Grzegorz Świderski Grzegorz Świderski
60
BLOG

Deficyt handlowy Polski z Chinami

Grzegorz Świderski Grzegorz Świderski Gospodarka Obserwuj notkę 0
Deficyt handlowy Polski z Chinami jest gigantyczny i w 2025 roku osiągnął rekordowy poziom 54,8 mld euro. A zatem za tyle z Chin sprowadziliśmy towarów, ale im nie dostarczyliśmy za tyle samo towarów w zamian, a tylko im zapłaciliśmy. Czy to jest poważny problem?

  Jeżeli Polska importuje więcej z Chin, niż tam eksportuje, to otrzymujemy więcej realnych dóbr: elektroniki, maszyn, części, narzędzi, ubrań czy surowców. W zamian wysyłamy pieniądze i aktywa finansowe, czyli roszczenia do przyszłych dóbr lub usług. Są one oczywiście użyteczne, ale ich realna wartość zależy od tego, czy druga strona nadal chce je akceptować i czy w kryzysie można z nich swobodnie korzystać.

  Można to porównać do klienta i piekarni. Klient ma stały deficyt wobec piekarni: dostaje chleb, a oddaje złotówki. Nie oznacza to, że klient przegrywa. Jeżeli dobrowolnie uznaje, że chleb jest dla niego wart więcej niż zapłacone pieniądze, obie strony korzystają na wymianie.

  W razie bardzo ciężkiego konfliktu politycznego państwo z nadwyżką eksportową może mieć szczególny problem: oddało już realne dobra, a zgromadziło w zamian pieniądze, obligacje lub inne aktywa finansowe. Mogą one zostać zamrożone, stracić wartość albo być trudne do wykorzystania. Państwo z deficytem ma natomiast kupione dobra u siebie. Nie znaczy to, że deficyt jest zawsze korzystny, lecz tylko tyle, że sam deficyt nie jest argumentem za paniką.

  Import z Chin staje się problemem dopiero wtedy, gdy łącznie występują trzy warunki:

  1. Dobro jest niezbędne — bez niego zatrzymują się fabryki, energetyka, obrona, łączność, medycyna lub inna ważna część gospodarki.
  2. Nie da się go szybko zastąpić — nie można użyć innego materiału, technologii ani komponentu.
  3. Nie ma alternatywnego dostawcy — inni producenci nie mają odpowiedniej podaży albo towar nie może dotrzeć na czas.

  Dopiero wtedy nagłe przerwanie dostaw może wywołać poważny kryzys. Dobre analizy nie oceniają zależności na podstawie samego salda handlowego, lecz patrzą na koncentrację dostaw, znaczenie danego produktu i możliwość substytucji lub dywersyfikacji.

  Kupowanie w Chinach zabawek, odzieży, prostych narzędzi czy zwykłej elektroniki nie jest więc samo w sobie strategicznym zagrożeniem. Gdyby dostawy ustały, towary byłyby droższe i mniej dostępne, ale można by je sprowadzać z Indii, Wietnamu, Turcji, Korei czy innych państw, a część produkcji dałoby się uruchomić bliżej Europy. Ostatecznie bez chińskich zabawek i innego badziewia da się przeżyć, można dzieciom robić figurki z zapałek i kasztanów.

  Inaczej jest z konkretnym metalem rzadkim, związkiem chemicznym albo wyspecjalizowanym komponentem, bez którego nie można wyprodukować baterii, silnika, radaru czy leków, a Chiny mają dominującą pozycję w jego przetwarzaniu. Wtedy nawet import o małej wartości może być ważniejszy niż miliardy wydane na zwykłe dobra konsumpcyjne. Eksperci wskazują półprzewodniki, leki, baterie i surowce krytyczne jako obszary podatne na zakłócenia skoncentrowanych łańcuchów dostaw.

  Pytanie: „Czy mamy deficyt z Chinami?” ma zatem ograniczoną wartość. Ważniejsze jest pytanie: „Które towary z Chin są jednocześnie niezbędne, trudne do zastąpienia i pozbawione alternatywnego dostawcy?”

  Polska finansuje import z Chin przychodami z eksportu i przepływami finansowymi z innych państw. W 2025 mieliśmy dużą nadwyżkę w handlu z Niemcami oraz z pozostałymi państwami strefy euro. Stąd mamy forsę na zapłacenie Chinom.

Grzegorz GPS Świderski

__________________

Czy Ukrainę przejmie Rosja, Niemcy czy USA? A może Żydzi? <- poprzednia notka

na­stęp­na not­ka -> Makaronizmy, wolapik czy pidżin?

__________________

Tagi: gps65

Paleolibertarianin, Futurysta AI, Bloger, Koder Wibracyjny, Audytor KSeF, Rozkminiacz Krypto, Transhumanista, Filozof, Cywilizacjolog.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka