Jan Stefan Widacki (ur. 6 stycznia 1948 r. w Krakowie) - adwokat, prof. dr hab. nauk prawnych, dyplomata, autor kilkunastu książek, wiceminister Spraw Wewnętrznych w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, w którym nadzorował weryfikację funkcjonariuszy SB, później ambasador Polski na Litwie. W 2007 roku skutecznie kandydował na posła z listy Lewicy i Demokratów z rekomendacji Partii Demokratycznej.
Piękny życiorys, wybitny autorytet III RP, wzór dla młodzieży. Jest tylko jedno "ale".
W lipcu 2007 roku białostocki prokurator wniósł do Sądu Rejonowego dla Pragi-Południe w Warszawie akt oskarżenia przeciw Janowi Widackiemu, zarzucając mu, że jako adwokat Mirosława D. ps. "Malizna", powołując się na wpływy w gangu pruszkowskim oraz w strukturach władzy, nakłaniał świadków do składania fałszywych zeznań i wynosił z więzienia grypsy aresztowanego Krzysztofa F. m.in. w sprawie zabójstwa jednego z przywódców mafii pruszkowskiej Andrzeja Kolikowskiego ps. "Pershing". Drugi zarzut dotyczy zastraszania słynnego lobbysty Marka Dochnala tak, by ten w swoich zeznaniach ukrywał informacje obciążające Jana Kulczyka, którego przedstawicielem był Widacki.
Proces w jego sprawie rusza w najbliższy poniedziałek. Jak jednak pogodzić nieskalany wizerunek III RP wraz z jej autorytetami z nieprzysparzającym jej chluby procesem karnym prof. Jana Widackiego?
Sposób znalazł Onet.pl. Tytuł "Rusza kolejny proces polityczny związany z IV RP" wyjaśnia wszystko. Nie jest to zwykły proces karny, ale polityczny i nie jest związany z podejrzeniem popełnienia poważnych przestępstw, lecz wynika z przestępnej natury IV RP.
W tej sytuacji lemingom nie pozostaje nic innego, jak wiernie kibicować prof. Janowi Widackiemu w haniebnym procesie i cieszyć się, że czasy IV RP nigdy nie powrócą.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)