5 obserwujących
119 notek
76k odsłon
268 odsłon

MY I ONI. KLĘSKA „SOLIDARNOŚCI”.

Wykop Skomentuj

 

W PRL-u funkcjonował pewien sposób postrzegania rzeczywistości, który polegał na dzieleniu ludzi na „my” i „oni”. Pierwotnie był on wytworem komunistycznej propagandy, służącym jej do zwalczania „wrogów klasowych”. „My” - to ci „dobrzy”, „oni” - to ci „źli”.

 

Paradoksalnie, w końcówce PRL-u (1980 – 1989), podział na „my” i „oni”, oparty na dychotonomicznym wartościowaniu „dobry – zły” miał już inny, praktycznie odwrócony, krąg desygnatów. My – to społeczeństwo, przytłaczajaca większość, zniewolona przez znikomą mniejszość, utrzymującą się przy władzy dzięki „ruskim bagnetom”. Oni – to ta „reszta”, która dla „kremlowskich ochłapów”, dla utrzymania swej pozycji społecznej i materialnej, gotowa była być „pachołkami Moskwy”.

 

W rzeczywistości podział ten nie był taki czarno – biały, a strefa szarości była całkiem szeroka. Dopiero z perspektywy czasu możemy spostrzec(i zapewne nie w pełni), jak wielu wśród „nas” było tych, którzy służyli „im”. Tych, którzy do dzisiaj funkcjonują w starych powiązaniach, „upakowani” w takich miejscach, gdzie nawet byśmy się pewnie nie domyślali

(http://naszeblogi.pl/44967-zamach-w-samoobronie).

 

Jeżeli dzisiaj możemy dostrzec (do pewnego stopnia), jak wielka była skala komunistycznej agentury w PRL-u, to tym bardziej powinniśmy doceniać fenomen „Solidarności”,dziesięciomilionowego ruchu,  którego kolejną rocznicę właśnie obchodzimy.

34 lata temu zostały podpisane „porozumienia sierpniowe”: najpierw30 sierpnia w Szczecinie, potem 31 sierpnia w Gdańsku, a następnie 3 września w Jastrzębiu – Zdroju i 11 września w Dąbrowie Górniczej (Huta Katowice).

Feneomenem „Solidarności” było to, że tak  wielu ludzi  w totalitarnym kraju, było w stanie wyrwać się ze „stanu zniewolenia” i wspólnieupomnieć  się oswoją podmiotowość. O swoje  fundamentalne prawa. To właśnie wielkość tego wystąpienia spowodowała, że „oni”, mimo całego aparatu represji, mimo całej swej agentury, tak długo nie byli w stanie zdławić „Solidarności”.

 

W 1989 roku wydawało się, że „Solidarność” jednak wygrała. Takiemu złudzeniu można było ulec. Dzisiaj, kiedy ostatecznie - dzięki działalności Platformy (anty)Obywatelskiej - możemy się pozbyć marzeń o władzy obywateli i o  suwerenności obywateli  w naszym kraju, to złudzenie ostatecznie prysło.

 

Niestety, „Solidarność”, jako ruch społeczny poniosła druzgocącą klęskę. Przytłaczająca większość tych, którzy ten ruch tworzyli, jeżeli mieszka nadal w Polsce, to „klepie biedę”. Nedzna emerytura, mieszkanie w bloku, często choroba i brak pieniędzy na leki, to typowy los uczestnika tamtych wydarzeń. Ci, którzy byli wtedy po drugiej stronie (oficjalnie lub „pod przykrywką”), którzy byli pachołkami „władzy” lub samą „władzą”, z reguły mają się odmiennie: co najmniej kilkutysięczne emerytury, jakiś majatek, wyjazdy zagraniczne, prywatne leczenie itd.

 

Rzecz w tym, że klęska „Solidarności” nie polega tylko na fundamentalnej niesprawiedliości losów.

Jej klęska jest totalna. Żadna z wartości, o które upomniało się 10 milionów ludzi w latach 1980-1981 nie została wcielona w życie. Można by podawać wiele dowodów na poparcie tej tezy.

Pewnie wystarczającym byłoby przywołanie faktu powszechnie znanego, że miliony Polaków musiało opuścić swój kraj, bo w tej nowej, kolorowej, „zwycięskiej” rzeczywistości nie było dla nich miejsca: bo albo nie było dla nich pracy, albo z tej pracy nie przeżyliby „do pierwszego”. Jedynie trzeba by było dopowiedzieć, że skala emigracji jest dużo większa, niż gotowa jest to przyznać rządowa propaganda. Wystarczy przejść się po ulicach Londynu. To samo po Oslo, Dublinie i pewnie po setkach innych miast. I wbrew tej propagandzie – nie wyjeżdzają tylko ludzie młodzi.... (Ostatni niech zgasi światło i zatrzaśnie drzwi).

 

Klęska „Solidarności” polega na przegraniu podstawowej wartości, która była celem ogromnej  rzeszy zwykłych ludzi, która  była „Solidarnością”: bycia  podmiotem  (suwerenem) w swym państwie.

(http://grudziecki.salon24.pl/526184,polska-lamie-prawa-czlowieka )

( http://naszeblogi.pl/47571-czy-w-polsce-rzadzi-mafia )

 

Klęska jest tym większa, że miliony Polaków żyje w przekonaniu, że taką podmiotowość mają.

(http://grudziecki.salon24.pl/585378,farsa-zwana-eurowyborami )

 

Nasze „prawa polityczne”:do (faktycznego, rzeczywistego)  wybierania i do bycia wybieranym  są fikcją, a jednak wielu nadal wierzy, że wrzucając kartkę do urny wyborczej decyduje o czymkolwiek więcej, poza ewentualną zmianą ekipy w ramach tego samego układu.

 

Powstaje pytanie: jak to się stało, że rzeczywistość została ukształtowana według tak fatalnego scenariusza?

Odpowiedź, jest zawarta w pytaniu.

Każdy scenariusz ma swego autora.

Główne założenia do scenariusza rzeczywistości, w której żyjemy od 25 lat, zostały napisane w Magdalence i przy „okrągłym stoliczku”.

A twórcy tych założeń zadbali, przede wszystkim, aby w pisanej przez siebie tragifarsie p.t. „Republiczka okrągłostołowa” grać pierwszoplanowe role.

I mieć z tego odpowiednie profity.

 

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale