5 obserwujących
126 notek
88k odsłon
  574   0

ZMARNOWANE EUROMANDATY

 

Sprawa „dyrektywy” unijnej zmieniającej normy substancji smolistych w produktach żywnościowych staje się coraz głośniejsza. W tekstach poruszających ten problem starałem się znaleźć jakieś bardziej szczegółowe informacje na ten temat (poza tą o zmianie normy na benzo(a)piren z 5 mikrogramów/kg na 2 mikrogramy/kg od 01.09.2014 r.) lub chociażby „namiary” samej „dyrektywy”.
Niestety nie znalazłem. A „dyrektywę” tę warto poznać.
 
Przepisy, o których mowa, wprowadza „Rozporządzenie Komisji (UE) NR 835/2011 z 19 sierpnia 2011 roku” ((http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=OJ:L:2011:215:0004:0008:PL:PDF ). Niezmiernie ciekawe jest zestawienie norm przypisanych do określonych produktów z uzasadnieniem wyboru konkretnych substancji (markerów) i z zapisaną opinią o ich wiarygodności.
 
Uzasadnienie brzmi tak:
W dniu 9 czerwca 2008 roku Panel Naukowy ds Zanieczyszczeń w Łańcuchu Żywnościowym (panel Contam) Europejskiego Urzędu ds Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) przyjął  opinię  (zazn. moje)  dotyczącą obecności WWA w żywności. W opinii tej EFSA stwierdził, że benzo(a)piren  nie jest odpowiednim markerem  (zazn. moje)  wskazującym na obecność wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych    (stąd WWA – dod. moje)  w żywności, a najbardziej odpowiednim wskaźnikiem obecności WWA w żywności byłby układ czterech specyficznych związków chemicznych (WWA4)....” itd.
 
Jak już zostało powiedziane norma benzo(a)pirenu od 1.09.2014 roku ma wynosić 2 mikrogramy na 1 kilogram wędzonego mięsa/wędlin.
Norma WWA4 na te produkty ma wynosić 12 mikrogramów/1 kg.
Natomiast norma benzo(a)pirenu na małże wędzone ma pozostać nadal bez zmian i ma wynosić  6 mikrogramów/kg, zaś norma WWA4 -30 (!!!  )mikrogramów/kg.
 
Jak widać naukowe podstawy do wprowadzenia norm w w/w „Rozporządzeniu” są - delikatnie mówiąc - wątpliwe. Jest tajemnicą poliszynela, że w dzisiejszych czasach opinia zmienia się w zależności od tego, kto ją zamawia. Następny „panel naukowy”, powołany przez inny podmiot i złożony z innych naukowców, najprawdopodobniej wydałby inną opinię.
Pominąwszy jednak nawet te zastrzeżenia, warto zadać inne pytanie: czy te LEGALNE małże z 6 mikrogramami benzo(a) pirenu w kilogramie  są zdrowsze  niż nasze –NIELEGALNE od 1 września br.- tradycyjne wędliny z zawartością, na przykład, 3 mikrogramów benzo(a)pirenu?
Bo to przecież względy zdrowotne mają być uzasadnieniem dla tych NARZUCONYCH odgórnie norm!
 
Jak widać nie o zdrowie tutaj chodzi.
Pytanie więc o co?
Odpowiedzi są banalne i każdy czytelnik może sam do nich dojść.
 
Po pierwsze rozrastające się w zastraszającym tempie hordy eurobiurokratów muszą udowadniać, że nie tylko są potrzebni, ale że są też WAŻNI. A że pozostają poza jakąkolwiek skuteczną kontrolą, nie mówiąc już o kontroli sprawowanej przez obywateli UE, to produkują coraz więcej absurdalnych przepisów.
I nawet jeśli zauważają, że tym samym przekształcają naszą rzeczywistość w świat, o którym nawet Orwellowi się nie śniło – to mają to w nosie.
Oni mają swoje apanaże i przywileje, o których zwykli obywatele Unii – KTÓRZY ZA TO WSZYSTKO PŁACĄ – mogą jedynie marzyć.
 
Po drugie chodzi o KASĘ. Tradycyjnie wędzone produkty są w UE „specyfikiem” typowo polskim  (choć i niektórych małych krajów nadbałtyckich),   produkowanym przez małe i średnie firmy, bardzo często rodzinne. Jeżeli  znikną  one z rynku lub jeżeli będą musiały dostosować swoją produkcję do „obowiązujących norm”, to klientowi coraz trudniej będzie odróżnić dobry, wartościowy produkt od chłamu wyprodukowanego na bazie MOMU, polepszaczy, konserwantów i tym podobnych wynalazków.
I O TO CHODZI.
Klient nie będzie się uganiał po małych sklepach mięsno-wędliniarskich (które będą znikać z rynku), ale przy okazji zakupów w markecie wrzuci coś z półki.
Oczywiście tylko przypadkiem wszystkie liczące się w Polsce sieci marketów spożywczych są w rękach kapitału zachodniego.
 
W normalnym - lub „w miarę normalnym” - państwie obywatele wybierają rząd, aby dbał o ich interesy. Jak widać rząd francuski potrafi to robić. Umiał wywalczyć nawet to, że ślimak jest - według biurokratów z UE – rybą.
Już nawet śmiać się nie chce z propagandy o (niby)skuteczności naszego rządu w UE.
Jego niby największy sukces (chyba że propagandowy) to nieco ponad 100 miliardów Euro na lata 2014-2020.
Ile z tego zostanie wykorzystane?
Ile z tego zostanie zmarnowane na bzdurne projekty, do których potem latami trzeba będzie dopłacać?
Ile z tego zostanie po odliczeniu obowiązkowej składki wpłacanej przez Polskę rokrocznie, która już teraz wynosi około 20 miliardów złotych i sukcesywnie rośnie?
Czy cokolwiek z tego zostaje po odliczeniu miliardów wypompowywanych rokrocznie z Polski, głównie przez zachodnie sieci handlowe i przez sektor finansowy, pozostający w około 4/5 w rękach kapitału zachodniego?
 
W tym kontekście zabagnienie przez rząd PO-PSL takiego drobiazgu, jak normy na wędzenie tradycyjnych polskich wyrobów to „pikuś”. Mały „pikuś”.
Co tam taki drobiazg, jak setki małych polskich producentów. Padły już tysiące, więc sto, czy dwieście więcej? Co to za różnica?
Choć Ministrowi Rolnictwa to jednak trochę się dziwię. Tak nie dbać o swój, podobno „żelazny” elektorat?
 
I zadaję sobie jeszcze inne pytanie: po cholerę nam nasi europosłowie?
Czy po to, żebyśmy się zrzucali na te ich luksusowe samochody, czy apartamenty?
Podobno to nie oni odpowiadają za te nowe normy, bo oni są w Parlamencie Europejskim, a w/w przepisy wprowadziła Komisja UE. Rzekomo więc według nich za te przepisy odpowiadają tylko ci, co „siedzą tam przy innych biurkach”?
Więc po co oni są w tej Brukseli?
O czyje interesy dbają, a o czyje powinni dbać?
Bo ktoś ich podobno tam posłał!
 
Tych europosłów mamy 51. Wybraliśmy ich my – obywatele, ale też konsumenci, czyli „każdy Kowalski”. I tak o nas zadbali.
Czterech z nich dostało się do europarlamentu z rekomendacji PSL-u.
Widać, jak zadbali o interes rolników i producentów rolnych.
Teraz – według buńczucznych zapowiedzi Prezesa PSL-u – PSL liczy na 6 euromandatów.
Przy obecnych nastrojach w społeczeństwie, szczególnie na wsiach i w małych miastach  nie zdobędzie pewnie żadnego.
A nawet jeśli jakiś zdobędzie - to po co?
Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale