Widzi, komu sprzedajesz, od kogo kupujesz, jakie kwoty pojawiają się na fakturach i jak zmieniają się twoje relacje handlowe. Przy dostępie do pełnej treści dokumentów poznaje także pozycje i ceny jednostkowe. Zaczyna rozumieć, od których klientów zależysz i gdzie warto uderzyć. Ty nadal pracujesz, negocjujesz i inwestujesz, przekonany, że uczestniczysz w zwykłej konkurencji.
To scenariusz wykorzystania danych, nie opis udowodnionej operacji przeciwko konkretnej firmie. Pokazuje jednak, dlaczego pytanie o dostęp do KSeF dotyczy twojego majątku, pracy twoich ludzi i przyszłości twoich dzieci. Techniczne słowo „metadane” wyjątkowo skutecznie usypia czujność wobec informacji, za które konkurent mógłby zapłacić fortunę.
W najnowszym artykule szczegółowo opisałem którędy przechodzi ruch KSeF, gdzie kończy się szyfrowanie i jakie dane mogą być dostępne poszczególnym komponentom systemu (Bezpieczeństwo KSeF: kto może czytać faktury polskich firm). Wszystko to bardzo solidnie, w sposób niezbity udowodniłem. Teraz zajmę się konsekwencjami. Można bezbłędnie wyjaśnić działanie TLS i nadal nie dotrzeć do człowieka, który nie rozumie, dlaczego miałby się tym przejmować.
Przejmiesz się, kiedy stracisz największego klienta. Tylko wtedy możesz już nie mieć żadnej możliwości ustalenia, czy przegrałeś z lepszą ofertą, czy z kimś, kto wcześniej obejrzał twoje karty.
Jak wykończyć firmę, nie wykradając jej maszyn
Weźmy hipotetyczną hurtownię Kowalskiego. Trzech odbiorców odpowiada za znaczną część jej sprzedaży. Duży konkurent, który uzyskałby dostęp do odpowiednio szerokiego zestawu faktur, mógłby rozpoznać tych odbiorców i przygotować dla nich indywidualne oferty. Nie musiałby obniżać cen wszystkim klientom ani finansować kosztownej wojny na całym rynku. Mógłby skoncentrować pieniądze dokładnie tam, gdzie utrata przychodów najbardziej zaboli Kowalskiego.
Kowalski traci pierwszego odbiorcę, potem drugiego. Koszty magazynu, leasingu i zatrudnienia pozostają. Zaczyna zwalniać ludzi. Odkłada inwestycje. W końcu pojawia się propozycja wykupu firmy za ułamek wartości, którą jeszcze niedawno przypisywał swojemu przedsiębiorstwu.
Żadna faktura nie musi trafić do internetu. Nie będzie komunikatu o wycieku, paczki dokumentów na forum hakerskim ani spektakularnego żądania okupu. Poszkodowany zobaczy pogarszające się wyniki i wyjątkowo skuteczną konkurencję.
Najgroźniejszy wyciek może wyglądać jak seria cudzych trafnych decyzji biznesowych.
Same faktury nie ujawniają pełnej marży, wszystkich kosztów ani stanu rachunku bankowego. Do wyrządzenia szkody nie potrzeba jednak kompletnej wiedzy o przedsiębiorstwie. Wystarczy przewaga w kilku miejscach decydujących o jego przetrwaniu.
Twoja tajemnica może leżeć w dokumentach innych firm
Przedsiębiorca zwykle myśli o ochronie własnego komputera, poczty i księgowości. Tymczasem jego działalność zostawia ślady także u dostawców, odbiorców, przewoźników i serwisantów. Odpowiednio szeroki zbiór dokumentów pozwala łączyć te ślady.
Wyobraźmy sobie producenta, który przygotowuje wejście na nowy rynek. Zamawia specjalistyczne urządzenia, kupuje usługi projektowe i zleca dostosowanie hali. Żadna pojedyncza faktura nie musi ujawniać całego przedsięwzięcia. Zestawienie dokumentów może jednak dać konkurentowi sygnał, że warto przyjrzeć się tej firmie, jej dostawcom i planom.
To właśnie wartość koncentracji informacji. Dane, które osobno wyglądają niewinnie, po połączeniu mogą ujawniać zależności, których właściciel nigdy nie zgodziłby się pokazać rywalowi. Możesz pilnować tajemnicy u siebie, a jej fragmenty będą powstawały w księgowości wielu innych podmiotów.
„Przecież skarbówka już miała JPK”
Tak, miała. Właśnie dlatego trzeba rozumieć, co zmienia zwiększenie szczegółowości danych, ujednolicenie dokumentów i możliwość ich systematycznego łączenia. JPK_VAT zawiera miesięczne dane ewidencyjne. KSeF zbiera faktury ustrukturyzowane, obejmujące również ich pozycje. Tryby offline wprowadzają opóźnienia, ale nie usuwają zasadniczej różnicy między tymi zbiorami.
Policjant mógł od dawna stanąć przy ulicy i obserwować przechodniów. Sieć kamer z możliwością automatycznego wyszukiwania ich przemieszczania tworzy zupełnie inną skalę obserwacji. Argument, że „przecież wcześniej też można było patrzeć”, nie odpowiada na pytanie o skutki tej zmiany.
Podobnie jest z gospodarką. Możliwość zażądania dokumentów określonej firmy i możliwość taniego analizowania powiązań ogromnej liczby przedsiębiorstw dają odmienną siłę. Kto ignoruje koszt i skalę analizy, ten ignoruje zasadniczy sens informatyzacji.
Zagraniczny dostawca jest tylko częścią problemu
Załóżmy, że jutro Imperva znika z drogi do KSeF, a państwo przekonująco wykazuje, że całą obsługę przejęła infrastruktura pozostająca pod jego kontrolą. Zagrożenie nadużyciem danych nadal istnieje. Polski administrator również może zostać przekupiony. Polski urzędnik również może działać na cudze zlecenie. Konto pracownika państwowej instytucji również można przejąć.
Nie twierdzę, że każdy administrator KSeF ma swobodny dostęp do wszystkich faktur. Pytam, jak ograniczono jego możliwości, kto kontroluje odczyty i eksporty oraz czy osoba zmieniająca uprawnienia może również ingerować w ślady własnych działań.
Wyobraźmy sobie człowieka z dostępem do wrażliwego zbioru, który dostaje ofertę pieniędzy za informacje o jednej branży. Nie potrzeba całej instytucji uczestniczącej w spisku. W źle zabezpieczonym układzie wystarczy jedno konto, jedna podatność albo jedna osoba z nadmiernymi uprawnieniami. Dlatego zapewnienie, że system jest państwowy, nie może zamykać dyskusji o bezpieczeństwie.
Flaga nad budynkiem serwerowni nie kontroluje administratora.
Przymus odbiera ci najważniejszy bezpiecznik
Jeżeli nie ufasz firmie przechowującej twoje dokumenty, możesz próbować ją zmienić. Zapłacisz za migrację, stracisz czas, być może będziesz musiał przebudować procesy. Jednak istnieje możliwość wyjścia.
Zmiana programu księgowego nie usuwa obowiązku przekazywania objętych nim faktur do KSeF. Nie wybierzesz w ten sposób innego operatora państwowej bramki ani innych zasad centralnego przetwarzania. Państwo ustaliło warunki i nakazało ci działać w ich ramach.
Dlatego porównywanie tej sytuacji z dobrowolnym korzystaniem z komercyjnej chmury pomija odpowiedzialność wynikającą z przymusu. Kto nakazuje przedsiębiorcy oddać wrażliwe informacje, powinien wykazać, dlaczego potrzebuje ich właśnie w takim zakresie i jak ograniczył możliwość ich wykorzystania przeciwko temu przedsiębiorcy.
Formułka „system jest bezpieczny” to stanowczo za mało, gdy stawką jest dorobek czyjegoś życia.
Państwo ma wykazać, jak ogranicza własną władzę
Oczekuję konkretnych odpowiedzi: kto może czytać dane, kto zatwierdza dostęp, kto sprawdza zasadność odczytów i kto wykryje masowy eksport. Chcę wiedzieć, czy kontrole obejmują również osoby uprzywilejowane, podwykonawców i dostęp serwisowy. Chcę znać zakres niezależnych audytów oraz ich zasadnicze wyniki. Nie potrzebuję publikacji haseł i konfiguracji zapór, żeby ocenić, czy istnieje rzeczywisty nadzór.
Potrzebne jest także ograniczanie samej koncentracji danych i liczby miejsc, w których można je odczytać. Szyfrowanie aplikacyjne tam, gdzie pośrednik nie potrzebuje treści. Węższe uprawnienia. Rozdzielenie obowiązków. Kontrola eksportów. Uzasadnienie zakresu zbieranych informacji. Poważna ocena architektur, które nie wymagają skupienia tak rozległej wiedzy w jednym systemie.
Przedsiębiorcy nie mają obowiązku wierzyć w nieomylność urzędów. Mają prawo żądać dowodów, że państwo ograniczyło możliwości nadużycia infrastruktury, z której nakazuje im korzystać.
Można odebrać człowiekowi firmę przez wywłaszczenie. Można też stworzyć warunki, w których ktoś uprzywilejowany informacyjnie będzie wiedział o jego interesach więcej, niż ten człowiek wie o działaniach konkurenta. Taki przedsiębiorca nadal będzie formalnym właścicielem, nadal będzie podpisywał umowy i ponosił całe ryzyko. Tyle że coraz częściej będzie przegrywał z przeciwnikiem, którego przewagi nie potrafi nawet zobaczyć.
Wolny rynek kończy się tam, gdzie jedni muszą odsłonić swoje interesy, a drudzy mogą zdobyć uprzywilejowany dostęp do ich mapy. KSeF wymaga zabezpieczeń, które wykluczą taką przewagę w możliwie największym stopniu. Urzędowe zapewnienia nie zastąpią tych zabezpieczeń — a za ich brak mogą zapłacić ludzie, którzy nigdy nawet nie usłyszą, co naprawdę zniszczyło ich firmy.
__________________
Kto naprawdę stoi w drzwiach do KSeF i kto może czytać faktury polskich firm <- poprzednia notka
następna notka ->
__________________
Tagi: GPS65


Komentarze
Pokaż komentarze (5)