomicznie i operacyjnie.
PS. Notki powiązane:
- https://www.salon24.pl/u/gpspl/1518326,scenariusz-ktory-spina-wszystkie-fakty-w-sprawie-kradziezy-danych-medycznych-polowy-polakow
- https://www.salon24.pl/u/gpspl/1518202,ostateczne-wyjasnienie-afery-mydr
- https://www.salon24.pl/u/gpspl/1518024,czy-publiczne-informacje-dotyczace-wlamu-do-mydr-to-sciema
__________________
Scenariusz, który spina fakty w sprawie kradzieży danych medycznych połowy Polaków <- poprzednia notka
następna notka ->
__________________
Tagi: gps65, MyDr


Komentarze
Pokaż komentarze (2)